Chciałabym kiedyś zobaczyć na jednym zgrupowaniu dwa mecze naszej reprezentacji na podobnym poziomie. Jednak chyba w najbliższym czasie nie będzie mi to dane.

Jeśli mam być szczera, nie do końca rozumiałam decyzję trenera Brzęczka o dokonaniu tylu zmian w wyjściowym składzie na mecz z Włochami w porównaniu do tego z Finlandią. Trochę zdziwiło mnie, że machina, która całkiem nieźle działała z Finami, nagle została odstawiona na ławkę. Bo jak wiadomo, trener dokonał aż 8 zmian w podstawowym składzie. Widocznie Pan Brzęczek miał w tym jakiś ukryty cel, tylko ja go niestety nie umiałam rozszyfrować.

Dużym plusem drużyny włoskiej były ataki na polską bramkę, w których brała udział duża część Włochów. Na Boga, kiedy nasza reprezentacja nauczy się iść na atak z wykorzystaniem dużej części drużyny? Co ma zdziałać Lewandowski z piłką, jeśli jest otoczony przez trzech Włochów? Jak mamy oddać celny strzał na bramkę, skoro Jóźwiak nie ma komu dośrodkować ze skrzydła? Takim futbolem świata nie zwojujemy. Przecież raptem kilka dni temu, po meczu z Finlandią wręcz chwaliłam tę samą drużynę, że wychodzili do ataku zgraną grupą. Dzisiaj znowu wróciła ta bolączka. Czy ci zawodnicy nagle zapomnieli jak dobrze byłoby formować ataki?

Niby zdarzyło się kilka ciekawych ataków, jakieś kontry, ale to nie zaspokoiło apetytu na całe spotkanie. Faktycznie trzymająca dobry poziom akcja wydarzyła się praktycznie na samym końcu meczu. Jeszcze kilka dobrych pomysłów na rozegranie było oczywiście wcześniej, ale niestety mało z nich dochodziło chociażby w stronę bramki. Dużym problemem była też niecelność i właśnie brak partnera do rozegrania. Bo co z tego, że doprowadzamy piłkę w okolice pola karnego, skoro tam nie czeka nikt, kto mógłby skierować ją w światło bramki. Czasami też brakowało szczęścia albo futbolówka była uderzana zbyt lekko, by nabrać dobrego toru lotu.

Co ratowało nas przed stratą bramki? W dużej mierze były to po prostu błędy Włochów, ale nie można pominąć dobrej gry naszej obrony. O ile ofensywa miała spore problemy w funkcjonowaniu, to defensywa nie była w tak złym stanie.

Dobrym posunięciem w tym meczu ze strony naszego trenera były zmiany, które dały tej drużynie coś dobrego, chociaż na te kilkanaście ostatnich minut wstąpiło w nich jakieś życie. Prawdę mówiąc kilka akcji w drugiej połowie nawiązali właśnie zmiennicy. Chociażby Michał Karbownik bardzo dzielnie walczył po swoim wejściu na murawę, mimo że spędził na niej mniej niż 10 minut. Nawet Linetty, który wszedł w tym samym co Karbownik, próbował zmienić wynik tego meczu, gdy nadarzyła mu się okazja na dobicie piłki w stronę włoskiej bramki, niestety został zablokowany.

Warto zwrócić uwagę na Jakuba Modera, który już drugi mecz z rzędu zagrał solidne spotkanie i wyróżniał się na tle reszty zawodników. Nie można też zapomnieć o równie młodym Sebastianie Walukiewiczu, ten, podobnie jak kolega, sumiennie realizował swoje zadania. Trzeba pamiętać o tym, że obaj byli jednymi z młodszych zawodników wystawionych po stronie polskiej.

Słabym punktem naszej reprezentacji był Grzegorz Krychowiak, który zwyczajnie nie pokazuje tego na co go stać. Piłkarz był na boisku, a jakby go nie było. Bardzo mało wniósł do gry drużyny jako prawie że niewidzialna postać na boisku. Chociaż bądźmy szczerzy, mało który zawodnik na boisku w polskiej drużynie szczególnie psuł nam grę. Większość z obecnych na boisku po prostu grała bardzo przeciętnie, może nie popełniali non stop rażących błędów, ale też nie było z ich strony zbyt wielkiej inicjatywy.

Po meczu zaczęłam słyszeć, że to był dobry mecz jak na tak trudnego przeciwnika. Mówiono, że przecież włoska drużyna lubi prowadzić grę. Jednak przykro mi, ja się nie mam zamiaru zgadzać w tymi słowami. Osobiście nie jestem usatysfakcjonowana tym meczem. Może faktycznie przeciwnik był trudniejszy od Finlandii, ale nasza drużyna była w stanie pokazać dużo bardziej kreatywną grę raptem przez kilkoma dniami. W starciu z Włochami praktycznie nie widziałam tej kreatywności, a nawet jej zalążka. Ustalmy sobie jedno, to nie był jakiś wybitnie fatalny mecz reprezentacji w porównaniu do tych, które widujemy od jakiegoś czasu. To był w dużej mierze mecz na takim samym poziomie jak te wcześniejsze. Musimy sobie przyznać, że po prostu poziom naszej reprezentacji jest niski w ostatnim czasie.

Na samym końcu spotkania komentator przypomniał mi, że to był mecz Ligi Narodów, czyli spotkanie na punkty, o jakąś stawkę. Oglądając mecz dało się o tym w pewnym sensie zapomnieć. Na boisku nie było widać takiego zaangażowania i woli wywalczenia punktów w tabeli. Cóż ja mogę powiedzieć, naprawdę więcej werwy widziałam w spotkaniu towarzyskim z Finami.