Zaryzykuję stwierdzenie, że to spotkanie z Anglią było najlepszym meczem, jaki Polska rozegrała podczas tego zgrupowania. W tej drużynie w końcu było widać dobrą iskierkę, jeżeli dalej będą iść tą drogą to może w końcu polski futbol będzie dobrym, a przynajmniej przyzwoitym futbolem.

Czy wynik ma znaczenie?

Niby mówię, że dobry mecz, ale przecież przegrany. Tu właśnie zaczynają się schody, jak trzeba zdefiniować „dobry mecz”. Czy chodzi nam tylko o ilość strzelonych bramek? Czy jednak popatrzymy również na wygląd drużyny na boisku? To logiczne, że sam wynik nie zawsze odda realną sytuację na boisku. Zawsze trzeba spojrzeć szerzej, przyjrzeć się grze, żeby wysnuć jakiekolwiek wnioski. W przypadku tego spotkania tych wniosków może napłynąć bardzo wiele.

Przede wszystkich polska drużyna w końcu pokazała energię na boisku, zaczęli grać, podawać. Co najważniejsze, to w końcu dało się ich grę oglądać. Nareszcie pojawiła się kreatywność, piłka nie była rozgrywana “na jedno kopyto”. Polacy przestali się bać bawienia tą piłką i w pewnym sensie wyszło im to na dobre.

Polska gra zaczęła mieć jakiś wyraz, pojawiła się też agresja. Niestety była ona przeplatana długimi momentami bojaźliwości i uległości rywalowi. Jednak mimo wszystko, nie była to gra tak mdła jak z Węgrami, czy Andorą. Klasa rywala była inna, ale też motywacja do gry jakoś się zmieniła przez te kilka dni.

Ale Polska miała też złe strony

Nie ukrywajmy, minusów było więcej niż plusów. Na początku brak dokładności podań, bo tutaj chyba leżał największych problem polskich piłkarzy. Wszystko szło ładnie, szybko, sprawnie i nagle, bum, niedokładne podanie. Przez jedno, niewinne podanie psuje się cała akcja. Takich sytuacji Polacy mieli niestety wiele.

W pierwszej połowie spotkania, Biało-czerwoni skupili się tylko na defensywie, prawie zapominając, że można grać ofensywnie. Anglia wyraźnie dominowała przez większą część spotkania, prowadziła grę i w dużej mierze dyktowała nam swoje warunki. Polscy piłkarze też podeszli do Anglików bojaźliwie, dawali im sporo miejsca i tylko starali się nie tracić bramek. Ta sztuka niestety się nie udała, jednak jak wiemy, była spowodowana faulem Michała Helika, a nie dramatycznymi błędami polskiej obrony z punktu widzenia ustawienia, czy krycia.

Dużo czasu Polakom zajęło przełamanie strachu przed rywalami. Polska przecież przez całą pierwszą połowę była mocno cofnięta do tyłu i nawet nie oddała strzału w kierunku na bramkę rywala. Jednak przy bramce wyrównującej wszyscy uświadomili sobie, że Anglicy jednak nie są tacy straszni i też mogą popełniać błędy. Sztuką jest, właśnie takie błędy wykorzystywać na swoją korzyść.

Bardzo ładnym przykładem tego jest właśnie bramka, którą strzelił Moder wykorzystując pomyłkę angielskiej obrony. Na gola Polski w tym meczu przyszło nam czekać 58 minut, co więcej, był to nawet pierwszy celny strzał na bramkę rywala. Jednak ten gol przyniósł więcej wiary, więcej nadziei i jeszcze więcej pozytywnych odczuć. A zwłaszcza kibice ponownie mieli trochę powodów do wiary.

Najlepsi tego meczu

Bezapelacyjnie, Wojtek Szczęsny miał dzisiaj pełne ręce roboty i wykonał ją naprawdę przyzwoicie. Nasz bramkarz kilka razy obronił kilka bardzo groźnych akcji, które mogłyby się zakończyć w różny sposób. Ciężko winić Wojtka za nieobronienie rzutu karnego, bo ta sztuka udaje się bramkarzom dosyć rzadko.

A co do sytuacji, po której padł drugi gol. Czasami po prostu golkiper nie jest już w stanie nic zrobić, zwłaszcza, gdy piłka mknie w jego stronę dosyć nieoczekiwanie. Pomimo to, polski bramkarz praktycznie zawsze wiedział gdzie i jak powinien być ustawiony. Starał się znajdować w odpowiednim czasie na odpowiednim miejscu i robił wszystko co w jego mocy, aby bramki bronić.

Tak naprawdę, to cała polska obrona wykonała tego wieczora niesamowitą pracę. Chłopaki musieli się solidnie napracować odpierając angielskie ataki. Najpoważniejszym błędem polskiej obrony był faul Helika. Natomiast po za tym zawodnicy raczej starali się jak mogli, by nie dać Anglikom nadmiaru miejsca.

Zdecydowani przegrani

Niestety, po raz kolejny, najgorszą częścią polskiej drużyny byli zawodnicy ofensywni. Czy to Piątek, czy Milik, mało angażowali się w grę defensywną, więc brakowało im generalnie kontaktu z piłką. W dużej mierze czekali oni na podania od kolegów, tylko najpierw te podania trzeba wypracować, a do tego żaden z naszych napastników nie był chętny.

Tutaj trzeba dodać, że nominalni napastnicy tego zespołu praktycznie nie oddawali strzałów na bramkę w tym spotkaniu, a co więcej, ledwie co zaliczali kontakty z piłką w polu karnym rywala. Szczerze mówiąc, zawodnicy ustawieni w polskiej linii ataku nie wnieśli nic pozytywnego do tego spotkania.

Jak to podsumować?

Z pewnością mecz nie był dla Polski idealny. Popełniliśmy wiele, zbyt wiele błędów, przy czym niektóre kosztowały stratę bramki. Bardzo dużo jeszcze brakuje, aby ta drużyna grała w pełni efektywnie, ofensywnie i sprawnie. Z pewnością ogromnym mankamentem jest problem z dokładnością i celnością.

Jednakże mi się to spotkanie oglądało o dużo przyjemniej niż poprzednie podczas tego zgrupowania. Jestem pozytywnie zaskoczona, bo spodziewałam się całkowitej dominacji Anglików, a była była tylko częściowa :). Mimo to Polska pokazała, że w pewnych momentach może grać „jak równy z równym” w obliczu jednej z czołowych reprezentacji Starego Kontynentu.

Nie wiem czy to tylko moje odczucie, ale ja widzę w tej drużynie potencjał na dobre mecze. Po spotkaniach z Andorą i Węgrami byliśmy przesiąknięci pesymizmem. Tym razem, przynajmniej ja, parzę na to trochę optymistyczniej.