Blaszana zajezdnia tramwajowa za 18 milionów 

Raków Częstochowa dał się poznać na boiskach Ekstraklasy, jako drużyna świetnie poukładana zarówno organizacyjnie, jak i piłkarsko. Kamyczkiem do ogródka drużyny spod Jasnej Góry był fakt, że swoje „domowe” mecze rozgrywała na GIEKSA Arenie w Bełchatowie. W ostatniej kolejce nastąpił długo wyczekiwany powrót do domu i drużyna Marka Papszuna nareszcie grała naprawdę u siebie. Problem w tym, że sam nowy obiekt pozostawiał wiele do życzenia. W zasadzie to jeszcze nie jest obiekt, a jedna, prosta trybuna (i to wątpliwej urody i jakości) oraz murawa. Do tego w pewnym momencie zza ławki trenerskiej, na plac gry zaglądnął maszynista tramwaju. Co w tym dziwnego? To, że udało mu się to zrobić w trakcie prowadzenia swojego pojazdu szynowego. 

Sprawdźcie nasz ostatni tekst o Rakowie -> https://zlotygol.pl/czy-rakow-czestochowa-to-zespol-na-europejskie-puchary/

Niespodzianki na dnie 

Dwóch beniaminków walczących zaciekle o awans, niespodziewanie zainkasowało po trzy punkty w ostatniej kolejce. Podbeskidzie zasługuje na pochwałę po pierwsze dlatego, że przez długi czas dominowało gości z Poznania, a po drugie z powodu genialnej bramki Marko Roginicia. Jednak Lech przyjeżdżał do Bielska-Białej jako drużyna wspominająca z utęsknieniem początek sezonu i piękne czasy dobrej dyspozycji. Z kolei Stal może i strzeliła gola po wrzucie z autu, może i była pod butem Pogoni przez cały mecz. Ale to właśnie Portowcy mają już pewne miejsce na podium i cechowali się formą godną pozazdroszczenia. Ostatecznie, żadna z dwóch ostatnich drużyn nie odskoczyła i w strefie okołospadkowej wciąż jest gorąco.

Za to zdecydowanie ostygło w Płocku, ponieważ Wisła dość pewnie wygrała z Górnikiem i dzięki tym punktom jest już niemal pewna utrzymania. Co prawda, w pierwszej połowie zostało nam zaserwowane tragiczne „widowisko”, które uśpiłoby nawet głównego bohatera filmu „Fight Club”. W drugiej fazie spotkania działo się trochę więcej i ostatecznie Nafciarzom, za sprawą bramek Patryka Tuszyńskiego i Mateusza Szwocha, udało się odskoczyć w tabeli na bezpieczną odległość. 

Każdy to powie, gole nie rządzą w Krakowie

Kiedy na trybunach nie ma kibiców, to teoretycznie całe ciśnienie związane z derbami znika. Jednak rywalizacja między dwoma najstarszymi krakowskimi klubami jest na tyle zaciekła, że emocje czuć było nawet przy pustym stadionie. Problem w tym, że piłkarze wyładowali je na nogach przeciwników, wykopach na bezpieczną odległość i obiektywnie nudną, zachowawczą grę. Jedynym zawodnikiem, który zapewnił kibicom (głównie kibicom Wisły) pozytywne doznania, był Mateusz Lis. Obronić karnego w derbach to bardzo ważna rzecz, która pozostanie w pamięciach fanów Białej Gwiazdy na długo. Wykonujący tę jedenastkę Sergiu Hanca, naraził się na zgoła inną reakcję. Prawdopobnie od tej pory, pasiasta część Krakowa będzie patrzyć krzywo na swojego kapitana. 

Ostatnia prosta do mistrzostwa Poznania

Parafrazując słowa prezesa Bońka, można napisać: Warta? TOP. Zieloni dokonują niemożliwego i są bardzo mocno zaangażowani w walkę o miejsce w eliminacjach do europejskich pucharów. Do tego wszystkiego, już praktycznie nie ma szans, aby rywal zza miedzy, czyli Lech wyprzedził ich w tabeli. Będzie to mistrzostwo Poznania zdobyte na wydziale zamiejscowym w Grodzisku Wielkopolskim. Warta kontynuuje swoją piękną historię, a więcej zachwytów na jej temat możecie usłyszeć już jutro na naszym YouTubie w podcaście „Złote chłopaki z Ekstraklapy”.