Polska piłka klubowa już niemal od trzech dekad jest w bardzo poważnym kryzysie. Żadne działania wprowadzane przez PZPN czy zarząd Ekstraklasy nie przynoszą pożądanych efektów. Nasze kluby nie potrafią poradzić sobie w europejskich pucharach z drużynami z futbolowych peryferii Europy. Dlaczego kraj liczący 38 milionów obywateli nie potrafi stworzyć kilku zespołów, które będą regularnie występować chociażby w Lidze Europy? Dzisiaj przedstawię swoją receptę, która moim zdaniem mogłaby naprawić polską piłkę.

Poszerzenie Pro Junior System

Kiedy zapowiadano wprowadzenie systemu premiującego młodzieżowców pojawiało się wiele głosów, które mówiły, że zniszczy to polską piłkę. Czy jest naprawdę coś może zostać zniszczone w Ekstraklasie bądź niższych ligach? Jeżeli spojrzymy na nasze krajowe boiska to wydaje się, że nie ma czego tutaj zburzyć.

Pro Junior System wymusił na klubach występujących w Ekstraklasie wystawianie w składzie przynajmniej jednego zawodnika, który nie ukończył jeszcze 21 lat. Oznacza to, że stawiamy na młodzież i liczymy, że dzięki temu rozwiązaniu podniesiemy poziom ligi. Od samego początku popierałem ten pomysł, ponieważ w perspektywie długoterminowej przyniesie to odczuwalne rezultaty. Oczywiście pojawią się piłkarze tacy jak Krzysztof Mączyński, którzy spłaczą się przed kamerą, że to niesprawiedliwe. Powiedział on o tym, że kiedyś musiał przebić się w szatni i starsi nim poniekąd pomiatali, a teraz młodzi wchodzą do drużyny i czują się pewnie. Czy jest to wina tych młodych zawodników? Jeżeli mają charakter, żeby być ważnymi postaciami w zespole to gdzie jest problem? Prawdopodobnie Mączyńskiemu przeszkadza to, że „sąsiad ma lepiej” niż on.

Jeżeli oglądamy mecze Ekstraklasy to widzimy, że ten młodzieżowiec wcale nie odstaje poziomem od swoich kolegów. Jeżeli klub ma problemy, żeby wystawić jednego dobrego zawodnika poniżej 21. roku życia to należy się zastanowić jak oni szkolą młodzież. No i w tym miejscu przechodzimy do kluczowego punktu – szkolenie. Jak możemy mówić o tym, że trzeba naprawiać polską piłkę jeżeli zawodni u nas skauting i wprowadzanie do gry młodych.

Moim zdaniem Pro Junior System powinien być poszerzony o kolejnego piłkarza, a z czasem być może nawet należy wprowadzić trzech młodzieżowców. Jeżeli polskie kluby wolą grać 33-letnim Słowakiem, o wątpliwych umiejętnościach, niż swoim wychowankiem to bardzo źle świadczy to o stanie futbolu w naszym kraju. Być może właściciele klubów zarabiają bardzo fajne pieniądze „na boku” inwestując w wiekowych obcokrajowców. Kto to wie…

Agenci niszczą polską piłkę

Agenci piłkarscy są nieodłączną częścią futbolu. To właśnie oni gwarantują nam niezwykłe emocje związane z negocjacjami transferowymi. Jednak jak w niemal każdym przypadku, także i w tym kij ma dwa końce. Najlepszym przykładem niszczenia rynku transferowego jest Mino Raiola. Włoski agent potrafi sprzedać każdego piłkarza, nawet wtedy kiedy jest on pod formą, za niespotykane kwoty. Jest bez wątpienia prawdziwym ekspertem w tym co robi. Jednak jeżeli spojrzymy na to jakich pieniędzy oczekuje on od klubów za swoich zawodników to można się zastanowić czy jest to, aby na pewno normalne.

Przykład Raioli miał jedynie pokazać, że agenci mimo, że są kluczowym elementem piłki to w pewien sposób ją wyniszczają. Podobnie jest w przypadku grup obsługujących polskich piłkarzy. Starają się oni za wszelką cenę zarobić na swoich klientach jak największe pieniądze. Jest to ich praca i źródło utrzymania, więc nie może to dziwić, ale pojawić się mogą w tym przypadku pewne dylematy moralne. Czy działają oni w interesie zawodników czy tylko swoim?

Bartosz Kapustka jest sportowcem, który powinien stanowić kluczowy punkt odniesienia kiedy mówimy o polskich agentach. Pomocnik w wieku zaledwie 19 lat przeniósł się z Cracovii do Leicester City. Jeżeli Lisy zapłaciły za Polaka 5 mln euro to musieli widzieć w nim potencjał. Tylko czy to była dobra decyzja, że Kapustka odszedł tak wcześnie do najlepszej ligi świata? Śmiem wątpić. Nie rozegrał tam ani jednego spotkania i zmarnował w zasadzie 4 lata ze swojej kariery.

Zastanówmy się co byłoby w sytuacji, gdyby Polak zamiast do Leicester zdecydował się przenieść w 2016 roku do Legii Warszawa. Rozegrałby z warszawskim zespołem kilka spotkań w Lidze Mistrzów, podniósł swoją wartość i przede wszystkim nabrał więcej doświadczenia? Dlaczego zatem agent mu nie doradził takiego ruchu? Bo Legia nie zapłaciłaby takich pieniędzy, a do jego kieszeni nie wpadłyby setki tysięcy euro.

Niższe podatki i ich nacjonalizacja

Jestem przeciwnikiem nacjonalizmu i wywyższania swojego narodu ponad inne nacje. Jednak w niektórych przypadkach rozwiązania nieco protekcjonistyczne mogą przynieść dobre rezultaty. Wydaje mi się, że właśnie taka postawa może podnieść z kolan polską piłkę. Oczywiście to wszystko musiałoby iść w parze z obniżką podatków, bądź całkowitym ich zniesieniem w pewnych obszarach.

Dlaczego nie moglibyśmy pomyśleć nad zwolnieniem z VATu transferów młodych polskich zawodników, którzy przechodzą do krajowych klubów? Jeżeli wprowadzono by takie rozwiązanie to transfer do polskiego zespołu stałby się bardziej opłacalny dla drużyny sprzedającej piłkarza. Aktualnie jeżeli klub ma wybór między oddaniem zawodnika do np. Legii, a Emopli to wybierze włoski zespół. Nie będzie on chciał wzmocnić lokalnego rywala. Jednak jeżeli ta sama kwota transferu odbywałaby się bez VATu to zarobek z transferu wewnątrz ligi byłby bardziej opłacalny finansowo. Być może dzięki temu rozwiązaniu udałoby się zatrzymać najzdolniejszych piłkarzy w kraju i dać im szanse ogrania się w lepszym klubie przed wyjazdem na Zachód.

Podobne rozwiązanie można by wprowadzić w przypadku podatku dochodowego. Jeżeli klub sprzedaj młodego zawodnika do polskiego klubu to przychód ten jest zwolniony z opodatkowania. W takim przypadku mielibyśmy podwójną korzyść dla klubu sprzedającego, ponieważ ominąłby on dwukrotnie płacenie podatków.

Oczywiście takie rozwiązanie jest bardziej życzeniowe niż możliwe do realizacji. Trzeba pamiętać o tym, że w związku z naszym członkostwem w Unii Europejskiej w zasadzie niemożliwe jest takie cięcie podatków. A jeżeli postawimy na szali dobro polskiej piłki, a korzyści płynące z członkostwa w UE to jednak lepiej być członkiem wspólnoty niż mieć dwa kluby co sezon w europejskich pucharach.

Chiński system naprawi polską piłkę?

Jeszcze przed chwilą mogliście przeczytać o mojej propozycji obniżki podatków na transfery młodych polskich zawodników. Jednak należałoby skorzystać ze stymulacyjnej funkcji podatków i być może wprowadzić opłatę za sprowadzanie piłkarzy zza granicy. Takie rozwiązanie zostało wprowadzone w Chinach i ma na celu przede wszystkim promocję młodych, krajowych sportowców.

Nie wiem czy podatek od każdego obcokrajowca na poziomie 100% kwoty transferu jest rozwiązaniem optymalnym. Mogłoby to przyczynić się do zniechęcenia klubów do ściągania młodych i zdolnych obcokrajowców. A wszyscy doskonale pamiętamy jak fenomenalnie na tle reszty ligowców prezentowali się tacy zawodnicy jak Duda czy Haraslin. Jednak nałożenie pewnej, odczuwalnej, opłaty na transfery zagranicznych sportowców powyżej określonego wieku mogłoby przynieść korzystne rezultaty. Klub zastanowiłby się dwa razy czy oby na pewno potrzebny im jest 32-letni Gruzin o wątpliwych umiejętnościach.

Oczywiście wszystkie pobrane w ten sposób opłaty należałoby przeznaczyć na szkolenie młodzieży i rozwój piłki. Nie może być w tym przypadku mowy o tym, że pieniądze trafiłyby do budżetu państwa i zostały wydatkowane na inny cel. Jest to rozwiązanie kontrowersyjne i część osób się zapewne oburzy, że można zachęcać do wprowadzania nowych danin. Jednak jeżeli chcemy, że polski futbol się rozwijał to musimy podjąć zdecydowane kroki.

Regulacje płacowe w wybranych klubach

W XXI wieku wielokrotnie byliśmy świadkami upadku dużych polskich klubów piłkarskich. Życie ponad stan, do którego są przyzwyczajeni prezesi zespołów przyczyniło się do zapaści takich drużyn jak Ruch Chorzów, Polonia Warszawa czy Widzew Łódź. Zła gospodarność oraz nieumiejętnie prowadzona polityka finansowa są realnym problemem. Jeżeli te dwa czynniki zawodzą to ciężko jest oczekiwać, że nasze kluby będą liczyły się w walce o europejskie puchary.

Jest się to rzeczą wręcz absurdalną, że polskie zespoły nie są w stanie wygenerować zysku i utrzymać płynności finansowej. Dla części osób może wydawać się to zrozumiałe, że miasta dokładają się do budżetu klubów. Oczywiście możemy podciągać to jako promocję sportu czy reklamowanie przez drużynę grającą w Ekstraklasie całego regionu. Jednak jeżeli spojrzymy na to, że kluby są przedsiębiorstwami, które bez tego finansowania byłyby nierentowne to należy się zastanowić kto nimi zarządza. Ciężko jest sobie wyobrazić sytuację, że salon fryzjerski czy restauracja (w normalnym okresie) dostają dotacje od miasta, bo inaczej musiałyby zostać zamknięte. Dlaczego w takim razie największe w Polsce zespoły piłkarskie otrzymują wielomilionowe przelewy z pieniędzy podatników?

Najbardziej zastanawiać może to, że klub mający problemy finansowe decyduje się płacić piłkarzom horrendalne pensje. Jeżeli spojrzymy na to, że wynagrodzenia te są często finansowe w dużym stopniu z naszych podatków to może wzbudzać to oburzenie. Dlaczego przeciętny Kowalski zarabiający minimalną krajową ma dokładać się do wypłaty sportowca przekraczającej często 30 tysięcy złotych miesięcznie?

Moim zdaniem powinny zostać wprowadzone regulacje, które uzależniają wysokość wynagrodzeń piłkarzy od stopnia finansowania klubu przez samorządy. Czy byłoby to aż tak skandalicznym rozwiązaniem gdyby klub, którego 50% budżetu stanowią dotacje z miasta mógł zaoferować maksymalny kontrakt zawodnikom na poziomie nieprzekraczającym dwukrotności średniego wynagrodzenia w danej metropolii? W początkowej fazie tej zmiany byłby to wstrząs dla polskich zespołów. Jednak taka rewolucja pozwoliłaby na poprawę sytuacji finansowej klubów i ich usamodzielnienie. Jeżeli chcieliby oni walczyć o najwyższe trofea to konieczne byłoby nauczenie się jak kreować budżet i zarządzać pieniędzmi. Bez tego i tak nie mamy szans w walce z zagranicznymi drużynami.

Czy można naprawić polską piłkę?

Parafrazując klasyka odpowiem: Można. Gdyby się nie dało to Bóg by inaczej świat stworzył. Jednak wymaga to wiele pracy i chęci zmiany wszystkich stron, które tworzą polską piłkę. Futbol stał się niezwykle profesjonalny we wszystkich obszarach i takiego podejścia właśnie brakuje w naszym kraju.

Poruszone przeze mnie kwestie to jedynie kilka tematów, które należałoby gruntownie przedyskutować. Należy zbudować także bardziej partnerskie relacje między klubami. Każdy musi mieć świadomość, że konieczna jest współpraca w imię wspólnego dobra. Być może przyjdzie taki dzień, gdy do władzy dojdą odważni ludzi z konkretną wizją. Potrzebujemy prawdziwych liderów, którzy są wizjonerami, aby naprawić polską piłkę.