Legia Warszawa po zwycięstwie z Piastem Gliwice oraz Lechią Gdańsk niemalże przypieczętowała tytuł mistrza Polski w sezonie 2020/21. Legioniści będą świętować albo w tą środę (w przypadku przegranej lub remisu Rakowa Częstochowa) albo w sobotę, gdy zapewni sobie punkty w meczu z Wisłą Kraków. Z pewnością można powiedzieć, że klub ze stolicy od lat dominuje polską ligę. Bowiem Legia jest 11 raz z rzędu na ligowym podium. Jednakże od 3 sezonów warszawski zespół nie zagrał w europejskich pucharach. Czy obecna drużyna Czesława Michniewicza jest gotowa na to, aby przełamać ten niechlubny rekord?

Takie dywagacje należy rozpocząć od analizy od sytuacji kadrowej mistrza Polski.

legia fot. Mateusz Kostrzewa

O bramkarzy Legia nie musi się martwić.

Z Legią jest trochę tak, jak z reprezentacją Polski. Pozycję bramkarza zawsze ma dobrze obstawioną i to najmniejsza bolączka zespołu. Obecnie dysponuje ona Arturem Borucem, Radosławem Cierzniakiem, Kacprem Tobiaszem, Wojtkiem Muzykiem i Cezarym Misztą. Na wypożyczeniu znajduje się jeszcze Mateusz Kochalski, który regularnie występuje w Radomiaku Radom i zachował aż 15 czystych kont. Nawet w przypadku nieprzedłużenia umowy z pierwszymi dwoma bramkarzami, do gry gotowy jest obiecujący Miszta. Dodatkowo zawsze może skorzystać z Kochalskiego. Jednakże przy Łazienkowskiej mówi się, że były golkiper Celticu Glasgow ma ochotę na grę w kolejnym sezonie. Podobne zainteresowanie wyraża klub. Wszystko zależy od wysokości wynagrodzenia. Jednak biorąc pod uwagę wiek Boruca i jego zasługi dla Legii, obie strony powinny się dogadać.

Solidni boczni obrońcy

O boki obrony Czesław Michniewicz nie może narzekać. Grający na poziomie reprezentacyjnym Filip Mladenović i Josip Juranović dodają grze warszawskiego zespołu kolorytu i są wyraźnym punktem zespołu. Do tego trzeba liczyć powracającego do gry Marko Vesovicia, który swego czasu występował w barwach Czarnogóry i Pawła Wszołka. No właśnie, czy trzeba liczyć? Forma Czarnogórca to wielki znak zapytania, bowiem nie grał pełnych 90 minut od ponad roku. Zaś byłemu piłkarzowi Queens Park Rangers wygasa powoli kontrakt, a zainteresowanie zza granicy jest. Zapewne na dniach dowiemy się, czy były reprezentant Polski zostanie przy Łazienkowskiej na dłużej.

Przy tym wszystkim należy wziąć pod uwagę, że wyżej wymienieni bałkańscy wahadłowi mogą odejść latem. Ich dobra dyspozycja na pewno została zauważona, a ponadto Chorwat będzie miał szanse zagrać na EURO. Jeśli tam pokaże się z dobrej strony, włodarze Legii mogą mieć problem z zatrzymaniem piłkarza.

Stoperzy, czyli największy problem

No ale tutaj już nie jest tak kolorowo. O tym, że blok defensywny lidera tabeli kuleje, wie chyba każdy. Ostatnio się on ustabilizował (Legia od 4 meczy gra na “0” z tyłu), jednak to wciąż mało pewny punkt drużyny. W ostatnim czasie warszawski zespół wykorzystuje ustawienie z trzema obrońcami, a ma obecnie do dyspozycji w zasadzie czterech: Artur Jędrzejczyk, Mateusz Wieteska, Mateusz Hołownia i wracający po kontuzji Igor Lewczuk. Jednakże były obrońca Girnodins de Bordeaux, podobnie jak Artur Boruc, ma umowę do końca sezonu. Nie wiadomo, czy strony dojdą do porozumienia. Losy Artema Szabanowa są prawdopodobnie przesądzone. Piłkarz jest wypożyczony z Dynama Kijów, a Legii nie stać na opcję pierwokupu. Jak czytamy na stronie legia.net, przy Łazienkowskiej będzie szukany zawodnik o podobnym profilu, przede wszystkim lewonożny. Taki sygnał to dobra wiadomość dla lewonożnego Hołowni, lecz jego błędy w ostatnim meczu z Lechią Gdańsk pokazują, że potrzebuje on jeszcze ogrania.

Pod znakiem zapytania stoi także przyszłość Ariela Mosóra, który niestety większość rundy wiosennej spędził lecząc kontuzje. Obecnie trwają rozmowy z zawodnikiem. Po sezonie kończy mu się kontrakt i być może 18-latek będzie chciał podążyć inną ścieżką rozwoju. Jednak nawet jeśli zostanie przy Łazienkowskiej, będzie musiał wygryźć któregoś z wyżej wymienionych graczy. A to może się okazać trudne.

Co by nie mówić, Legia ma za mało stoperów. Jeśli nawet wróci do gry “czwórką z tyłu”, to wciąż będzie dysponować małą liczbą środkowych obrońców. Za małą, żeby myśleć o skutecznej grze w europejskich pucharach. Wystarczy kontuzja któregoś z bardziej doświadczonych piłkarzy i sytuacja zrobi się niepewna. A warto nadmienić, że Artur Jędrzejczyk i Igor Lewczuk mają odpowiednio 34 i 36 lat i problemy fizyczne czy kondycyjne będą częstsze niż rzadsze. Między innymi to może być powodem, dla którego włodarze Legii nie zdecydują się na przedłużenie umowy z Lewczukiem. Na tą pozycję wypadałoby kogoś sprowadzić, jeżeli Legia ma zamiar zwojować puchary.

Środek pola – bunkrów nie ma…

Ale też jest znośnie. Na ten moment do dyspozycji w tym rejonie pola Legia ma Andre Martinsa, Bartosza Slisza i Bartosza Kapustkę. Na pozycji rozgrywającego można jeszcze dorzucić Luquinhasa, Kacpra Kostorza czy Kacpra Skibickiego. Ostatni dwaj wymienieni gracze nie występują w “11” regularnie, ale coraz częściej otrzymują szansę od trenera Michniewicza. Wszystko wskazuje na to, że w przyszłych spotkaniach powinni otrzymywać więcej minut. Pozostaje jeszcze temat Valeriana Gvilli, któremu wygasa umowa z warszawskim zespołem. Kibice niespecjalnie chcieliby, aby pozostał w barwach Wojskowych, ale o jego przyszłości dowiemy się prawdopodobnie w przeciągu paru tygodni.

Ponadto na swoje “5 minut” może oczekiwać Jakub Kisiel. Od dłuższego czasu zasiada na ławce rezerwowych drużyny Czesława Michniewicza, co daje wyraźny sygnał, że trener widzi w nim potencjał. Jest on młodzieżowcem, dlatego z tego powodu zwiększają się jego szansę na grę. Obecnie jego status dzierży Bartosz Slisz, ale on po sezonie utraci ten tytuł, podobnie jak Kacper Kostorz. Ktoś bedzię musiał tę lukę wypełnić. Jeśli Artur Boruc nie przedłuży kontraktu z Legią, zapewne tę szansę wykorzysta Czarek Miszta. Jednak jeśli “Borubar” pozostanie przy Ł3, to on wraz z Kacprem Skibickim mają realną szansę na swoje minuty w pierwszym zespole.

Jednak brakuje zmienników

Mimo wszystko kogoś tu brakuje. Bo szczerze, Kapustka lepiej się czuje na pozycji skrzydłowego, a w przypadku urazu Martinsa czy Slisza Legia ma problem. Nie jest to sytuacja idealna, ale do wytrzymania. Zawsze będzie można go wycofać na środek i jakoś dziura zostanie załatana, ale utraci na tym jakość na bokach pomocy. Na ten moment nie bez powodu Skibicki, Kostorz czy Kisiel częściej siedzą na ławce niż biegają po boisku. Po prostu brakuje im pewnego poziomu. Czy na taki wejdą po okresie przygotowawczym? Nie wiemy. Ale można oczekiwać, że na tej pozycji Legia będzie szukała wzmocnień. Czesław Michniewicz bardzo chciałby sprowadzić na Łazienkowską Mateusza Bogusza, który jednocześnie rozwiązałby problem młodzieżowca. Jeśli się to nie uda, a jest na to duża szansa, to zapewne dyrektor sportowy będzie szukał kogoś o podobnym profilu.

Skrzydła legijne są obsadzone

Na bokach pomocy jest wszystko tak jak należy. Jest Luquinhas, Kapustka, Wszołek, wraca Vesović, no i można skorzystać z alternatywy w postaci Skibickiego czy Kostorza. Ponadto skrzydła są wspomagane przez Juranovicia i Mladenovicia. Warto nadmienić jeszcze Ernesta Muciego, który zapowiada się bardzo dobrze – młody, szybki, wyszkolony technicznie. Rywalizuje obecnie z Brazylijczykiem i byłym graczem Leicester City, ale szkoleniowiec widzi dla niego miejsce w składzie. Nawet w przypadku odejścia któregokolwiek z wyżej wymienionych zawodników, do gry są gotowi inni. W ostatnich meczach skrzydła Legii stanowią one najmocniejszy punkt zespołu, także spokojnie można wysunąć stwierdzenie, że na ten moment są gotowe do gry w pucharach.

Napastnicy już kupieni?

Obecnie rolę typowej dziewiątki pełni Tomas Pekhart, prawdopodobnie król strzelców Ekstraklasy w tym sezonie. Do tego w ostatnim czasie minuty na boisku otrzymuje Rafael Lopes. Nominalnie napastnikiem jest jeszcze Kacper Kostorz. Z wypożyczenia wraca Maciej Rosołek, ktory jeszcze przed transferem do Arki Gdynia miał swoje okazje na boisku w barwach Legii. W tej rundzie u Portowców zdobył 7 bramek, więc można uznać jego pobyt w Gdyni w za udany. Po skończonym ramadanie na boisku może zacząć pojawiać się Jasur Yakhshiboev, który powinien dobrze sprawdzić się w polskiej lidze. Zawodnik z przeszłością na Białorusi, która przypomina w dużym stopniu poziom Ekstraklasy, powinien sprawdzić się też tutaj. Na tej pozycji także Legia nie wymaga wzmocnień, chyba że sztab szkoleniowy widzi, że Uzbek to może być za mało, by pomóc w ataku Czechowi.

Kogo na pewno nie będzie w przyszłym sezonie?

Z Legią pożegna się na pewno Inaki Astiz, Joel Valencia, Artem Szabanow oraz Mateusz Cholewiak. Nie łapią się oni nawet do kadry meczowej i występują raczej w rezerwach. (oprócz Ukraińca). Losy Ekwadorczyka już dawno zostały przesądzone, Hiszpan raczej otrzyma posadę w sztabie szkoleniowym, zaś Cholewiak przegrał rywalizację o skład. Szabanow, tak jak wcześniej napisaliśmy, po skończeniu wypożyczenia wróci do Kijowa. Zapewne wróci tym samym samolotem co Nazarij Rusyn, który wdał się w konflikt z klubem. Nagłośnienie sprawy przez jego brata ciotecznego praktycznie przekreśliła jego przyszłość w Warszawie.

Kto może odejść?

Pod znakiem zapytania stoją losy Radka Cierzniaka, Artura Boruca, Marko Vesovicia, Pawła Wszołka, Valeriena Gvilii, a także Igora Lewczuka. Przytoczeni bramkarze jeśli nie dogadają się co do przyszłości w klubie jako piłkarz, to zapewne mogą liczyć na posadę asystenta trenera bramkarzy. Została ona zwolniona przez Jana Muchę parę tygodni temu. Jednakże każdy chce, aby Boruc zagrał jeszcze jeden sezon z “elką” na piersi. Można to jasno zrozumieć z wypowiedzi Michniewicza i Radosława Kucharskiego. Panowie muszą się jedynie dogadać w kwestiach finansowych.

Co będzie z czterami ostatnimi? Nie wiemy tego. Można założyć, że Czarnogórzec pozostanie przy Ł3. Jest świeżo po kontuzji i z tego względu może mieć problem z przyszłym pracodawcą, zaś Legia poświęciła dużo czasu by pomóc mu w powrocie po kontuzji. Byłoby to mało dżentelmeńskie, gdyby zdecydował się odejść. Plotki medialne o potencjalnym odejściu Wszołka podbijają jedynie kwestie wysokości umowy z graczem. Wydaje mi się jednak, że sytuacja z nim jest zbliżona do Boruca – obie strony chcą, chodzi o pieniądze. Co prawda jego ostatni brak na murawie może budzić wątpliwości, natomiast pełny obraz sytuacji mają tylko ludzie w klubie. Nie wiadomo co będzie z Gruzinem, bo jego forma jest sinusoidą, choć za czasów Vukovicia był stabilnym i punktem drużyny. Na ten moment otrzymuje swoje minuty wchodząc z ławki i prezentuje się całkiem przyzwoicie, więc być może dojdzie do porozumienia.

Dużym dylematem będzie decyzja nad przyszłością Igora Lewczuka. 36-latek odkąd doznał kontuzji nie zagrał w żadnym meczu Legii, tj. od lutego. Być może na finiszu sezonu klub postanowi go sprawdzić, by ocenić, czy piłkarz jeszcze przyda się przy Łazienkowskiej. Z powodu problemów kadrowych na jego pozycji, być może tak się stanie, ale jego minusem jest zdecydowanie wiek. Ponadto może zabrać miejsce w składzie Mosórowi czy Hołowni. Zapewne wszystko zależy od tego, czy Igor jeszcze chce grać, czy jednak zawiesić buty na kołek.

Wąska kadra, mały budżet.

Czesław Michniewicz powiedział jasno: Kadra musi być szersza, żeby była rywalizacja i żeby przyszli nowi zawodnicy, którzy dadzą impuls. I trudno się dziwić tym słowom. Po skończonym sezonie Legia będzie miała prawdopodobnie około 28 zawodników w kadrze (zakładając, że przy Ł3 zostaną wszyscy zawodnicy, których los jest niepewny), w tym sześcioro bramkarzy. To zdecydowanie za wąska kadra aby pójść na podbój Europy. A jeszcze część z tych piłkarzy stanowią młodzieżowcy, nie do końca ograni i reprezentujący odpowiedni poziom. Wzmocnienia w tej sytuacji wydają się być konieczne.

Jednak jest jedno ale. Budżet. Jest niewielki. Na letnie transfery wydano mało pieniędzy, nie mówiąc już o zimowych. Jedyną gotówką transakcją była umowa z Mucim, która została rozłożona na raty. Z małym “skarbcem” teoretycznie można sobie poradzić, ale tylko teoretycznie. Od 3 lat Legia nie zagrała w pucharach, które jednak są zastrzykiem gotówki. Niestety lub stety, w tym oknie transferowym możemy spodziewać się sprzedaży paru graczy. Być może z Łazienkowska pożegna się Josip Juranović, Luquinhas, Slisz czy Kapustka. Gdy na stół zostaną położone duże kwoty, Legii nie będzie stać na odmowę. Tak było z Michałem Karbownikiem, którego trzeba było natychmiastowo sprzedać, żeby załatać dziurę po kolejnej porażce w pucharach. Oprócz Brazylijczyka, wszyscy wymienieni piłkarze mogą otrzymać powołanie na EURO. A jeśli tam dobrze się zaprezentują, to ich wartość rynkowa zostanie podbita. Bartek Kapustka coś o tym wie.

Liga Konferencji Europy deską ratunku?

Prawda jest taka że poziom naszej ligi jest słaby. Przekonujemy się o tym od lat w europejskich pucharach. W tym roku w miarę przyzwoicie pokazał się Lech, a także przed ostatnimi kompromitacjami Legii to ona regularnie grywała w LE. A nawet zdarzyło się dostać do LM!. Ale to tylko chwile przejściowe. Współczynnik UEFA jest bezlitosny: jesteśmy gorsi od Węgier, Kazachstanu czy Białorusi. LKE to dla polskich klubów szansa na to, by zmierzyć się z silniejszymi od siebie. Gdyby sezon miał się zakończyć właśnie teraz we wszystkich rozgrywkach europejskich, w LKE moglibyśmy obejrzeć Rubin Kazań, Bayer Leverkusen, SC Braga czy RC Lens.

Planem maksimum dla Legii jest Liga Mistrzów, ale już od 3 rundy kwalifikacyjnej warszawski zespół nie będzie rozstawiony. Cudów nie oczekujemy, bo w poprzednim sezonie Legia odpadłą już w drugiej rundzie kwalifikacji do LM, a potem w trzeciej do LE. Jednak wypadałoby chociaż się dostać do LE, co jest realnym planem. W każdej rundzie mistrz Polski będzie rozstawiony, warunkiem jest przejście I rundy el. do LM, bowiem odpadnięcie z niej skutkuje walką jedynie o LKE. Nie jest to ten sam poziom co Liga Europy, ale jak to mówią, lepszy rydz, niż nic. No i trochę prawdy w tym jest, wszakże do tych rozgrywek może się dostać parę dobrych klubów pokonanych w boju o LM/LE. Poza tym to zawsze jest dodatkowy zastrzyk gotówki. Nie mówiąc już o zwykłym potrenowaniu z nieco lepszymi drużynami, niż te, które mamy na co dzień na polskim padole.

Na co gotowa jest Legia?

Szczerze mówiąc obecna gra Legii zadowala. W wielu spotkaniach dominuje. Ostatnio szwankuje skuteczność, ale zdecydowanie jest to wyższy poziom od innych zespołów. Na Ligę Mistrzów to raczej za mało, zwłaszcza że eliminacje są obecnie utrudnione. Całkiem realnie można sądzić, że Wojskowi dotrą do fazy grupowej LE, ale ostatnie doświadczenia sprawiają, iż człowiek nawet nie chce się nastawiać. I może słusznie, bo jeszcze go spotka rozczarowanie, a tak było choćby rok temu. Można być RACZEJ pewnym gry w LKE, bo tam sytuacja jest najbardziej dogodna. Natomiast polskie realia zaskakiwały mnie już tyle razy, że nawet tutaj nie mogę mieć stuprocentowego przekonania. Gdyby nawet to się nie udało, to klub z Warszawy mógłby dokonać samorozwiązania. Ten sam krok mógłby zostać podjęty przez całą polską ligę. Bo jeśli LKE okaże się dla mistrza Polski za wysokim progiem, to nie będzie lepszego podsumowania stanu polskiej piłki klubowej.