Końcówka lat 80. i początek nowego dziesięciolecia to przede wszystkim wiele przemian politycznych, które miały miejsce w kraju i na świecie. Szybko rozwijająca się globalizacja, coraz bardziej widoczny podział na bogatszych i biedniejszych, a także ogromny postęp technologiczny i naukowy miały ogromny wpływ na kształtowanie się światowego ładu. Piłka nożna też przechodziła swoje zmiany – zwiększano rozmiary rozgrywek, dostosowywano przepisy i, przede wszystkim, z roku na rok, w futbolu było coraz więcej pieniędzy. Ponadto, dostęp społeczeństwa do telewizji, czy radia stawał się coraz prostszy. Do tego wszystkiego dorzucić można jeszcze internet, który w latach 90. rozwijał się w bardzo szybkim tempie. To powodowało, że piłkę chcieli oglądać niemal wszyscy.

Wracając jednak stricte do futbolu… globalizacja i tu dawała się we znaki. Fakt, że piłkarze występowali w klubach poza swoją ojczyzną, nie budził już żadnego zaskoczenia. Co więcej, zdecydowana większość zawodników z biedniejszych krajów chciała jak najszybciej wyruszyć „na zachód”, gdyż tam po prostu więcej płacono. Różnica piłkarska zaczęła się wytwarzać dzięki finansom największych federacji i drużyn. Pieniądze stały się głównym czynnikiem przewagi jednego zespołu nad drugim, przez co kontrast między klubami zaczął się powiększać.

Początek lat 90.

Dzisiaj skupimy się jednak na tym, jak wyglądała gra naszej reprezentacji w latach 90… Ostatnie lata poprzedniej dekady nie zwiastowały, aby ostatnie dziesięciolecie XX wieku miało wyglądać szczególnie dobrze. I tak też właśnie się zaczęło – Polacy po słabych eliminacjach w 1989 roku nie awansowali na mistrzostwa świata we Włoszech w 1990 r. Swoją drogą, zwyciężyła wtedy drużyna RFN, wygrywając w finale z Argentyną 1:0. Trenerem Biało-Czerwonych był wówczas Andrzej Strejlau, który w 1989 r. objął tę funkcję po Wojciechu Łazarku. Reprezentacja sprawowała się w bardzo przeciętny sposób, mecze z lepszymi „na papierze” drużynami zazwyczaj przegrywała, a zdarzały się nawet porażki z Irlandią Północną… Mimo to, Andrzej Strejlau nie został zwolniony, a postawiono mu zadanie przygotowania zespołu do mistrzostw świata w 1994r., które miały odbyć się w USA. Także podsumowując początek lat 90. można powiedzieć, że przebiegły one pod dyktando nieudanych eliminacji do mistrzostw Europy 1992.

Sukces młodej reprezentacji

Jednak początek lat 90-tych to nie tylko puchar kontynentalny. To też inna impreza. Choć dziś jest ona traktowana raczej jako margines w świecie piłki nożnej, to wtedy było nieco poważniej. Mowa oczywiście o igrzyskach olimpijskich, które odbywały się w Barcelonie. Trenerem reprezentacji olimpijskiej był wtedy Janusz Wójcik, a drużyna złożona była z piłkarzy do 23. roku życia. W zespole występowali tacy zawodnicy jak: Jerzy Brzęczek, Andrzej Juskowiak, Wojciech Kowalczyk, Aleksander Kłak, czy Grzegorz Mielcarski. W grupie Polacy pokonali Kuwejt oraz Włochów, odpowiednio 2:0 oraz 3:0. Ostatni mecz zremisowali 2:2 z reprezentacją USA. W fazie pucharowej Polacy mierzyli się po kolei z: Katarem, Australią oraz Hiszpanią w finale. Dwa pierwsze spotkania podopieczni Wójcika wygrali z łatwością, pokonali 2:0 Katar oraz aż 6:1 Australię. Niestety, złota nie udało się zdobyć, gdyż Hiszpanie byli zbyt silni. 3:2, bo takim wynikiem zakończyło się spotkanie finałowe, dało Biało-Czerwonym srebrny medal.

Poniżej krótki film o tym, jak wyglądała “młodzieżówka” zza kulis. Może poza umiejętnościami to dobra atmosfera okazała się być kluczem do sukcesu?

źródło: www.youtube.com, Reprezentacja Polski [Poland National Team]

Młodzi wygrywają, a seniorzy?

Turniej w Barcelonie pozwolił wielu piłkarzom wypłynąć na boiska Europy. Igrzyska stały się trampoliną do osiągniecia sukcesu dla Piotra Świerczewskiego, który przeszedł do AS Saint-Etienne, czy Andrzeja Juskowiaka, pozwalając mu na zmianę klubu na Sportingu CP. Sukcesy młodej reprezentacji nie przekładały się jednak na osiągniecia pierwszego zespołu. Biało-Czerwoni rozpoczęli turniej eliminacyjny do mistrzostw świata 1994 od bardzo kontrowersyjnej wygranej z San Marino. Jedyną bramkę w spotkaniu zdobył Jan Furtok, legenda GKS-u Katowic, ale gol padł po kontakcie piłki z ręką. Kolejny mecz to już łatwa wygrana 3:0 z tym samym rywalem, co było małym sprawdzianem przed nadchodzącym dwumeczem z Anglikami. Pierwszy mecz udało się zremisować 1:1. Drugi natomiast, to porażka 0:3 na boisku rywala. Aby zachować jakiekolwiek szanse na awans, Polacy musieli zwyciężyć z Norwegią. Niestety, porażka w Oslo 0:1 przekreśliła jakiekolwiek nadzieje na to, że polska reprezentacja wróci na globalny turniej. Ostatnie mecze w grupie to jedynie jedno zwycięstwo – 2:1 z Turcją. Pozostałe rywalizacje zakończyły się porażką – ponownie z Norwegią, tym razem 0:3, a na sam koniec z Holandią, 1:3.

Nieustanne poszukiwania odpowiedniego selekcjonera

W „między czasie” doszło już do jednej zmiany selekcjonera. Andrzeja Strejlaua na krótko zastąpił Lesław Ćmikiewicz. „Na krótko”, ponieważ zaledwie po kilku spotkaniach na jego miejsce wybrano Henryka Apostela. Przed nowym trenerem postawiono zadanie awansowania na mistrzostwa Europy. Polacy rozpoczęli bój o swój pierwszy europejski turniej w 1994 r. od przegranej z Izraelem 1:2. Następnie udało się pokonać Azerbejdżan 1:0 oraz bezbramkowo zremisować z bardzo silną reprezentacją Francji. Polacy, mimo przegranej w kolejnym meczu z Rumunią 1:2, wciąż byli w grze o awans, a nadzieje kibiców rozpaliły zwycięstwa 4:3 z Izraelem oraz 5:0 ze Słowacją. Latem 1995 r. przyszedł czas na rewanż z Francją. Polakom nikt nie dawał jakichkolwiek szans w tym meczu, tym bardziej, że już remis w pierwszym spotkaniu okazał się być czymś niespodziewanym. Jednak Biało-Czerwoni zachwycili po raz kolejny. Zremisowali 1:1 na Parc des Princes, a bohaterem rywalizacji okrzyknięto Andrzeja Woźniaka, bramkarza drużyny, który wybronił strzał Lizarazu oraz dobitkę Guerina. Swoim występem zyskał przydomek „Księcia Paryża”. O awansie na mistrzostwa Europy miał zdecydować ostatni mecz – przeciwko Słowacji, która była jedną ze słabszych drużyn w grupie. Niestety, klątwa, jaka wisiała nad naszą drużyną, dała się znowu we znaki – Polacy nie potrafili zwyciężyć z naszym południowym sąsiadem i Biało-Czerwoni po raz kolejny stracili miejsce w mistrzostwach Starego Kontynentu. Podsumowując, brak sukcesów w pierwszej połowie lat 90-tych nie zwiastował niczego dobrego na przyszłość.

Janusz Wójcik trenerem pierwszego zespołu

Nieudane eliminacje pod wodzą Henryka Apostela skłoniły działaczy piłkarskich do zmiany selekcjonera. Miejsce byłego piłkarza, między innymi Legii i Polonii Bytom, zajął Władysław Stachurski, który dowodził piłkarzami zaledwie przez 4 spotkania. Po nieudanym czasie Stachurskiego, funkcję trenera powierzono, znanemu już wcześniej kadrze, Antoniemu Piechniczkowi. Polacy początkowo zaczęli grać lepiej – mimo przegranej z Anglikami 1:2, widziano w grze kilka pozytywów. Jednak eliminacje do mistrzostw świata, które miały odbyć się w 1998 roku to już kompletna porażka. Bezbramkowy remis oraz przegrana 0:3 z Włochami, a następnie porażka 0:2 z Anglią w Chorzowie skłoniły Piechniczka do podania się do dymisji. Trenerem na jeden mecz został Krzysztof Pawlak, który ma 100% skuteczność zwycięstw, gdyż pod jego wodzą Polacy zwyciężyli z Gruzją 4:1.

Polski Związek Piłki Nożnej podjął decyzję o zatrudnieniu na stanowisko pierwszego selekcjonera reprezentacji, znanego wszystkim zainteresowanym piłką nożną, Janusza Wójcika. Trener odniósł już sukcesy na arenie międzynarodowej, między innymi w 1992 roku, kiedy reprezentacja u-23 zdobyła w Barcelonie srebrny medal. Za jego kadencji Polacy zaczęli bardzo dobrze. Zwycięstwa z Węgrami, Litwą oraz Mołdawią dawały nadzieję na to, że na mistrzostwach Europy w końcu pojawią się polscy piłkarze.

Kolejne nieudane eliminacje lat 90-tych

W 1998 roku Janusz Wójcik bardzo dużo eksperymentował, co początkowo nie przynosiło zbyt pozytywnych efektów. Reprezentacja poległa z Paragwajem, Izraelem oraz Chorwacją, strzelając w tych trzech spotkaniach zaledwie 1 bramkę, a tracąc aż 10. Jednak już kolejne spotkania towarzyskie to popis umiejętności naszych piłkarzy, którzy rozpoczęli od zwycięstwa z Rosją, Ukrainą oraz Izraelem. W meczach o punkty Polacy pokonali Bułgarię aż 3:0 oraz Luksemburg, również 3:0. Z nadzieją na zwycięstwo, Biało-Czerwoni udali się na Wembley, aby rozegrać spotkanie z Anglikami. Świetna forma młodego pomocnika Manchesteru United – Paula Scholes’a, a także całego zespołu, spowodowała, że Polacy przegrali 1:3, co jednak nie przekreślało jeszcze szans podopiecznych Wójcika na awans do europejskiego turnieju. Kolejne mecze układały się różnie, raz Biało-Czerwoni zwyciężali, innym razem remisowali lub przegrywali. Najważniejszym sprawdzianem był ostatni mecz grupowy ze Szwecją na wyjeździe. Polsce do gry w barażach wystarczał remis, co było zbyt dużym wyzwaniem dla piłkarzy. Szwedzi zwyciężyli 2:0, a Wójcik podał się do dymisji.

Czas na nowe tysiąclecie…

I w ten oto sposób, kończą się lata 90.  w wykonaniu naszej reprezentacji. Wielkie nadzieje – to podsumowanie występów naszej seniorskiej drużyny na arenie międzynarodowej. Seniorskiej, gdyż tej drugiej, młodszej, udało się uzyskać bardzo satysfakcjonujący wynik, jakim było zdobycie srebrnego medalu na igrzyskach olimpijskich w Barcelonie. Niestety, tym razem już nic nie zwiastowało, że kolejna dekada będzie lepsza. Oczywiście, w reprezentacji wciąż występowali świetni piłkarze. Jednak już od jakiegoś czasu, a dokładniej od 1982 roku, czegoś wciąż brakowało. Trenerzy nie potrafili sprawić, aby połączyć te, naprawdę wybitne, indywidualności w jedną całość. Klątwa, jaka ciążyła nad drużyną narodową w związku z brakiem awansu na mistrzostwa Europy wciąż wisiała i nie zapowiadało się, aby w najbliższym czasie coś miało się zmienić. Reprezentacja kończąc jedne tysiąclecie, a wkraczając w drugie, była w, lekko mówiąc, słabym położeniu.. Jednak czym byłby sport, gdyby nie nadzieja i wiara kibiców?

O tym, jak wyglądali Biało-Czerwoni w latach 2000-2010 opowiem już za dwa tygodnie, zapraszam!