Betfan

Gdybym pisał ten tekst tak 2-3 lata temu, prawdopodobnie znalazł by się on w naszej rubryce „Od bohatera do zera”, jako że omawiany tu podmiot ostatnich lat nie miał szczególnie obfitych, jeżeli w ogóle. Mowa o zespole AC Milan – drugim najbardziej utytułowanym klubie piłkarskim na arenie międzynarodowej i lekko już chyba zapomnianej europejskiej potędze, którą swego czasu reprezentowali Paolo Maldini, Andrij Szewczenko, czy Zlatan Ibrahimowić. Do tego ostatniego z resztą jeszcze później wrócimy. Kiedy we włoskiej Serie A od ładnych paru lat monopol na mistrzostwo dzierży drużyna Juventusu, słynni niegdyś Rossoneri zdają się powoli wstawać z kolan i przypominać piłkarskiemu światu, że te 18 mistrzostw kraju oraz 7 Pucharów Europy nie wzięło się znikąd. Zaledwie kilka dni temu Milan przegrał pierwszy mecz od marca br. co daje serię ponad pół roku bez porażki. Żeby tego było mało, pewnie przodują w tabeli Serie A, mając 16 punktów na 18 możliwych. Co, lub kto stał talizmanem włoskiej drużyny, że znowu zaczyna budzić utracony onegdaj szacunek?

Jak do tego doszło, że Milan przypomina sobie jak grać w piłkę akurat teraz? Ciężko jednoznacznie stwierdzić. Mówi się, że cichym bohaterem może być tu trener Stefano Pioli, który przyszedł bardziej jako wuefista na zastępstwo, ale dając zespołowi niczego sobie wyniki, zdecydowano, że zostanie z drużyną trochę dłużej. Pioli nie jest jakoś szczególnie renomowanym szkoleniowcem, co prawda cztery lata temu zdarzyło mu się prowadzić drużynę Interu Mediolan (nomen omen największego nemezis Rossoneri) jednak ciężko w tym epizodzie doszukiwać się większych sukcesów. Urodzony w Parmie szkoleniowiec na stanowisku trenera zastąpił Marco Giampaolo, który miał wyciągnąć drużynę z dołka, w którym ta się znalazła po okresie panowania Gennaro Gattuso. Wyciągnął w ten sposób, iż w podziękowaniu za swoje zasługi został zwolniony w zaledwie kilka miesięcy. Jak już wspomniałem, Stefano Pioli miał być trenerem na chwilę, czyli do czasu, aż schedy nie przejmie ktoś lepszy. Relacja na linii trener – piłkarze – zarząd – wyniki układała się jednak na tyle pozytywnie, że ten trener sprawuje pieczę do dziś. Można odnieść wrażenie, że narzucany przez niego styl gry odpowiada zawodnikom, którzy nie buntują się przeciw jego metodom. Jak na razie małżeństwo to funkcjonuje bez większych wpadek, jednak czy klucz do renesansu AC Milanu tkwi właśnie w trenerze?

 Liga włoska to dziwna liga. Może nie tyle dziwna, co na pewno nietuzinkowa, innej takiej ze świecą szukać. Tylko tutaj koronę króla strzelców może zdobyć 35-letni Fabio Quagliarella, Krzysztof Piątek przeżywał najlepszy okres w dotychczasowej karierze, a mecze potrafią popadać w niesamowite skrajności – od emocjonujących starć Juve z Napoli (jeśli ci drudzy akurat przyjadą na stadion, bo ostatnio coś nie wyszło), po spotkania „koneserskie”, pokroju Benevento – Spezia. Skoro niecodzienna liga, to możemy oczekiwać niecodziennych osobistości, a taką na pewno jest Zlatan Ibrahimowic. Po latach rozbratu, powrócił on do zespołu AC Milanu, z którym zdobył ostatnie dla tego klubu mistrzostwo Włoch w 2011 roku. O charakterze, wielkich osiągnięciach i wcale nie mniejszym ego Szweda można by pisać godzinami, a i tak nie zapisałoby się nawet połowy. Jest on na pewno postacią jedyną w swoim rodzaju, która na stałe zapisał się w historii piłki. Istotny w poprzednim zdaniu jest użyty czas przeszły. Wracając do Mediolanu, Zlatan miał już 37 lat i nikt nie oczekiwał od niego ciągnięcia na barkach całej drużyny, miał on bardziej pełnić rolę starszego kolegi, który doradzi, pochwali jak coś zrobisz dobrze, lub kopnie z pół obrotu w potylicę, jak coś zrobisz źle. I to wszystko miałoby sens, gdyby nie to, że włoska liga jest po prostu dziwna, a 39-letni obecnie Ibra jest liderem zarówno w szatni Rossoneri, jak i klasyfikacji strzelców całej ligi z siedmioma trafieniami na koncie. Ponoć fenomen Zlatana jest o tyle ciekawy, że zwrócił uwagę nie tylko ekspertów piłkarskich, ale i tych z medycyny, którzy chcieliby przeprowadzić kilka badań na Szwedzie, kiedy już ten odwiesi buty na kołek. Choć patrząc po wybrykach Szweda, trochę jeszcze na to poczekają.

Co leży u źródła obecnych sukcesu AC Milanu ciężko stwierdzić. Tak czy owak, Rossoneri wydają się wracać na właściwy tor i to chyba dobrze, bo trochę brakuje tego słynnego Milanu w europejskiej piłce. I jeżeli mają tam wrócić za sprawą pół-emeryta Szweda, to dlaczego by nie?