To był dobry mecz w wykonaniu naszych reprezentantów. Tylko nie można zapomnieć, że Bośnia i Hercegowina nie jest rywalem tej samej klasy co chociażby Włochy. Trzeba też mieć na uwadze przewagę liczebną Polaków przez praktycznie większość spotkania. Mimo wszystko da się wyciągnąć sporo pozytywów z samej gry naszych piłkarzy.

Z pewnością dla polskiego kibica ten mecz był przyjemny do oglądania, bo przecież wszyscy lubimy oglądać, jak nasza reprezentacja wygrywa. Dobrze ogląda się piłkarzy, którzy współpracują ze sobą na boisku. W dzisiejszym meczu widać było, że Polacy rozumieją siebie nawzajem.

Na duży plus zasługuje różnorodność rozwiązań w ataku jakie stosowaliśmy. Raz był to atak pozycyjny, raz szybki i zdecydowany. Polacy podawali do siebie w wielu momentach bardzo dobrze, celne, a co najważniejsze robili to zdecydowanie. Z dobrymi podaniami rodziły się też dobre ataki. Szczerze mówiąc, to tych ataków było pod dostatkiem w tym spotkaniu, chociaż większość z nich nie została zakończona powodzeniem. Zawsze to właśnie strzały w kierunku bramki zwracają uwagę kibiców i sprawiają, że spotkanie jest bardziej atrakcyjne do oglądania.

W momencie, gdy są ataki, zawsze któraś z tych piłek w końcu wpadnie do siatki. Tak też było w przypadku tego spotkania. Co prawda padło trochę niecelnych strzałów, ale co najważniejsze, trzy strzały zostały zakończone golem. To były dobre, przemyślane akcje, które zakończyły się, według mnie, ładnymi bramkami. Przyjemnie się patrzyło na dokładne dośrodkowania, wymierzone strzały na bramkę, a potem już tylko czystą radość ze zdobytego gola.

Tutaj chyba nie można pominąć bohatera dzisiejszego spotkania, którym jest Robert Lewandowski. Nasz kapitan nie zagrał zbyt owocnego meczu z Włochami, nie dostawał wielu piłek, jednak w starciu z Bośnią miał dużo większe pole do popisu. Partnerzy kierowali do niego sporo piłek w okolicach pola karnego rywala, a nasz napastnik starał się to wykorzystać i udało mu się to aż dwukrotnie. Jednak nie można pominąć faktu, że Robert zaliczył również bardzo ładną asystę, dzięki której Linetty posłał piłkę do bramki.

Jak już przy posyłaniu piłki do bramki jesteśmy, to warto wspomnieć o Szczęsnym, który teoretycznie nie miał wiele do roboty, bo gra nie toczyła się zbyt długo pod bramką Polaków. Mimo wszystko, trzeba przyznać, że gdy nasz bramkarz musiał interweniować to robił to bardzo dobrze i nie mylił się. Szczęsny przez cały mecz musiał pozostać bardzo czujny i nie mógł się wybić ze skoncentrowania, co widocznie mu się udało, bo zachował w tym spotkaniu czyste konto.

Należy wspomnieć także o dobrze współpracujących środkowych pomocnikach. Wspólna akcja Góralskiego i Linnetego zakończona niecelnym strzałem Lewandowskiego to nie wszystko. Jaca pokazał, że do zaprezentowania w kadrze ma wiele i tanio skóry nie sprzeda. Wniósł pozytywy do gry defensywnej jak i ofensywnej. A Linetty? Można by rzec, że cierpliwy nawet kamień ugotuje. Zdecydowanie najlepszy mecz Karola z orzełkiem na piersi. Kreatywny, waleczny, myślący i skuteczny. Na bramkę czekał ponad 6 lat. Chwilowy przebłysk czy Karol na stałe zagości w jedenastce Brzęczka?

Nie ma się co oszukiwać, dobrą grę naszej reprezentacji wspomogła kondycja bośniackiej drużyny. Nie mielibyśmy tylu możliwości w dojściu pod bramkę rywala, gdyby ich obrona była twardsza. Prawdopodobnie Bośniacy bardzo odczuwali brak jednego zawodnika, który, no cóż, wykorzystali Polacy. Nie można też zapomnieć, że Bośnia i Hercegowina nie jest rywalem z wyższej półki, a ta wygrana nie powinna być od razu powodem do nadmiernego optymizmu.

Wraz z tym meczem dobiegło końca październikowe zgrupowanie naszej reprezentacji. Wydaje mi się, że w pewnym sensie można je uznać za udane, chociażby ze względu na same wyniki spotkań, które nie są najgorsze. Co jednak może cieszyć kibiców, to fakt, że zgrupowanie kończymy jako lider naszej grupy w Lidze Narodów.

To zgrupowanie ja bym zapamiętała jako czas wielu zmian w składzie, bo przez te trzy mecze trener Brzęczek oferował nam całkowicie inne ustawienia. Widać było, że selekcjoner szuka rozwiązania, które może sprawdzić się na dłużej. Mimo mojego początkowego niezrozumienia dla tak wielu zmian personalnych, muszę przyznać, że roszady w składzie nie obniżały raczej drastycznie poziomu naszej drużyny.

Ciekawym aspektem jest też to, jak bardzo trener Brzęczek stawiał na młodych zawodników podczas październikowych meczów. To jest bardzo dobry ruch, bo przecież doświadczeni zawodnicy wiecznie żyć nie będą, tak też wdrażanie nowego pokolenia zawsze jest dobrym rozwiązaniem. Nowi zawodnicy w reprezentacji, jak chociażby Moder, Walukiewicz czy Karbownik, pokazali się z dobrej strony i dali znak trenerowi, że może na nich liczyć.

Po tym zgrupowaniu wiemy już, że przyzwoicie radzimy sobie z rywalami trochę niższego kalibru. Machina pod nazwą „Reprezentacja Polski” zaczyna grać wspólnie i osobiście mam nadzieję, że tylko kwestią czasu jest, gdy zaczniemy wracać do dużo lepszej dyspozycji.