Co ja tak naprawdę mogę o tym meczu powiedzieć? Było źle, było bardzo źle. To jedno z tych spotkań, gdy zaczynam żałować swojej miłości do piłki reprezentacyjnej. Nawet nasi zawodnicy po meczu stwierdzili, że to było jedno z najsłabszych spotkań w ostatnim czasie.

Trzeba brutalnie przyznać, to nie spotkania z Ukrainą czy Finlandią są w stanie pokazać naszą dyspozycję i aktualny poziom. To właśnie tacy rywale jak Włosi czy Holandia mogą nam pokazać gdzie jesteśmy. Niestety, ten mecz pokazał, że jesteśmy nisko, a ta dyspozycja nie usatysfakcjonuje nikogo. Bardzo przyjemnie patrzy się na łatwe zwycięstwa Polaków ze słabszymi rywalami, ale nawarstwiony przez lata apetyt polskich kibiców sięga wyżej. Problem zaczyna się, gdy mierzymy się z tymi lepszymi przeciwnikami, wtedy nagle magicznie znikają umiejętności, które pojawiły się w spotkaniu z drużyną niższej klasy. To właśnie Włosi, jako zawodnik z wyższej półki, pokazali nam na jak niskim poziomie znajduje się obecnie drużyna biało-czerwonych.

Pionki do gry

Przykro mi, Włosi się z nami po prostu bawili. Momentami miałam wrażenie, że oni traktują naszych reprezentantów jako pachołki treningowe. To naprawdę tak wyglądało, gdy zawodnicy z Italii podawali między sobą piłkę, a żaden z naszych piłkarzy nawet nie był w stanie im przeszkodzić. Podania Włochów były zdecydowane i zwarte, a przy wielu ich atakach Polacy nie zdążyli się nawet obejrzeć. Tak wyglądała przecież sytuacja, po której padła druga bramka. Włosi przez dłuższy czas spokojnie podawali między sobą piłkę, a potem szybko i zwinnie byli już pod naszą bramką. Nie pozostawili nam żadnych szans, nasi zawodnicy ledwo zdążyli zareagować.

W pierwszej połowie Polacy byli cieniem samych siebie. Żadnych interwencji, inicjatyw, oni naprawdę zachowywali się jak statyści na tym boisku. Teoretycznie druga połowa była delikatnie lepsza, mieliśmy kilkanaście minut lepszej gry, niestety lepszej to nie znaczy nawet dobrej. Jednak co z tego, skoro ta gra nie przełożyła się na zagrożenie bramce rywala. Nawet jak Polacy zaczynali wyprowadzać jakąś akcję to wszystko kończyło się bardzo szybko. Nasi zawodnicy grali to, co mnie osobiście najbardziej razi w oczy. Ciągle pod linię obrony Włochów podchodziło bardzo mało naszych reprezentantów. Jak dwóch naszych zawodników ma pokonać pięciu Włochów? Brzmi absurdalnie, a jeszcze bardziej absurdalnie wygląda.

Kto przyzwoicie…

Ciężko w takim spotkaniu szukać pozytywów, ale jeśli już miałabym kogokolwiek wskazać to byłby to Wojciech Szczęsny. Nasz bramkarz do pewnego momentu bardzo dzielnie odpierał ataki Włochów. Co prawda wpuścił dwie bramki, ale poniekąd da się to wybaczyć. Pierwsza z nich to przecież był rzut karny, a przy drugiej on jak cała nasza defensywa, nie zdążył nawet porządnie zareagować. Zawodnik Juventusu ciężko pracował tego wieczoru, by wynik spotkania dla Włochów nie był jeszcze wyższy.

Bądźmy szczerzy, cały nasz zespół grał na bardzo słabym poziomie, byliśmy statystami przy włoskich podaniach. Byli tacy, jak Robert Lewandowski, którzy po prostu nie dostawali okazji do pokazania swoich umiejętności. Każdy napastnik najbardziej chciałby się popisać w ataku, tylko jak miał to zrobić, gdy nie dostawał od kolegów żadnych podań? Było to zapewne frustrujące spotkanie dla naszego zawodnika, czego wyraz można było zobaczyć w pomeczowym wywiadzie dla TVP Sport.

A kto fatalnie…

Czy ktoś mi wytłumaczy co robi Krychowiak w tym spotkaniu? To kolejny mecz kadry, w których Krycha jest cieniem dawnego siebie. Zawodnik był powolny, ociężały i nie wnosił nic pozytywnego do gry naszego zespołu. Niestety, to spotkanie było zwieńczeniem całej słabej jesieni, bo to jest kolejny mecz reprezentacji, gdy zawodnik Lokomotivu gra bardzo, bardzo słabo. Jednak to nie jest tak, że Krychowiak nagle stał się kozłem ofiarnym całego spotkania. Cały zespół nie popisał się zbyt dobrym poziomem piłkarskim. Nasza obrona momentami miała spory problem w funkcjonowaniu i bez trudu przepuszczała Włochów. A pomocnicy raczej nie spisali się w podawaniu piłki do przodu. Tacy zawodnicy jak Szymański czy Jóźwiak nie wykazali się zbyt wielką inicjatywą, by przejąć piłkę i postraszyć trochę Włochów. No i co w tym wszystkim miał zrobić Lewandowski, gdy nie dostawał piłek? Mógł tylko wracać na naszą połowę i razem z resztą bronić się przed Włochami.

Zwieńczeniem tego wszystkiego była gra w dziesiątkę od 77. minuty spotkania. Góralski nie powinien faulować tak agresywnie, zwłaszcza w momencie, gdy miał już na koncie jedną żółtą kartkę. Może i zawodnik był dobrą zmianą wprowadzoną przez trenera na początku drugiej połowy. Jednak mało ważny jest chwilowy impuls w porównaniu do osłabienia całej drużyny na 15 minut meczu. Moim zdaniem, piłkarz na poziomie reprezentacji powinien umieć przewidzieć co jest warte zachodu, a co może przynieść tylko złe konsekwencje i niepotrzebny wysiłek. W tym wypadku wysiłek Góralskiego był bezcelowy, bo zamiast pomóc drużynie, to on ją jeszcze bardziej pogrążył.

To był prawdopodobnie najsłabszy mecz reprezentacji pod wodzą trenera Brzęczka. Co zawiodło? Z punktu widzenia obserwatora chyba wszystko. Z tyłu głowy nadal zostały nam porządne mecze za kadencji trenera Nawałki. Trzeba jednak przyznać, że te czasy odeszły. Przed naszą reprezentacją prawdopodobnie bardzo trudny okres. Czeka nas jeszcze na tym zgrupowaniu spotkanie z Holendrami. Będzie to kolejne dno dna, czy może nagle coś się zmieni?