Piątek, paździerzy początek

Oba mecze rozgrywane pierwszego dnia 21. kolejki Ekstraklasy, pozostawały wiele do życzenia. Na spotkaniu Cracovii ze Śląskiem pojawił się jeden z naszych redaktorów. Według jego relacji, tylko niska temperatura ratowała przed drzemką na trybunach krakowskiego stadionu. Pierwsza połowa przyniosła nam 0 emocji. W drugiej części, spotkanie delikatnie się rozkręciło i zobaczyliśmy m.in. naprawdę ładną bramkę Sergiu Hanci. Wydawało się, że Pasy utrzymają pozytywny rezultat i w końcu przełamią serię 7 meczów bez zwycięstwa w lidze. Niestety, nie udało się. W 60 minucie minucie na plac gry wszedł Damir Sadiković. Jego zadaniem było odwrócenie losów spotkania (wszedł jeszcze przy wyniku 0:0) i tak też się stało. Na nieszczęście Michała Probierza, zmienił rezultat, ale na korzyść przeciwników. Popełnił straszny błąd w defensywnie, po którym Marcel Zylla z łatwością odnalazł Piaseckiego, a ten wyrównał stan punktowy. Cracovia znowu dzieli się punktami, a to oznacza, że coraz bardziej w oczy zagląda im widmo spadku z Ekstraklasy.

Podlasie w ogniu

Drugie piątkowe spotkanie również nie porwało. Pogoń przerwała niekorzystną passę i tymi 3 punktami, utrzymuje się jeszcze jakkolwiek w walce o mistrzostwo. Na więcej uwagi, niż sam mecz, zasługują wypowiedzi Bogdana Zająca zaraz po nim. Stwierdził on na konferencji, że: „Było widać pozytywy. Zespół, który wyszedł bić się i walczyć o punkty. To był bardzo stykowy mecz. Przeciwnik był bardzo skuteczny, strzelił gola po jednej z nielicznych okazji bramkowych. My też mieliśmy swoje sytuacje”, a w krótkiej wypowiedzi dla Canal+ powiedział: „W końcu było kolorowo. I o to mi chodzi żeby było kolorowo. Pokazaliśmy, że będziemy się jeszcze bić”. Przypomnijmy, że mówi to trener przegranej drużyny, która kończyła mecz w 9. Otóż to. Kolorowo nie było na boisku, a w protokole meczowym przy nazwiskach białostoczan. Słabe wyniki przy topowym zapleczu kadrowym i organizacyjnym oraz kuriozalne wypowiedzi, wywołały ogromną złość kibiców. Jak donosi Piotr Wołosik na Twitterze, Jagiellonia jest bardzo blisko pożegnania się z trenerem Zającem.

Mecz na odwróconym szczycie 

Wszyscy zacierali ręce czekając, aż to genialne spotkanie w końcu się rozpocznie. W lewym narożniku ostatnia Stal, w której po świetnych rezultatach z początku pracy Leszka Ojrzyńskiego, niewiele już zostało. W prawym narożniku Podbeskidzie, które co prawda dobrze punktuje w rundzie wiosennej, jednak wciąż jest przeciwieństwem typowej stabilnej drużyny. Paradoksalnie przebieg tego meczu nie był tragiczny. Oczywiście, jakości czysto piłkarskiej wiele tam nie było. Niekontrolowane przyjęcia. Rakiety ziemia-powietrze. Wszystkie tego typu atrakcje były na swoim miejscu. Jednak tempo było dość wysokie, a zawodnikom obu ekip ewidentnie zależało na zwycięstwie. Ostatecznie to mielczanie zdobyli komplet punktów i aktualnie to Górale są najgorzej punktującą drużyną Ekstraklasy.

Lechia walczy o puchary

Gromkie brawa należą się Piotrowi Stokowcowi za to, że sam wyciągnął Lechię z kryzysu. Nie można inaczej nazwać tego co działo się w Gdańsku na początku sezonu, niż właśnie kryzysem. Lechiści grali słabo, a punktów brakowało. Zarząd okazał zaufanie aktualnemu szkoleniowcowi, a ten wyprowadził swoją drużynę na 4 miejsce w tabeli, na 9 kolejek przed końcem rozgrywek. Kamyczkiem do ogródka gdańszczan jest to, że ostatnie spotkanie z Wisłą Kraków wcale nie było w ich wykonaniu znakomite. Pozytywny rezultat to składowa błędów sędziego oraz jeszcze gorszej dyspozycji rywali spod Wawelu. Lechia powinna ten mecz kończyć w 10, a bramka na 2:0 nie powinna zostać uznana. Zobaczcie sami.

Ostateczne powołania

W zeszłotygodniowym podsumowaniu pisaliśmy o szerokiej kadrze powołanej przez selekcjonera Paulo Souse. Wczoraj to grono zostało zawężone, a ostatecznie na najbliższe zgrupowanie pojedzie 4 graczy biegających po boiskach Ekstraklasy. Naturalnie, nie obyło się bez kontrowersji. Ostatecznie do reprezentacji nie załapał się Bartosz Kapustka. Jest to o tyle dziwne, że na kadrę poleci jego kolega z drużyny Bartosz Slisz. Oczywiście, są to dwie różne pozycje, a na „6”, czyli tam gdzie gra Slisz, mamy deficyty kadrowe. Mimo wszystko, były gracz Leicester dawał Legii w skali sezonu nieporównywalnie więcej, niż jego imiennik. Kamil Piątkowski prawdopobnie nie wejdzie w ogóle na boisko podczas meczów eliminacyjnych, a na zgrupowanie jedzie, aby poznać smak reprezentacji. Najwięcej krytycznych głosów zebrało powołanie dwóch graczy Pogoni Szczecin. Wybór Kacpra Kozłowskiego można wytłumaczyć jego bardzo młodym wiekiem i chęcią oswojenia go z realiami kadry. Trudniej jednak o racjonalne wytłumaczenie powołania Sebastiana Kowalczyka. Zawodnik Portowców ewidentnie jest ostatnio poza formą, ale należy ufać, że portugalski selekcjoner ma na niego pomysł.