Manchester City pokonując w ostatnią sobotę Tottenham 3:0 przedłużył swoją passę zwycięstw w Premier League do 11 meczów z rzędu. Natomiast porażki w lidze nie zaznał od 21 listopada 2020, czyli od poprzedniego meczu ze Spurs. Obecnie The Citizens są niepokonani w lidze od 15 meczów, a w drodze po mistrzostwo zagrozić mogą im tylko oni sami. 

Hegemonia City

Kto by przypuszczał, że City w połowie lutego będzie mieć 7 punktów przewagi nad drugim Manchesterem United i to przy meczu zaległym. Również nikt nie mógłby zakładać, że Liverpool w przypadku dzisiejszych wygranych Chelsea i West Hamu spadnie na 6 miejsce. Mało tego, jeśli hipotetycznie w tym momencie Everton miałby wygrane dwa zaległe mecze lub chociaż wygraną i remis, przeskoczyłby w tabeli rywala zza miedzy. Zakładając również dwie hipotetyczne wygrane Aston Villi w zaległych meczach, również The Villans w ligowej tabeli wyprzedziliby The Reds. Tym samym ekipa z Anfield zajmowałaby 8 miejsce, a za nią czaiłby się Tottenham z 36 punktami i jednym meczem mniej.

Jednak to jest wróżenie z fusów, a rzeczywistość jest taka, że City rozjechało w sobotę ekipę Spurs, a w poprzedniej kolejce przejechało się po obrońcach tytułu z Anfield. City pokazało nam mistrzowską formę i w autostradzie do mistrzostwa nie ma już dla nich przeciwnika. W ostatnich dwóch kolejkach na własne życzenie z zabawy wypisał się rywal z Old Trafford.

Gdzie inni się biją, tam City korzysta 

Można odnieść wrażenie, że City zabrało swoje zabawki i nie uczestniczy w zabawie z innymi zespołami Premier League. Zespoły niżej sklasyfikowane w tabeli mają swoje rozgrywki, a City kroczy od zwycięstwa do zwycięstwa. 11 meczów z rzędu z wygraną, 2 stracone bramki, 9 czystych kont i 28 strzelonych bramek. Ekipa z niebieskiej części Manchesteru pożera kolejnych rywali, a mecze z Liverpoolem i Spurs tylko pokazują jaką siłą dysponują podopieczni Guardioli.

Tam gdzie muszą wygrać, to po prostu wygrywają. Bez różnicy, czy jest to wynik 0:5 jak z WBA, czy 1:0 z Sheffield, City po prostu jest konsekwentne, czego nie można powiedzieć o reszcie stawki. Gdzieś punkty zgubi United w starciach z Sheffield, West Bromem, czy Evertonem. Liverpool potknie się na West Bromie, czy innym Burnley. Reszta stawki nawet nie rzuciła rękawicy, więc City już teraz samo sobie jest panem. 

Gundogan i Cancelo 

City już od początku sezonu w końcu poprawiło grę w obronie, co było bolączką kadencji Guardioli. Duet Stones-Dias zapewnił stabilizację ekipie The Citizens, lecz City pod nieobecność Aguero i Jesusa zapomniało jak się strzela bramki. Żelazna defensywa zastąpiła efektowny i efektywny atak.

Jednak w ostatnim czasie pod nieobecność nie tylko napastników, ale i mózgu całej drużyny Kevina De Bruyne, Obywatele paradoksalnie przypomnieli sobie jak się strzela bramki. Zaskakującym bohaterem stał się Ilkay Gundogan. Niemiec od 15 grudnia zanotował 11 trafień w Premier League i dorzucił do tego 2 asysty. Z 11 trafieniami jest najlepszym strzelcem City w Premier League.

Na uwagę zasługuje również Cancelo. Guardiola wymyślił prawego obrońcę na nowo. W fazie wyprowadzania piłki, najczęściej przy próbie pressingu ze stron rywali, prawy obrońca staje się jednym ze środkowych pomocników. Następnie w po przejściu do fazy konstruowania w drugiej tercji boiska i w fazie finalizacji w trzeciej tercji, Cancelo staje się kreatorem gry. Posyła prostopadłe i przeszywające piłki ze środowej części boiska. 

SofaScore
Heatmapa Cancelo z sezonu 2020/2021

Aby zrozumieć fenomenalną formę Niemca, należy podreślić jaką rolę odgrywa właśnie Cancelo. W momencie, gdy City gra bez klasycznej „9” zachodzi ciągła wymienność pozycji pomiędzy skrzydłowymi i fałszywym napastnikem. Tym samym wejście prawego obrońcy w linie pomocy niejako uwalnia ofensywnie zawodników z pozycji „8” i „10”, którzy mogą agresywniej wbiegać w linie obrony przeciwnika. Pod nieobecność De Bruyne w rolę „10” wciela się właśnie o dziwo Niemiec, a nie Bernardo Silva. Jednak koniec końców, nieobecność Belga sprawiła, że eksplodowała forma Gundogana.  

Koniec City?

Jeszcze w grudniu dało się słyszeć głosy, że projekt pt. Guardiola w City się skończył. Wydawać się mogło, że coś się wypaliło i w tym związku nie ma już chemii. Zwiastowano przewietrzenie szatni w lato i pożegnanie się z niektórymi zawodnikami, a może i z trenerem. Jednak jak pokazują ostatnie dwa miesiące, pogłoski o końcu Manchesteru były przedwczesne. 

Natomiast co by nie mówić o dobrej formie Manchesteru, to jednak niektórych braków w zespole nie da się zatuszować. Na The Emirates zawitać musi napastnik z prawdziwego zdarzenia. Aguero od roku boryka się z problemami zdrowotnymi, a Gabriel Jesus nie jest napastnikiem na którym można oprzeć grę zespołu. Z Etihad łączeni są Haaland, czy o dziwo Lukaku, dobrze znany czerwonej stronie Manchesteru. Oby tym razem gazety nie pomyliły Belga ze Stromzym. Raper jako wielki fan United mógłby nie być szczęśliwy, że jest łączony z City. 

W tak dziwnym sezonie jak pandemiczny 2020/2021 przez długi czas nie wyklarował się lider na wzór Liverpoolu z sezonu 2019/2020. Jednak sprawy w swoje ręce wziął Manchester City. Każda drużyna przeżywała w tym sezonie kryzys, lecz The Citizens zażegnali go na dobre. Parafrazując kabaret OT.TO Obywatele zróbcie sobie mistrzostwo sami, bo już nie musicie oglądać się na resztę stawki, która i tak pewnie jeszcze nie raz swoimi wpadkami pozwoli sięgnąć po tytuł.