Jacek Popek był przez wiele lat zawodnikiem GKSu Bełchatów, spędził w tym mieście 12 lat swojej kariery. Wspierał drużynę w okresie najlepszych czasów dla klubu, w meczach ekstraklasowych, pucharowych, ale również na europejskich boiskach. Jak sam przyznaje, tamten okres dał mu dużo cennych doświadczeń.

Na temat historii GKSu Bełchatów pojawił się materiał z serii “Od bohatera do zera”.

Dlaczego w 2000 roku za cel transferowy obrał Pan GKS Bełchatów? Co przyciągnęło Pana tam?

Właściwie to zdecydowały o tym znajomości mojego trenera, z którym pracowałem w Płocku. Znał on prezesa GKSu Bełchatów i zaproponował moją osobę jako zawodnika do GKSu.

Jak Pan wspomina cały ten czas spędzony w GKSie Bełchatów?

Fantastycznie. Myślę, że świadczy o tym też fakt, że zostałem w Bełchatowie, nawet już po karierze zawodniczej nadal tu mieszkam. Bardzo dobrze wspominam czas gry w GKSie Bełchatów. Nie oszukujmy się, mieliśmy sporo sukcesów, bo wicemistrzostwo Polski i okolice 5. miejsca w Ekstraklasie to naprawdę były sukcesy dla tego klubu.

Jak funkcjonował klub przez cały okres Pańskiego pobytu? Jak wyglądały kwestie zarządzania?

Myślę, że wyniki ciągnęły za sobą też to co funkcjonowało w klubie. Jako zawodnicy mieliśmy dobre warunki do pracy. Były one stworzone przez właścicieli, przez prezesów, przez sponsorów. Te warunki były optymalne i pozwalały osiągać takie wyniki, jak te, które były osiągane, gdy ja tam grałem. Mówię oczywiście o tym lepszym okresie, tym ekstraklasowym.

Właśnie w tym ekstraklasowym okresie pojawił się epizod gry na europejskich boiskach. Jak Pan wspomina tamto doświadczenie?

Jeżeli chodzi o moją osobę to naprawdę było wydarzenie. Po zdobyciu wicemistrzostwa mieliśmy możliwość zagrania na europejskich boiskach w eliminacjach do Pucharu UEFA. Fantastyczna sprawa. Było to krótko, bo tylko dwa dwumecze z Ameri Tbilisi i Dnipro Dniepropietrowsk. Jednak dla nas jako zawodników, którzy więcej tego nie doświadczyli, było to coś fantastycznego.

Jakie relacje panowały w szatni między zawodnikami?

To już jest troszkę utarty slogan, ale atmosfera buduje wyniki. Tak samo było w tamtym okresie. Fantastyczna szatnia drużyny GKS Bełchatów spowodowała to, że takie wyniki osiągaliśmy. To też przekłada się na takie proste, życiowe sprawy. Do tej pory mamy ze sobą kontakt. Ta grupa, która osiągała te wyniki, spotyka się. Nawet niedawno zaprosiłem kolegów na 90-lecie sportu w Bełchatowie, pojawili się na meczu. Spotkała się wtedy naprawdę fantastyczna grupa chłopaków, która ciągnęła wózek w jednym kierunku.

Jaka atmosfera panowała między drużyną, a trenerami i zarządem klubu? To były relacje czysto biznesowe czy może bardziej rodzinne?

Może nie biznesowo, prezes to prezes, zarząd to zarząd, a my byliśmy zawodnikami, którzy mieli swoją pracę wykonywać na boisku. Tutaj były zachowane wszelkie proporcje. Tak powinno być w profesjonalnym klubie. Nie mówię o atmosferze rodzinnej, każdy traktuje drugą osobę jak uważa. Tutaj była dobra współpraca, nie mieliśmy żadnych zgrzytów między zawodnikami, a zarządem. Oczywiście, zdarzają się lepsze i gorsze okresy, ale w tych czasach, o których tutaj rozmawiamy, wszystko było na dobry poziomie.

Czego w Pana ocenie brakowało w Bełchatowie, żeby zajść wyżej, zdobyć więcej?

Myślę, że jak to kiedyś powiedział nasz trener Orest Lenczyk, który w tym okresie nas prowadził, zawsze o Mistrzostwo Polski grają kluby takie jak Legia Warszawa, Lech Poznań, a jednak tutaj GKS w tym jednym sezonie wyskoczył ponad pewien poziom. Może powodem było to, że Bełchatów jest mniejszym miastem, gdzie ta piłka może być na jakimś określonym poziomie, ale nie tak, aby co roku walczyć o Mistrzostwo Polski. Też zawodnicy zaczęli odchodzić, szukali lepszych klubów, lepszych rozwiązań w swojej karierze, wyjeżdżali za granicę. Ciężko zastąpić taką grupę, która gdzieś tam się zżyła. Nie każdy zaadaptuje się w takim miejscu jak Bełchatów. To mogło być powodem tego, że na dłuższy okres nie byliśmy w stanie stworzyć w Bełchatowie drużyny, która co roku walczyłaby o europejskie puchary.

Dlaczego zdecydował się Pan na odejście z Bełchatowa w 2012 roku? Co zaważyło na tej decyzji?

Ze mną został rozwiązany kontakt w GKSie i po prostu poszukałem innych rozwiązań. Podziękowaliśmy sobie za współpracę w Bełchatowie, a ja odszedłem szukając innych rozwiązań. Taką próbę podjąłem w Bydgoszczy. Tak jest w piłce, że nieraz trzeba szukać nowych wyzwań.

O jakie doświadczenia wzbogacił się Pan grając w tym klubie?

Dużo na pewno piłkarskich doświadczeń, bo jednak lata spędzone tam i lata gry na poziomie ekstraklasy to dużo doświadczenia piłkarskiego. Pozwoliło mi to spróbować rozwoju w innym kierunku. Na pewno dużo miłych wspomnień, znajomości, przyjaciół. Naprawdę, wspominając cały okres pobytu w Bełchatowie jestem bardzo zadowolony, że w 2000 roku trafiłem właśnie tam.

Spędził Pan w GKSie blisko 12 lat. Czy pozostał w Panu sentyment do tego klubu? Śledzi Pan jego poczynania w lidze?

Jak najbardziej, tak jak powiedziałem wcześniej mieszkam w Bełchatowie. Prowadzę tutaj akademię piłkarską i oczywiście śledzę to co się dzieje w klubie. Nie jestem zaangażowany swoją osobą w te działania, tylko z zewnątrz obserwuję pewne rzeczy, które się dzieją.