Borussia Mönchengladbach nie ma lekko. Odpadli z Pucharu Niemiec, odpadli z Ligi Mistrzów. Można by rzec, że teraz mogą skupić się na lidze, ale i tam próżno szukać dobrej dyspozycji Gladbach.

2 punkty w ostatnich 7 meczach, niemal dwa miesiące bez zwycięstwa. Zjazd z 5. lokaty na 10. i tylko 4 punkty przewagi nad trzynastym Augsburgiem. Oliwy do ognia dolała ogłoszona przed miesiącem informacja, że od nowego sezonu Marco Rose poprowadzi inną Borussię. To właśnie tutaj należy upatrywać przyczyn kryzysu w zespole Źrebaków.

Gladbach – chlebodawca czy miłość

Jedni mieliby ochotę urwać Rosemu głowę, że śmiał śmieć odejść z Gladbach. Inni argumentują, że zmiana pracodawcy to przecież normalna rzecz. W tym wszystkim brakuje jednak głosu z pogranicza tych opinii.

Czy Marco Rose miał prawo szukać innego pracodawcy? Tak. W pełni zrozumiałe jest przecież szukać dla siebie nowych wyzwań, rozwijać się zawodowo. W dodatku wykorzystał po prostu klauzulę w kontrakcie, na którą ktoś w klubie musiał wcześniej przystać.

Czy kibice mają prawo być źli? W sytuacji gdy dany klub jest dla nich oczkiem w głowie, a dla trenera tylko kolejnym krokiem i wpisem do CV, no cóż, owszem.

W tym wszystkim odpowiedzmy sobie jednak przede wszystkim, czy źli mają prawo być piłkarze Gladbach. Otóż mają.

Should I stay or should I go

Niemieckie media donosiły o buncie piłkarzy przeciwko Rosemu, po tym jak ogłoszono jego związanie się z Dortmundem. Istotny jest tu fakt, że piłkarze tacy jak choćby Matthias Ginter czy Christoph Kramer mieli słyszeć od trenera, że zostanie on co najmniej na kolejny sezon. W takiej sytuacji można czuć się nie tylko oszukanym, ale i wręcz wykorzystanym.

Nie jest novum, że w Gladbach jest sporo obiecujących zawodników. Jest para stoperów w postaci Gintera oraz Nico Elvediego. Obok nich na lewej stronie Ramy Bensebaini, który potrafił choćby przesądzić w zeszłym sezonie o zdobyciu kompletu punktów z Bayernem, zdobywając dwa gole. W środku pola Denis Zakaria czy Florian Neuhaus, z przodu Alassane Plea czy Marcus Thuram. Breel Embolo po trzech latach gry leczenia się w Schalke też zdaje się wracać na właściwe tory, przynajmniej jeśli chodzi o poczynania stricte boiskowe.

W przypadku utalentowanych zawodników jednego z lepszych zespołów Bundesligi rodzi się pytanie: czy mam w najbliższym odchodzić do mocniejszego klubu, np. do Premier League, czy też próbować osiągnąć coś większego tu, gdzie jestem? Zważywszy na to, że w ostatnim letnim okienku żadna wyróżniająca się postać z Gladbach nie odeszła, możemy przypuszczać, że raczej wybrali tę drugą opcję.

No szkoda Gladbach, szkoda. Jeszcze jakieś pytania? Bo zaraz mam taryfę do Dortmundu

I nie ma się im co dziwić. Wszystko wskazywało na to, że na Borussia-Park kształtuje się ciekawy projekt. Powrót do Champions League po trzech latach, potem wyjście z trudnej grupy. W końcu jak inaczej nazwać grupę z Realem Madryt, Interem Mediolan i Szachtarem Donieck. Nadziei na wspaniałą przygodę w Lidze Mistrzów, taką jak Ajax w sezonie 18/19, nikt raczej nie miał. Zresztą nawet jeśli, to taki scenariusz można było wyrzucić do kosza po wylosowaniu Manchesteru City przy ich obecnej dyspozycji.

Jasne, że dla wymienionych wcześniej zawodników Gladbach raczej nie jawi się jako klub docelowy. Sęk w tym, że najprawdopodobniej spora część szatni uwierzyła, że w tych warunkach mogą napisać całkiem ciekawą historię w klubowej piłce. Po czym nagle, wbrew wcześniejszym zapewnieniom, dociera do nich, że napisali jedynie CV trenerowi.

Tu nie ma co trenować, tu trzeba dzwonić

Dyrektor sportowy, Max Eberl, dostaje pytania o następcę Rosego. Oprócz trenera, należy też jednak zatroszczyć się o zawodników.

Wygasające umowy, wybrani zawodnicy
2022 – Ginter, Zakaria, Herrmann
2023 – Sommer, Bensebaini, Kramer, Thuram, Hofmann, Stindl, Plea, Embolo

Niektórzy przedłużą, niektórzy będą blisko piłkarskiej emerytury. Ale przynajmniej część z nich będzie traktowała Gladbach jako przystanek. W końcu niby czemu mieliby tego nie zrobić, skoro tak postąpił też trener. Jeśli Borussia chce na nich odpowiednio zarobić, to trzeba sprzedawać trochę na cito.

Godzinę drogi od Mönchengladbach jest klub, gdzie nieprzedłużanie umów z zawodnikami i pełna zaniedbań polityka transferowa pokazały, jak krótka może być droga od Ligi Mistrzów do 2. Bundesligi. Jeśli Borussia nie chce na nią wejść, to Eberl ma teraz sporo telefonów do wykonania.