Wisła Płock 4:1 Podbeskidzie Bielsko-Biała (P. Tuszyński 13’, A. Uryga 20’, D. Lagator 38’, M. Lewandowski 77’ – D. Lagator sam. 69’)

Ile się można z tego Podbeskidzia śmiać? Ja wiem, że to się robi nudne, ale jak można przejść obojętnie obok drużyny, której defensywę ciemięży Mateusz Szwoch. Po niespełna 40 minutach było już 3:0, a hat-trick asyst zaliczył wspomniany już pomocnik Nafciarzy. Przeanalizujmy te bramki. W 13 minucie Szwoch dośrodkował z rzutu rożnego, a głową wykończył słabo kryty Patryk Tuszyński. Kilka minut później sytuacja była trudniejsza. Rozgrywający płocczan wrzucił głęboką piłkę i Alan Uryga musiał popisać się sporymi umiejętnościami gry głową. Trzeci gol to niemal powtórka bramki numer 1, tylko tym razem zapunktował Lagator. Czarnogórzec strzelił w drugiej połowie bramkę samobójczą, natomiast był to przypadek i nie można go za to winić. Kilkanaście minut przed końcem spotkania, gości dobił rezerwowy Lewandowski. Dla Podbeskidzia nie ma żadnej nadziei. Łatwość z jaką tracą bramki jest aż przerażająca. W zimowym okienku musi tam dojść do kadrowej rewolucji. Czy można powiedzieć, że to przełomowy mecz dla Wisły Płock? Moim zdaniem, nie. Nafciarze grali tak samo jak zwykle, czyli dośrodkowania na siłę i może się uda. Tym razem się udało, bo grali przeciwko żałosnej obronie Podbeskidzia. Tylko dlatego.

Legia Warszawa 2:3 Stal Mielec (B. Slisz 17’, T. Pekhart 24’ – M. Domański 5’, 43’, G. Tomasiewicz 60’)

Legia będzie liderem przez całą przerwę zimową, ale na Boże Narodzenie udaje się z niesmakiem. Jednak trochę wstyd przegrać z beniaminkiem u siebie. Ale czy na pewno wstyd? No z punktu widzenia Mistrza Polski, to nie ma na ten temat dyskusji. Natomiast Stal Leszka Ojrzyńskiego wygląda jak zupełnie inna drużyna, niż ta, która dostał u siebie od Wisły Kraków 0:6. Na Legię wyszli bez kompleksów i starali się atakować. Opłaciło się, ponieważ już w 5 minucie Artur Jędrzejczyk postanowił delikatnie wspomóc niżej notowanych rywali i bezsensownie sfaulował przeciwnika w polu karnym. Tym sposobem Stal była w bardzo przyjemnej sytuacji od samego początku. Szybko powędrowali z nieba do piekła, ponieważ wkurzeni Legioniści dwukrotnie wykorzystali słabe krycie mielczan i po 25 minutach to gospodarze prowadzili. Chwilę przed przerwą, prezent pod choinkę przeciwnikom postanowił sprawić drugi stoper, Mateusz Wieteska. Znowu karny, znowu Domański i do przerwy remis. Druga połowa obfitowała w kontrowersje. Zacznijmy od podyktowanego rzutu karnego dla mielczan. Faulował zarówno Jędrzejczyk, jak i Zjawiński. Moim zdaniem ciągnięcie za koszulkę zaczął napastnik Stali i jedenastki być nie powinno. Ale była, i tym sposobem Tomasiewicz ustalił wynik na 2:3. Z drugiej strony, w 62 minucie karny nie został odgwizdany po ręce Flisa. Według mnie obrońca gości wyraźnie dotykał piłkę ręką i sędzia powinien wskazać na wapno. Czy to wypaczyło wynik spotkania? W jakiś sposób na pewno. Prawda jest taka, że karny jest wtedy kiedy arbiter gwizdnie. Sędzia Frankowski gwizdnął trzykrotnie i tym sposobem niespodziewanie wygrała Stal. Gratulacje należą się Leszkowi Ojrzyńskiemu za posprzątanie bajzlu, który zastał w Mielcu. Miejmy nadzieję, że dobra forma wróci w rundzie wiosennej.

Pogoń Szczecin 1:0 Zagłębie Lubin (M. Kucharczyk 96’)

Po tym meczu Pogoń jest na podium, do tego wszystkiego ma tyle samo punktów co Raków zajmujący drugą lokatę, a jakby tego było mało, to do lidera traci tylko jeden punkt. Portowcy wyraźnie dominowali w tym spotkaniu, a bardzo pomógł im w tym zawodnik rywali, mianowicie Jakub Żubrowski. Pomocnik Zagłębia szybko zebrał dwie żółte kartki i od 20 minuty gospodarze grali z przewagą. Żubrowski dwukrotnie faulował 17-letniego Kacpra Kozłowskiego, który prezentował się kapitalnie. Brał na siebie grę, piłka słuchała go idealnie i jeśli nie otwierał drogi do bramki kolegom, to był faulowany przez sfrustrowanych rywali. Przykład mamy powyżej. Pogoń strzeliła dwie bramki, jednak zrobiła to w nieprawidłowy sposób. Kibice ze Szczecina byli w stresie, aż do samego końca. Wtedy na boisko wszedł Michał Kucharczyk i z marszu stał się bohaterem. Genialnym strzałem z dużej odległości pokonał Hładuna i dał swojej drużynie zasłużone trzy punkty. Zagłębie w tym meczu było w cieniu, ale ciężko się dziwić, skoro niemal od początku grali w osłabieniu. W zimowym okienku priorytetem powinno być sprowadzenie skutecznego napastnika. Bez tego nie ustabilizują formy i przeżyją kolejny nic nieznaczący sezon.

Cracovia 0:3 Lechia Gdańsk (R. Pietrzak 15’, M. Gajos 81’, J. Mihalik 94’)

Po tygodniach rozczarowań Lechia wreszcie strzeliła bramkę! A nawet trzy i te trafienia zapewniły gdańszczanom pewne wyjazdowe zwycięstwo z Cracovią. Pewne, ale nie dlatego, że lechiści byli tacy świetni tylko dlatego, że Craxa wybitnie nie chciała w tym meczu zrobić nic pozytywnego. Pierwsza bramka padła szybko. Trzeba pochwalić Pietrzaka za precyzję, bo bramki z rzutów wolnych w Ekstraklasie to rzadkość, ale to co zrobili zawodnicy Pasów w murze to kabaret. Jeden wyskoczył wyżej, drugi ledwo oderwał się od ziemi, Szymonowicz w ogóle został w miejscu. Wyglądało to jako uzębienie dresiarza. Po tym golu Lechia odpuściła i dała gospodarzom trochę miejsca, przez co mecz był… okrutnie nudny. Mogę to podkreślać jeszcze wiele razy. Cracovia po prostu zagrał słaby mecz. W końcówce udało się strzelić gola na 2:0 po stałym fragmencie gry. Przy okazji tego rzutu wolnego z boiska wyleciał Gardawski. Gdańszczanie postanowili to wykorzystać i dobić przeciwnika. Tak też się stało. W doliczonym czasie gry Mihalik zamknął akcję Conrado i jednocześnie zamknął wynik tego meczu. Dla Lechii było to potrzebne przebudzenie. Dla Cracovii kolejny mecz bez żadnego pomysłu na grę. 

Lech Poznań 0:1 Wisła Kraków (J. Błaszczykowski 67’)

Łaska pańska na pstrym koniu jeździ. Jeszcze nie tak dawno wszyscy zachwycali się grą Lecha i wynikami jakie osiągał w Europie. Teraz po tym już nic nie zostało, a najlepiej świadczy o tym to, że Kolejorz nie wygrał od czterech spotkań. A mierzył się z drużynami średnimi (oczywiście poza Rangersami), bądź wręcz słabymi. Wisła Kraków podchodziła do tego spotkania jako przedostatnia ekipa w tabeli, więc logiczne było, że będą się bronić i modlić przynajmniej o punkt. Rzeczywiście, Lech tworzył więcej okazji, a bohaterem meczu bez dwóch zdań był Mateusz Lis. Uratował Białą Gwiazdę m.in po indywidualnym rajdzie Awwada. Mimo tego, że poznanianie atakowali z dużą częstotliwością, to te ataki były zupełnie nie przekonujące. Niewykorzystane okazje, a w tym przypadku bardziej niewykorzystany potencjał, lubi się mścić, dlatego to Wiślacy wyjechali z Poznania jako zwycięzcy. Krakowianie zabrali piłkę nieuważnemu Kraweciowi i po składnej akcji Jakub Błaszczykowski ustanowił wynik spotkania. Zawodnicy Wisły mogą się cieszyć, że kończą rundę z bezpiecznym, pięciopunktowym zapasem nad strefą spadkową. W Lechu muszą się otrząsnąć. Czołówka im uciekła, a do tego odchodzi Jakub Moder. W Poznaniu zapowiada się trudny okres przygotowawczy.

Piast Gliwice 0:0 Raków Częstochowa

Raków mógł w tym meczu wszystko. Zwycięstwo dałoby im lidera Ekstraklasy, a zakładam (z autopsji się nigdy nie dowiem), że wigilijny barszcz smakuje wtedy znacznie lepiej. Niestety częstochowianie zaprezentowali nam…to. Oczywiście do tanga trzeba dwojga, dlatego piłkarze Piasta są tak samo odpowiedzialni za ten paździerz jak ich przeciwnicy. Jakie okazje można w tym meczu wyróżnić? Po jednej z każdej ze stron. Na samym początku meczu wynik mógł otworzyć Raków. Tudor dobrze wbiegł w pole karne, ale Bartl nie był w stanie trafić głową do siatki. Druga sytuacja to oczywiście nieuznana bramka Świerczoka z 68 minuty. W obu przypadkach na największe pochwały zasługują niedoszli asystenci. Kibice Piasta mogą się cieszyć, że ich drużyna kończy rok na 13 miejscu w tabeli i do tego jest na fali wznoszącej. Jeszcze parę tygodni temu gliwiczanie mieli nad sobą widmo walki o utrzymanie, a na ten moment im to nie grozi. 

Jagiellonia Białystok 1:0 Górnik Zabrze (J. Imaz 52’)

Pozycja bramkarza jest bardzo newralgiczna. Ciężko ukryć jakiekolwiek błędy i niedoskonałości w wachlarzu umiejętności golkipera. Dlatego presja na zaledwie 17-letnim Dziekońskim musiała być ogromna. Całe szczęście ta presja go nie tylko nie zjadła, ale wręcz zmotywowała i pozwoliła uratować kilkukrotnie swoją drużynę. Ponieważ w pierwszej połowie to Górnik był dużo lepszym zespołem. Zresztą zabrzanie trafili do siatki dwukrotnie, tylko obie bramki zostały nieuznane. Bartosz Nowak starał się jak mógł, ale albo jego koledzy z drużyny nie potrafili wykorzystać stworzonych okazji, albo na posterunku stał wspomniany nastoletni bramkarz. Niedługo po rozpoczęciu drugiej części spotkania niespodziewanie do siatki trafił Jesus Imaz. Martin Chudy wyszedł wysoko z bramki, jak to ma w zwyczaju, ale tym razem się przeliczył. Hiszpan ominął go i trafił na pustą bramkę, aczkolwiek z bardzo ostrego kąta. Po objęciu prowadzenia nie tyle Jagiellonia stała się lepszą drużyna, tylko Górnik przestał się starać. Gospodarze dociągnęli zwycięstwo do końca i karuzela formy kręci się nadal. Idealnym prezentem pod choinkę dla Jagi byłaby stabilizacja wyników. I lewy obrońca.

Zawodnik kolejki – Mateusz Szwoch

Zaskoczenie kolejki – Łukasz Zjawiński

Młodzieżowiec kolejki – Kacper Kozłowski

Rozczarowanie kolejki – Artur Jędrzejczyk

Bramka kolejki – Michał Kucharczyk

Dzban kolejki – Jakub Żubrowski

Dziękujemy ci Ekstraklaso, byłaś cudowna jak zawsze. Będziemy tęsknić!