Trzeba przyznać nasza reprezentacja weszła w mecz z Finami bardzo przyzwoicie. Całkiem przyjemnie oglądało się pierwszą połowę tego spotkania. Niby to tylko mecz towarzyski, ale jednak coś tam ciekawego udało się Polakom stworzyć.

Polacy tworzyli w pierwszej połowie naprawdę ładne akcje, mieli pomysł i inwencję na prowadzenie tego meczu. Grali szybko, zdecydowanie i razem. To warto podkreślić, w pierwszej części meczu nie było widać odwiecznej bolączki naszej reprezentacji, że do ataku wychodzi raptem 3 zawodników i nagle nie ma do kogo podać pod bramką przeciwnika. W tym spotkaniu coś się zmieniło, więcej piłkarzy podchodziło pod bramkę Joronena, a wiadomo, im więcej piłkarzy będzie pod bramką, tym łatwiej znaleźć kogoś, kto może oddać strzał.Przewagę Polaków w tej pierwszej połowie pokazują nawet same statystyki, które mówią o bezkonkurencyjności naszych zawodników w posiadaniu piłki. Polacy w dużej mierze nadawali rytm grze. Nie mieli też wielkich problemów z wyjściem spod pressingu, potrafili poprowadzić na tyle dobre podanie, by na raz ominąć kilku Finów.

Jak mówimy o tym spotkaniu, to nie wspomnieć o tym, co na boisku wyprawiał Kamil Grosicki. Nasz reprezentant miał dzisiaj niesamowity zmysł miejsca, wiedział gdzie się ustawić i w jakim momencie, by najlepiej wspomóc drużynę, zwłaszcza w grze ofensywnej. Te 3 gole Grosickiego to efekt dobrego ustawienia, ale również pomocy kolegów, którzy momentami szukali podań specjalnie do niego. Warto odnotować, że jest to drugi mecz Grosickiego z Finami, w którym strzela rywalom co najmniej dwie bramki.

W drugiej połowie już tak kolorowo nie było. To nie była zła połowa, ale jednak nie było już tego czegoś, co miała pierwsza. Polacy byli trochę bardziej bez wyrazu, zabrakło tych szybkich akcji, zabrakło chęci prowadzenia spotkania.

Na pewno spore znaczenie miały tu zmiany jakich dokonał Jerzy Brzęczek i Markku Kanerva. Nasz selekcjoner wprowadził zawodników, którzy trochę spowolnili. Polacy przestali tak chętnie wychodzić do przodu, zaczęli grać bardziej asekuracyjnie. Z drugiej strony bili Finowie, którzy zaczęli wychodzić trochę do przodu, a zmiany selekcjonera jednak dały trochę więcej życia drużynie. To pobudzenie w drużynie fińskiej poskutkowało strzeloną bramką. Nie było tu bardzo agresywnej sytuacji, nie było kontrataku, jednak Finom udało się wprowadzić piłkę między słupki, w których stał Drągowski. Polski bramkarz nie miał zbyt wielkich szans na obronienie tego strzału.

Nie mogło być jednak tak źle w tej drugiej połowie, sporo strzeliliśmy dwie bramki, najpierw Piątek, a potem Milik. To przecież nie były gole z przypadku, a skrupulatnie wypracowane. Chociaż prawda jest taka, że sporo czasu w drugiej połowie spędziliśmy na własnej połowie. Jednak jak już udało nam się dotrzeć pod bramkę przeciwnika, drużyna była w stanie wypracować sytuacje bramkowe.

W gruncie rzeczy, nie było to zły mecz. Pierwsza połowa praktycznie należała do nas, w drugiej oddaliśmy trochę inicjatywy rywalom i stała się ona do bólu wyrównana. Na pewno pierwsza połowa pokazała, że tych piłkarzy jest stać na dobry futbol. Wiadomo, Finlandia nie jest bardzo wymagającym i wyszukanym rywalem. Trzeba z chłodną głową podejść do kolejnych spotkań, które już nie zapowiadają się na tak proste. Jednak bardzo przyjemnie patrzy się na przemyślane ruchy naszych piłkarzy na boisku, a fenomenalne bramki były tylko przypieczętowaniem tego.

Jako największego wygranego tego spotkania trzeba postawić Kamila Grosickiego, który jednak wpisał się jako strzelec tego klasycznego hat-tricka. Mimo wszystko nie można innych, którzy w jakiś sposób pomogli chociażby Grosickiemu dojść do bramki rywala. W po[równaniu do wcześniejszych meczów reprezentacji praktycznie na każdej pozycji można zanotować poprawę. Trzeba przyznać, że chociażby Linetty zrehabilitował się za wcześniejsze słabe występy, w meczu z Finlandią był aktywny i widać go było na boisku.

Warto też spojrzeć na debiutantów tego spotkania, którzy poradzili sobie przyzwoicie. Karbownik, Walukiewicz, Czerwiński, Bochniewicz i Drągowski, bo o nich mowa. Panowie zagrali naprawdę dobrze na swoich pozycjach, a przede wszystkim było ich widać na boisku i nie stanowili tych pachołków ukrytych w cieniu. Co prawda Drągowskiemu nie udało się zachować czystego konta, ale nie miał nawet szans na obronę piłki skierowanej przez Finów. Poza jedną bramką straconą, bramkarz zachował w spotkaniu pełny spokój i opanowanie.

Jak są jasne punkty to muszą być i szare albo wręcz czarne. Może w tym meczu nie było ich drastycznie dużo, jednak chociażby wprowadzenie Krychowiaka było nic niewnoszącym posunięciem. „Krycha” był na boisku tak jakby go nie było, nie wniósł nic ciekawego do gry całego zespołu. W pewnym momencie dało się nawet zapomnieć, że gra tam, trochę jak taki pachołek. Jednak nie popełniał jakiś dramatycznych błędów, bo prostu pozostał w ogromnym cieniu.

Ogólnie rzecz ujmując, mecz jest jak najbardziej na plus. Może rywal nie był w górnej półki, ale mimo wszystko w drużynie naszej reprezentacji zaczyna się kreować cos bardzo dobrego. Widać też, mniejszą tendencję do powtarzania w kółko tych samych błędów i niedociągnięć.