Za nami kolejne starcia w Lidze Mistrzów. Na Estadio Ramon Sanchez Pizjuan ekipa FC Porto podejmowała podrażnioną po przegranej 2:5 z WBA Chelsea. Czy gospodarze, choć trudno mówić tu o realnej wartości tego stwierdzenia, postawili machinie Tuchela twarde warunki? Jak potoczył się mecz FC Porto-Chelsea? O tym w dzisiejszym artykule z serii Futebol de oro- Złoty Futbol.

FC Porto-Chelsea, czyli dwa bliskie sobie kluby

Mianowników łączących oba kluby nie trzeba daleko szukać. Na pierwszą myśl przychodzi postać The Special One Jose Mourinho, dla którego są to dwa najważniejsze kluby w jego trenerskiej karierze. Z trenerskiej perspektywy kluby z Porto i z Londynu łączy Andre Villas-Boas, który poszedł w ślady swojego mentora i również zasiadał na ławkach trenerskich obu drużyn. Piłkarze łączący te dwie drużyny to m.in.: Deco, Bosingwa, Ricardo Carvahlo, Paulo Ferreira, Atsu, czy obecnie Malang Sarr, będący na wypożyczeniu w ekipie Smoków.

Przedmeczowe oczekiwania 

Analizując obie ekipy przed spotkaniem, nie pamiętając o zawieszeniach w FC Porto, nie skazywałem Smoków na pożarcie. Wręcz przeciwnie, uważałem, że FC Porto może postawić The Blues trudne warunki swoją organizacją gry. Przy słabej skuteczności londyńczyków, w połączeniu z przekonaniem, że FC Porto nie dopuści Chelsea do zbyt wielu okazji, przewidywałem czyste konto Smoków. Również przy skuteczności Taremiego, który w przeciwieństwie do Wernera, czy Maregi, nie potrzebuje wielu sytuacji do strzelenia bramki, przewidywałem bardzo zamknięte spotkanie i wynik 0:0 lub 0:1 dla FC Porto. Niestety wtedy przypomniałem sobie o braku Sergio Oliveiry i Taremiego. W tym wypadku 1:0 dla Chelsea to byłby nienajgorszy wynik i dający szanse na dobry rezultat w rewanżu. Jaka zatem okazał się rzeczywistość?

Weryfikacja FC Porto

Rzeczywistość okazała się brutalna dla FC Porto. Uważam, że Smoki mają najsłabszy zespół personalnie od lat, a jego jedyna siła tkwi w organizacji gry. Kluczowymi zawodnikami są Pepe, Corona oraz Olveira i Taremi. Brak ostatniej dwójki był brzemienny w skutkach. Oliveria trzyma w ryzach cały zespół i pozwala na odrobinę szaleństwa Coronie. Natomiast Taremi daje poczucie pewności w polu karnym przeciwnika. Ani Grujić, ani tym bardziej Marega, nie są w stanie zaoferować tego co brakującą dwójka. Chelsea wypunktowała braki FC Porto i pokazała, że Smoki bez swoich liderów są drużyna o 50% słabszą.

FC Porto-Chelsea, czyli pojedynek dwóch taktyków

Mecz ten stał pod znakiem pojedynku dwóch wybitnych taktyków i organizatorów gry. Conceição oraz Tuchel potrafią zorganizować niemal perfekcyjnie swoje zespoły. Kto więc w tym meczu zrobił to lepiej i kto odrobił lekcje z taktyki przeciwnika?

Oczywiście był to Tuchel. Szkoleniowiec Chelsea idealnie ustawił swój zespół pod ekipę Smoków. Wiedział, że największym problemem FC Porto są boki obrony w defensywie, a zwłaszcza niedoświadczony na arenie międzynarodowej Sanusi. Ustawił więc swojego najgroźniejszego zawodnika i najbardziej kreatywnego, czyli Mounta po stronie właśnie Sanusiego. Efektem czego lewy obrońca popełnił kardynalny błąd przy bramce na 0:1, a Mount efektownym przyjęciem wywiódł go w pole i popisał się pięknym uderzeniem po długim słupku. 

Drugim przejawem odrobienia lekcji przez Tuchela było naciskanie pressingiem na obrońców i bramkarza FC Porto. Demonem Smoków są banalne i głupie błędy poszczególnych zawodników. FC Porto jako kolektyw broni się wyśmienicie, lecz w pojedynkę niektórzy zawodnicy popełniają kardynalne błędy. Czego przykładem jest bramka na 0:1, sytuacja Havertza, który nie trafił na pustą bramę, a w szczególności bramka Chilwella na 0:2. Corona, który zajął miejsce na prawej obronie po zmianie Manafy, wyłożył jak na tacy piłkę Chilwellowi, który stanął sam na sam z Marchesinem w 85 minucie.

Błędy Conceição

Niestety, moim zdaniem wina za taki wynik spada na trenera FC Porto. Nie mając do dyspozycji Taremiego i Oliveiry, posłał w bój Grujicia i Diaza. Tym samym grając z Maregą i Diazem jako parą napastników, dał do zrozumienia, że FC Porto będzie się bronić i liczyć na kontry z wykorzystaniem szybkich napastników. Jednak wystawiając Maregę i Diaza, czyli skrzydłowego, na boisku nie było pół napastnika. Marega zawodzi w każdym kolejnym meczu. Na ławce pozostali Evanilson i Martinez, który w ostatnim meczu ligowym dał rzutem na taśmę zwycięstwo Smokom. Obaj rezerwowi napastnicy jak tylko dostają swoją szansę, to ją wykorzystują, czego nie można powiedzieć o Maredze. Marega nie strzela, ale dużo biega. W sumie tyle. Jednak przy braku Taremiego FC Porto nie miało na boisku zawodnika, który będzie w stanie strzelić bramkę z jednej okazji w meczu.

Flashscore.pl

Drugim głazem do ogródka Conceição jest przesunięcie Corony z pozycji skrzydłowego na prawą obronę. Wariant ultraofensywny, ponieważ Corona z bronieniem ma mało wspólnego. Również jego fantazja na pozycji obrońcy jest dość radykalnie ograniczana. W tym meczu jednak fantazja Corony doprowadziła do straty drugiej bramki. Corona zachował się w 85 minucie jakby był na 30 metrze od bramki przeciwnika, a nie od swojej. Co skrzętnie wykorzystał Chilwell. Przestawienie wajchy na ultraofensywne nastawienie, co jest dziwne dla FC Porto, skończyło się tragicznie. Wynik 0:1 dawał nadzieje, lecz 0:2 będzie ciężkie do odrobienia.

Mount zrobił różnicę

Mason Mount zrobił kluczową różnicę w meczu. Występ tego zawodnika pokazał jaki ma on potencjał i jakiego zawodnika brakuje FC Porto. Gdyby Anglik był po drugiej stronie barykady, to niewykluczone, że wynik byłby zgoła inny. Młody reprezentant Anglii pokazał ile znaczy kreatywność i przechylił szale zwycięstwa na stronę The Blues. Przy indolencji Wernera i Havertza wziął grę Chelsea na swoje barki i sam dał jej zwycięstwo. Napędzał akcje Chelsea, strzelił bramkę i dał wyraz swoich nieprzeciętnych umiejętności.

FC Porto-Chelsea 0:2

Wnioskiem po tym meczu może być to, że FC Porto bez Oliveiry i Taremiego jest zespołem o wiele słabszym i mniej konkretnym. Jednak nie był to mecz do jednej bramki, a o wyniku przesadziły indywidualne błędy oraz przebłysk geniuszu Mounta. Wynik 0:2 premiuje Chelsea, a poniekąd odbiera szanse Smokom na awans. Gdyby mecz skończył się 0:1, to FC Porto mogłoby patrzeć z optymizmem na rewanż. Jednak wydaje się, że wynik 0:2 przesądza o losach dwumeczu. Trudno uwierzyć, ze ekipa Tuchela wypuści dwubramkowe prowadzenie. Rewanż FC Porto-Chelsea już we wtorek o 21:00!