Podbeskidzie Bielsko-Biała 0:5 Piast Gliwice (J. Świerczok 38’, 41’, P. Malarczyk 61’, S. Milewski 83’, T. Alves 92’) 

No i stało się. Po kolejnym frajerskim występie, Podbeskidzie urządza się na ostatnim miejscu w tabeli, a Krzysztof Brede traci pracę. Trudno się dziwić, no bo dostać 0:4 i 0:5 kolejka po kolejce, to naprawdę niepokojące. A wszystkiemu winna jest oczywiście żałosna obrona Górali. Chociaż zaczęło się nie tak źle. Do momentu pierwszej bramki, mecz był dość wyrównany. Nawet zaryzykowałbym stwierdzenie, że w stronę Podbeskidzia, bo to Kamil Biliński miał najgroźniejszą sytuację na tamten moment. Potem padł bardzo śmieszny i przypadkowy pierwszy gol Świerczoka. Chwilę później naciągany karny i tak właśnie wyglądał początek tragedii bielszczan. W drugiej połowie obrona Podbeskidzia już się nawet nie starała udawać solidnej. Złe krycie przy rożnym – Malarczyk na 3:0. Odpuszczony zawodnik na skrzydle, a potem Komor daje się robić jak chce – Milewski na 4:0. Kontra 3 na 1 i „niefrasobliwy powrót” reszty defensywy – Alves na 5:0. Największym parodystą z bloku defensywnego był zdecydowanie Aleksander Komor. Ten stoper nie zagrał ani jednego dobrego meczu w Ekstraklasie i jego obecność na placu gry jest raczej osłabieniem, niż wzmocnieniem. 

Zagłębie Lubin 2:1 Śląsk Wrocław (D. Drazić 61’, K. Kruk 94’ – E. Exposito 23’)

Do dyspozycji Śląska w tym meczu można mieć stosunek ambiwalentny. Z jednej strony dobrze atakowali i wygrali bardzo wyrównaną pierwszą połowę. Zapowiadały się otwarte i ciekawe derby, o których nie można powiedzieć, że „rządzą się swoimi prawami”. Ale w drugiej połowie wrocławianie o tym wszystkim zapomnieli. Zagłębie nie zmieniło swojego podejścia i w 100% zdominowało swoich rywali. Jedynym jasnym punktem gości był Michał Szromnik. Po jego dotychczasowych dwóch występach można stwierdzić, że na pozycji rezerwowego bramkarza, który wchodzi na boisko od święta, może się marnować. Nie chodzi tylko o znakomitą i widowiskową interwencję po strzale Mraza, ale ogólną pewność jaka bije od bramki Śląska. Jedynym jego błędem był faul, po którym został odgwizdany rzut karny, ale moim zdaniem tej jedenastki być nie powinno. Miedziowi zasłużyli na tę bramkę i zwycięstwo im się należało, tylko  szkoda, że zdobyli je w taki sposób. Decydujący gol padł w doliczonym czasie gry, a zdobył go młodzieżowiec rozgrywający swoje pierwsze minuty w tym sezonie. Jego radość, aż wylewała się z ekranu. Dla takich obrazków warto oglądać piłkę nożną.

Warta Poznań 1:2 Pogoń Szczecin (M. Jakóbowski 46’ – A. Gorgon 7’, L. Zahović 11’)

Warta dała się w tej rundzie poznać, jako drużyna, która nawet jak gra słaby mecz, to conajmniej w defensywie prezentuje jakiś poziom. W pierwszej połowie to był zdecydowanie poziom -1, ponieważ po nieco ponad 10 minutach było już 0:2. W ataku nie robili absolutnie nic. Zapowiadało się, że Pogoń może zrobić z Zielonymi to co Piast z Podbeskidziem dzień wcześniej. Jednak Portowcy nie byli w stanie dobić rywala . Trzeba pochwalić akcję, po której padła bramka na 0:1. Bartkowski bez przyjęcia podał na linię pola karnego, a Alexander Gorgon uderzył idealnie obok słupka. W drugiej części meczu Warta wyjechała z podziemia na parter i nawet przypadkiem udało jej się strzelić bramkę. Widocznie poprawili się względem pierwszych 45 minut, ale Pogoń spokojnie doprowadziła korzystny wynik do końca. 

Górnik Zabrze 0:2 Cracovia (P. van Amersfoort 44’, M. Siplak 63’)

Powiedzieć, że Górnik obniżył loty, to tak jakby nie powiedzieć nic. Wyniki jakoś się zgadzają, bo zabrzanie wciąż znajdują się na podium, ale ostatnie zwycięstwa były dosyć… niepokojące. Mecz z Wisłą stał na bardzo niskim poziomie piłkarsko, a Górnikowi po prostu udało się strzelić bramkę, co nie znaczy, że od rywali był drużyną znacząco lepszą. Wcześniej zaliczył kluczowe trzy punkty z Pogonią, ale to spotkanie było pełne kontrowersyjnych decyzji sędziego. Dzisiaj podopieczni Marcina Brosza oddali inicjatywę Cracovii, a pojedyncze dogodne sytuacje marnowali. Najbardziej rzuciła się w oczy słaba dyspozycja Bartosza Nowaka, który zmarnował świetną okazję kiksując, a w środku pola nie dawał żadnej przewagi. Cracovia grała swoje, czyli nie specjalnie ładną piłkę, ale w tym przypadku przynajmniej skuteczną. Michal Siplak znowu był ustawiony wyżej niż zwykle i tym razem strzelił gola po udanym odbiorze van Amersfoorta, tym samym rehabilitując się za zmarnowaną okazję w 43 minucie.

Wisła Kraków 1:2 Legia Warszawa (Y. Yeboah 12’ – T. Pekhart 81’, 89’)

Ależ kibice Wisły muszą być wściekli na Felicio Brown Forbesa. Sam uważam, że to bardzo dobry ruch transferowy i taki napastnik był potrzebny Białej Gwieździe, ale jego dzisiejszy brak skuteczności kosztował krakowian conajmniej jeden punkt. I to z Legią. Wisła w pierwszej połowie prezentowała się dużo lepiej, a w drugiej też miała dwie stuprocentowe okazję (pozdrawiamy Forbesa). Yaw Yeboah był najbardziej jaskrawą postacią swojej drużyny, a kiedy w drugiej części spotkania zgasł, to cała Wisła wraz z nim. Trzeba Wojskowym przyznać, że jak mało która drużyna w Polsce potrafią przechylić szalę na swoją stronę. W tym objawia się jakość i doświadczenie. Legia chciała wygrać, przycisnęła w końcówce i niezawodny w lidze Pekhart, strzelił 2 bramki w niecałe 10 minut. Najpierw Luquinhas wywalczył karnego, którego sprokurował Chuca spóźnioną i niepotrzebną interwencją. Jedenastka pewnie wykorzystana przez Czecha. Decydujące trafienie padło po schematycznym zagraniu, tylko tym razem to Josip Juranovic dorzucał z prawej strony. Pekhart zrobił co chciał ze swoim obrońcą, dostawił głowę i mógł cieszyć się z kolegami ze zwycięstwa. Mimo porażki, Peter Hyballa wydaje się być właściwą osobą na właściwym miejscu. Widać, że Wisła wychodzi na spotkania z inną mentalnością, szczególnie jeśli chodzi o pressing. Niemiecki szkoleniowiec dostał na start bardzo trudny terminarz, więc udowodnienie swojej wartości, może nie być takie proste.

Stal Mielec 1:1 Lech Poznań (A. Prokić 27’ – P. Tiba 87’)

A zapowiadało się tak jak w zeszłym tygodniu. Wszyscy się trochę pośmieją, że Dariusz Żuraw oszczędzał swoich piłkarzy w Lidze Europy, żeby potem rozbić beniaminka. Ostatnio zadziałało. 4:0 z Podbeskidziem. Teraz to dopiero będzie śmiech, bo ta genialna taktyka przyniosła ze Stalą tylko jeden punkt. Gospodarze na to spotkanie wyszli w defensywnym ustawieniu, ale jak zobaczyli co prezentuje sobą Lech, to postanowili trochę przycisnąć. I to się opłaciło, ponieważ w 27 minucie Stal wyszła na prowadzenie. Po tym ciosie w grze Kolejorza… nic się nie zmieniło. Nie byli w stanie wymienić trzech podań z rzędu, w środku pola się gubili. W pierwszej połowie to drużyna Leszka Ojrzyńskiego kontrolowała grę i była po prostu lepsza. Po raz kolejny w tym sezonie ukazał się problem krótkiej ławki Lecha. Trener Żuraw nie miał kogo wprowadzić, a bardzo wymowne jest, że najlepszą zmianę dał Hubert Sobol, który do tej pory zagrał kilka minut w Ekstraklasie. W drugiej części meczu goście atakowali, nawet strzelili dwie bramki, ale jedna nie została uznana. W tej kolejce wyraźnie widać różnicę między Legią, a Lechem. Obie drużyny po słabej pierwszej połowie musiały gonić wynik. Legia wróciła do Warszawy z kompletem punktów, Kolejorz do Wielkopolski tylko z jednym.

Raków Częstochowa 3:2 Jagiellonia Białystok (A. Niewulis 17’, P. Schwarz 52’, 76’ – M. Makuszewski 69’, Jesus Imaz 93’)

Moja „ekspertyza” dotycząca rzekomego zmęczenia i wypalenia drużyny Marka Papszuna, okazała się nic nie warta. Raków z Jagiellonią zagrał jak na wicelidera przystało. Ofensywnie, otwarcie oraz wymieniając wiele podań. Najgorszym zawodnikiem gospodarzy był Gutkovskis, który marnował sytuację za sytuacją i spokojnie mógł dać swojej drużynie znaczącą przewagę dużo wcześniej. Mylący może być wynik, ponieważ częstochowianie nie byli o jedną bramkę lepsi od Jagi. Do tego wszystkiego Igor Sapała strzelił gola ze spalonego. Jedynie w samej końcówce białostocczanie chcieli coś ugrać w tym meczu i poskutkowało to honorowymi trafieniami dla Dumy Podlasia. Tak trzeba je nazwać, bo Raków był o klasę lepszą drużyną i na podstawie tego meczu można by pomyśleć, że Jagiellonia to jakaś ekipa z głębokiego dołu tabeli. Przy pierwszej bramce zawalił Steinbors. Znaczy przy samym strzale nie mógł wiele zrobić, ale spowodował tę sytuację niepotrzebnie piąstkując akcję wcześniej. Zwycięstwo gospodarzom zapewniły rzuty karne, ale nie były to przypadkowe sytuacje, a wypracowane ataki zakończone nieprzemyślanymi faulami rywali. Raków wciąż goni Legię i wraz z nią tworzy widocznie wybijający się punktowo duet.

Lechia Gdańsk 0:1 Wisła Płock (D. Lagator 65’)

W tym meczu spotkały się ekipy w koszmarnej formie. Lechia z trzema porażkami z rzędu (passa podtrzymana) oraz Wisła Płock, która nawet w meczach, w których punktowała grała słabo. I tutaj przyszło pierwsze zdziwienie, ponieważ Nafciarze zagrali dobry mecz, szczególnie patrząc na ich poprzednie „widowiska”. Lechia zagrała, jak na Lechię przystało. W ataku istniał tylko Saief, a jego koledzy z drużyny tylko prześcigali się, kto bardziej widowiskowo zmarnuje sytuację stworzoną przez Amerykanina. W tej kategorii statuetkę zdobywa bezapelacyjnie Conrada, który może wchodząc na boisko dał wiatr na skrzydle, ale przy okazji pozbawił swoją drużynę przynajmniej jednego gola. Wisła Płock miała znacznie lepsze okazje, niż ta po której padła bramka. Lesniak miał dwie świetne sytuacje, w czym jedną stuprocentową, a Szwoch mógł otworzyć wynik już w początkowej fazie meczu. Nafciarze odbili się na rywalu, który jest w bardzo złym miejscu. Gdańszczanie muszą intensywnie przepracować przerwę zimową, aby ich los się odmienił.

Zawodnik kolejki – Tomas Pekhart

Zaskoczenie kolejki – Michał Szromnik

Młodzieżowiec kolejki – Kamil Piątkowski

Rozczarowanie kolejki – Jewgienij Baszkirow

Bramka kolejki – Alexander Gorgon

Dzban kolejki – Aleksander Komor