Podopieczni Marcina Brosza w bieżącym sezonie schodzą do rangi ligowego średniaka, którego dyspozycja przebiegała pod znakiem wielu wzlotów i upadków. Górnik Zabrze zajmuje obecnie 1o. miejsce w tabeli, mając spore szanse na ukończenie rozgrywek w górnej ósemce. Zespół z ul. Roosevelta to swoista hybryda młodości i doświadczenia, której nie brakuje finezji, szybkości czy techniki. Niedosyt pozostawia natomiast ofensywa, która po odejściu napastnika Igora Angulo została pozbawiona swego dawnego blasku. Czy włodarze Zabrzan będą w stanie znaleźć takiego zawodnika, który stanie się liderem skuteczności?

Magia domowej twierdzy nadal działa?

Nie jest tajemnicą, że domowe mecze Górnika przez ostatnie sezony, bez względu na rywala czy okoliczności, dostarczały naprawdę wielu emocji. To właśnie na obiekcie im. Ernesta Pohla gospodarze zdobyli miażdżącą większość punktów w minionej ligowej kampanii (38 na 41). Gra ekipy Brosza w Zabrzu bardzo często obfitowała w dynamiczne centry, bezpośredni zespołowy pressing i wysoką skuteczność baskijskiego kapitana Angulo. Zdobycie tu kompletu oczek wiązało się niemal z cudem, o czym mogli się przekonać nawet najlepsi ligowcy. Górnik Zabrze znalazł bowiem swój złoty środek na m.in. Legię (0:2), Cracovię (3:2) czy Piasta (1:1).

Wejście w nowe rozgrywki pod osłoną pandemii to jednak znacznie inna historia, której różnorodności doświadczyli praktycznie wszyscy ekstraklasowicze. Górnicy, po odejściu kilku kluczowych graczy (Igor Angulo, Erik Jirka, Paweł Bochniewicz) postawili na wypełnienie ubytków zmiennikami, dokonując latem ledwie kilku wzmocnień. Sprowadzeni wtedy Bartosz Nowak, Alex Sobczyk czy Giannis Masouras – choć pokładano w nich duże nadzieje, nie byli w stanie odbudować dawnego filaru domowej potęgi ofensywy. Rzeczywisty profit jakości przyniósł tak naprawdę tylko ten pierwszy, kreując wiele podbramkowych sytuacji, zachowując przy tym solidną dynamikę. Warto jednak pamiętać, że Zabrzanie zanotowali bardzo dobry początek sezonu. Po czterech kolejkach, piłkarze 14-krotnego mistrza Polski mieli na koncie cztery zwycięstwa i dwanaście zdobytych bramek.

Zwycięstwo pilnie poszukiwane

Zdecydowana większość obecnej edycji ligi przebiegała jednak pod znakiem piłkarskich dryfów, w których przeplatano wszystkie możliwe rezultaty. Choć piłkarze ze Śląska niezbyt chętnie dzielili się punktami, w wielu spotkaniach gościnnie oddawali pole rywalom, co przekładało się na większą liczbę porażek. Sytuację tą doskonale obrazuje seria ostatnich pięciu meczów, w których zespół z Zabrza wywalczył zaledwie jedno oczko (0-1-4). Było to dotkliwe zwłaszcza w domowej konfrontacji z Wisłą Płock, gdzie obie bramki dla rywali wynikały z przesadnego rozluźnienia defensywy (0:2). Problemem ostatnich tygodni jest również niestabilna ofensywa, do której zimą sprowadzono gracza o ciekawej kartotece i nazwisku.

Środek tabeli bieżącego sezonu Ekstraklasy

Był król strzelców, będzie snajper rozczarowania?

O tym, jak wiele osiągnął na polskich boiskach wspominany dziś wielokrotnie Angulo chyba nie trzeba nikomu przypominać. Najlepszy strzelec ekstraklasy sezonu 2018/2019 jest aktualnie graczem indyjskiego FC Goa, w którym prezentuje się naprawdę okazale. Na boiskach Indian Super League wciąż nie przestaje zaskakiwać, o czym świadczy czternaście trafień w 21 rozegranych meczach. Martwić może jedynie fakt, że tak skutecznego snajpera nie posiada obecnie jego była drużyna, czego liczbowe dowody są bardzo widoczne. Jak dotąd, wynikiem bramkowego lidera Zabrzan popisał się hiszpański skrzydłowy napastnik Jesus Jimenez, który na swoim koncie zgromadził tylko jedenaście goli. To niemal dwa razy mniej od tego, czego dwa sezony temu dokonał legendarny iberyjski zawodnik.

Zimowe poszukiwania następcy mogły zakończyć się pomyślnie, gdyby tylko w jakiś zaczarowany sposób powiodło się sprowadzenie Lukasa Podolskiego. Sam wychowanek Górnika otwarcie przyznaje, że przed zakończeniem kariery zamelduje się tam, gdzie ją kiedyś zaczynał. Wiele wskazuje na to, że na pozyskanie byłego zawodnika Arsenalu i Bayernu, Górnik Zabrze musi jeszcze poczekać. Włodarze – nie czekając zatem na złagodzenie finansowych wymagań ze strony piłkarza – podjęli się sprowadzenia piłkarza o niezwykle barwnej kartotece. Wybór padł na ghańskiego snajpera Richmonda Boakye, który minioną jesień spędził w zespole mistrza Serbii, Czerwonej Gwieździe Belgrad. Ciekawostką mógłby wydawać się fakt, że w jego CV widnieją takie kluby, jak Atalanta, Sassuolo czy Elche.

Tego typu przedsięwzięcie pozwalało z pozytywem oczekiwać, że już niedługo będziemy świadkami narodzin co najmniej drugiego wydania Prejuce’a Nakoulmy. Rzeczywistość okazała się brutalna, gdyż zamiast następcy kultowego reprezentanta Burkina Faso, nadszedł niestety ghański przeciętniak. Napastnik ten, oprócz trudów obcego języka i pogodowej aklimatyzacji, nie od dziś zmaga się dodatkowo ze strzelecką słabością pod polem karnym rywali. Boakye podczas jedenastu rozegranych spotkań, zapisał jedynie 704 minuty gry i okrągłe zero po stronie zdobytych bramek. Posiada spore braki w celności i technice, pokonując bramkarzy wyłącznie na treningach.

Początek lata czasem wielu pożegnań?

Zbliżający się koniec nietypowego i wyczerpującego sezonu, może oznaczać dla Górników naprawdę spory zawrót głowy. Jest to spowodowane finiszem trwania kontraktów, które z dniem 1. lipca przestaną obowiązywać aż dwunastu piłkarzy. Na liście znajduje się bowiem kilku kluczowych zawodników pierwszego zespołu, wśród których nie brakuje pewnych punktów wyjściowej jedenastki. Są to m.in. doświadczony słowacki golkiper, Martin Chudy, słoweński lewy obrońca, Erik Janza oraz słowacki pomocnik, Roman Prochazka. Bliscy odejścia z Roosevelta 81 są również utalentowani młodzieżowcy – stoper Aleksander Paluszek, prawy obrońca Dariusz Pawłowski i pomocnik Daniel Ściślak.

Mówi się też o opuszczeniu klubu przez obecnego szkoleniowca, którym od niemal pięciu lat jest Marcin Brosz. Były trener Piasta Gliwice swoją przygodę z Górnikiem, rozpoczął dokładnie 3 czerwca 2016. Był to wówczas okres przebudowy po degradacji z rozgrywek Ekstraklasy, który już po roku zakończył się powrotem do krajowej elity.