N’Golo Kanté, który błyszczał, gdy zdobywał tytuł mistrza Anglii z Leicester i Chelsea, przeżywał ciężkie chwile pod wodzą Maurizio Sarriego i Franka Lamparda. Thomas Tuchel wraz ze zmianą systemu gry pozwoliły mu odzyskać wpływ na grę w środku pola i dziś może zadowalać swoją formą nie tylko The Blues, ale i również reprezentację Francji.

Arsenal – Leicester: mecz od którego wszystko się zaczęło

Arsenal był jedyną drużyną, która dwukrotnie pokonała Leicester City w sezonie, w którym Lisy zdobyły tytuł mistrzowski. Pierwszy raz dokonał tego 26 września 2015, kiedy to zmiażdyli totalnie Leicester 2-5 na ich obiekcie. Drugi natomiast 14 lutego 2016 i na tym meczu się skupimy. Leicester, grające w dziesięciu po tym, jak Danny Simpson obejrzał czerwoną kartkę, dzielnie walczyło do samego końca spotkania. Nie pozwoliło im to jednak wywieść z Emirates Stadium punktu. Danny Welbeck, po podaniu Oliviera Giroud, zdobył bramkę na 2-1 dla The Gunners w piątej minucie doliczonego czasu gry.

Porażka sprawiła, że Tottenham i Arsenal skróciły dystans do dwóch punktów do zaskakującego lidera Premier League. Po tym spotkaniu wiele się mówiło o tym, że wyścig po tytuł mistrza Anglii, rozpoczął się na nowo. Tego wieczoru, uwagę dziennikarzy przekuł jednak jeszcze jeden temat. Tym tematem był występ 24-letniego Francuza w środku pola Lisów, N’Golo Kanté.

Już wcześniej zachwycił Anglię, która nic o nim nie wiedziała, kiedy Leicester sprowadziło go z Caen. Jednakże pomimo tego, nigdy wcześniej jej nie olśnił tak jak w tym spotkaniu. Był to jeden z tych występów, które za jednym zamachem wystarczają, by wynieść zawodnika na zupełnie inną planetę. Rio Ferdinand nadał ton w tweecie zamieszczonym jeszcze przed końcowym gwizdkiem spotkania.

Po takim spotkaniu, zarówno Francuzi, jak i sam zawodnik, mogli śmiało się domagać powołania dla pomocnika do reprezentacji Francji. Didier Deschamps długo mu czekać nie kazał. Już miesiąc później Kanté otrzymał pierwsze powołanie do reprezentacji Francji na mecze towarzyskie z Holandią i Rosją. Swój debiut zaliczył, wchodząc z ławki w meczu z Holandią w Amsterdamie 25 marca 2016. Pierwszą bramkę dla trójkolorowych zdobył już w swoim drugim spotkaniu przeciwko Rosji 29 marca, w dniu swoich 25. urodzin.

Ciężki okres u Sarriego i Lamparda

To, co najbardziej urzekło ludzi tamtego dnia na Emirates, była to niepozorna zdolność piłkarza do wszechobecności. Pomimo tego, iż rzeczywiście Kanté się dwoim i troił na boisku, to co go cechowało najbardziej tego dnia, było zupełnie co innego. Cecha, którą nie widać do końca gołym okiem, lecz jest cechą niepodważalną dla pomocnika, czytanie gry. Gdziekolwiek trzeba było być, on tam był, szybciej niż ktokolwiek inny.

Jednakże trzy sezony później, mimo że z Chelsea został mistrzem Anglii, podobnie jak z Leicester. Pomimo że był niemal jedną z głównych postaci francuskiej reprezentacji na mistrzostwach świata w Rosji, zaczęto się zastanawiać, co stało się z królem środka pola. Im więcej miesięcy mijało, tym bardziej obawiano się, że nie zobaczymy go już w formie, do której przezwyczajał wcześniej.

Maurizio Sarri chciał go wystawić na bardziej wysuniętej pozycji, na której zdarzało mu się błyszczeć, ale zbyt sporadycznie. Nigdy nie błyszczał tak, jak umiał to robić jako defensywny pomocnik. Faworyzowane przez Franka Lamparda 4-3-3 również nie było dla niego. Z kolei w sezonie 2019-20, po raz pierwszy w karierze, zatrzymała go seria kontuzji. N’Golo Kanté opuścił w tym sezonie łącznie dwadzieścia trzy spotkania we wszystkich rozgrywkach. Co więcej, Chelsea wygrało więcej spotkań, gdy był nieobecny w wyjściowej jedenastce, niż gdy był w niej uwzględniony.

Thomas Tuchel w roli zbawiciela dla Kanté

To wszystko było jednak przed tym, co nastało teraz. Thomas Tuchel dokonał czegoś, czego nie zdołali dokonać wcześniej ani Sarri, ani Lampard. Niemiec sprawił, że jego Wysokość N’Golo Kanté powrócił na swój tron, i to w wielkim stylu.

Pierw przeciwko Manchesterowi United i Liverpoolowi w lidze. Następnie, co ważniejsze, przeciwko Atletico Madryt w Lidze Mistrzów. Tak właściwie to w każdym z jego występów, odkąd Thomas Tuchel przywrócił go na swoje miejsce w 3-4-2-1, sparowanego w defensywnej dwójce z Kovaciciem lub Jorginho, odnaleźliśmy Kanté, którego mamy prawo uważać za najlepszego defensywnego pomocnika w historii The Blues – i Les Bleus. Jego energia nigdy go nie opuściła, ale jego wyczucie czasu zbyt często.

Mechanizm, który się rozregulował, znów działa sprawnie. Duża w tym zasługa Tuchela, który pominął go w pierwszych siedmiu meczach Premier League, ze względu na kontuzję. Ale ten czas, czas rehabilitacji, minął, podobnie jak wcześniej czas zwątpienia w jego umiejętności. Nadszedł czas na ponowne potwierdzenie tego że jest najlepszym defensywnym pomocnikiem na świecie.