Początek XXI wieku, a dokładniej lata 2000-2010 to ostatni piłkarski okres, jaki będę miał przyjemność opisać na naszej stronie. I zdecydowanie jest co przedstawiać… Dwukrotny udział Polaków na mistrzostwach świata, czy pierwsze w historii naszej reprezentacyjnej piłki mistrzostwa Europy to jedynie ogólny skrót tego, co działo się w polskiej piłce. W nowym tysiącleciu miało miejsce kilka ciekawych wydarzeń. Przypomnę, że ostatnim wielkim sukcesem naszej kadry było zdobycie srebrnego medalu na igrzyskach w 1992 roku. I, co więcej, to nie seniorska, a młodzieżowa reprezentacja, wywalczyła sobie tę nagrodę. Także o wynikach pierwszego zespołu nie można powiedzieć za wiele dobrego…

Reprezentacja od kilku turniejów nie zakwalifikowała się na żaden z nich. Nawet próby, jakimi były zmiany szkoleniowców, nie przynosiły, oczekiwanych przez wszystkich kibiców, rezultatów. Zdecydowanie najlepszy okres polskiej piłki mieliśmy już za sobą. Nic nie zapowiadało, że coś dobrego może się jeszcze wydarzyć. Jednak wkroczenie w nowe tysiąclecie wzbudzało wśród Polaków nadzieję na wielki powrót sukcesów drużyny narodowej. Nic w tym dziwnego, piłkarze grający w naszym zespole naprawdę prezentowali bardzo wysoki poziom. W nowym wieku na Polaków czekało kilka turniejów, w których mogliby wystąpić. Jak zakończyły się lata 2000-2010? Zapraszam do przeczytania dzisiejszego artykułu!

“Futbol na tak”

Jerzy Engel to szkoleniowiec, z którym nasza kadra wkroczyła w nowy etap. „Futbol na tak”, bo z takim hasłem rozpoczął pracę były trener, między innymi Polonii Warszawa, miało wzbudzić w kibicach pozytywne odczucia. Zaczęło się jednak nie najlepiej – w związku z przegranymi eliminacjami do Euro, rok 2000 upłynął pod znakiem przygotowywania zespołu pod wizję nowego sztabu szkoleniowego. Po raz pierwszy w historii Biało-Czerwonych mieliśmy okazję widzieć z orzełkiem na piersi czarnoskórego piłkarza – Nigeryjczyka Emanuela Olisadebe. Piłkarz Polonii Warszawa miał pomóc Engelowi w odniesieniu sukcesu na zbliżających się mistrzostwach świata w Korei Południowej.

Mimo mieszanych uczuć co do początkowej pracy Jerzego Engela, rok 2001 przyniósł kibicom kilka wspaniałych spotkań. Polska, jako pierwsza reprezentacja z Europy, wywalczyła sobie awans na mistrzostwa świata, głównie dzięki kapitalnym wygranym z Norwegią i Walią. W szczególności drugie spotkanie ze Skandynawami napawało dumą kibiców, gdyż pozwalało wierzyć w realny sukces w Korei. Jednak im bliżej mistrzostw, tym reprezentacja traciła swoje atuty i polot. Jesienią 2001 roku Polacy rozegrali kilka przygotowawczych spotkań, jednak żadnego z nich nie zwyciężyli. Przegraliśmy wtedy w słabym stylu z Japonią 0:2 oraz Rumunią 1:2. Mistrzostwa zbliżały się w coraz szybszym tempie, a reprezentacja wydawała się zmierzać w odwrotnym kierunku…

Reprezentacja po 16 latach wraca na mistrzostwa świata

Pierwszym meczem na mistrzostwach świata w Korei w 2002 roku było spotkanie Polaków z gospodarzami turnieju. I, choć wydawało się, że to my jesteśmy faworytem tego starcia to rezultat był mało zadowalający. Zlekceważona przez Biało Czerwonych azjatycka drużyna, pokonała nas 2:0 i przy słynnym haśle „mecz otwarcia, mecz o wszystko, mecz o honor” można było postawić jeden ptaszek… Drugim rywalem grupowym Polaków była Portugalia, która okazała się naszym katem. To właśnie ten mecz wspominany jest Tomaszowi Hajto w kontekście jego bardzo słabej gry na Portugalczyka Pedro Pauletę. Hat-trick środkowego napastnika oraz trafienie Rui Costy dały zespołowi z Półwyspu Iberyjskiego bardzo łatwe trzy punkty. I przy kolejnej pozycji można było dostawić plusik. Mecz o honor, czy jak ktoś woli, „mecz o pietruszkę” Polacy zwyciężyli 3:1. Naszym przeciwnikiem była drużyna USA, a jednym z kluczy do zwycięstwa okazała się być zmiana składu. Mimo wszystko, przygoda szkoleniowca, który stawiał na „Futbol na tak” zakończyła się po mistrzostwach w Korei.

Zbigniew Boniek trenerem reprezentacji

Na kolejnego selekcjonera powołano byłego wybitnego reprezentanta – Zbigniewa Bońka. Mimo jego wyjątkowej kariery piłkarskiej, przygoda trenerska z drużyną narodową wydawała się być czymś zupełnie odwrotnym. Były piłkarz Juventusu, czy Widzewa poprowadził Polaków w zaledwie 5-ciu meczach, z czego jedynie 2 wygrał. Nie ułatwił jednak misji następnemu trenerowi, gdyż najtrudniejsze spotkania w ramach eliminacji do Euro 2004 reprezentacja przegrała. Mimo wszystko, Polacy wciąż mieli szanse na awans poprzez baraże. Po Bońku, kadrę przejął Paweł Janas, który od początku miał trudne zadanie – uratować to, co zostało z reprezentacji. Niestety, dwie porażki ze Szwedami – 0:3 i 0:2 na pewno nie zbliżyły nas do turnieju. Jednak zwycięstwa z Łotwą 2:0, a następnie z Węgrami 2:1 pozwalały marzyć o awansie na mistrzostwa Europy. Jedynym warunkiem zagrania w barażach było zwycięstwo Szwedów nad Łotwą. Niestety, szczęście nam nie sprzyjało, gdyż to Łotysze pokonali Skandynawów 1:0. Polacy po raz kolejny musieli czekać jeszcze 4 lata.

XXI wiek jak do tej pory nie przynosił nam zbyt wielu pozytywnych emocji. Mimo awansu po 16 latach na mistrzostwa świata w Korei, turniej ten był kompletnie nieudany. Następnie nie udało się awansować na mistrzostwa Europy. Lata 2004-2005 upłynęły pod dyktando eliminacji do kolejnego globalnego turnieju, który miał odbyć się w Niemczech. Polacy radzili sobie w kratkę, raz przegrywali, jak np. z Danią 1:5, czy Anglią 1:2, a innym razem udało się zwyciężyć, np. z Austrią 3:1 lub Irlandią Północną 3:0. Na szczęście, w meczach z łatwiejszymi rywalami nie popełnialiśmy zbyt wielu błędów. Pozwoliło nam to nawet walczyć w ostatnim meczu z Anglią o 1. miejsce w grupie. Ta sztuka się jednak nie udała, gdyż piłkarze ponownie przegrali 1:2, jednak to, co liczyło się najbardziej to awans na mistrzostwa świata.

Reprezentacja pod wodzą Janasa oraz kuriozalny mecz z Kolumbią

Przed samym turniejem doszło do kilku spotkań przygotowawczych, w tym do słynnego meczu z Kolumbią. Reprezentacja Pawła Janasa przegrała ten mecz 1:2, jednak to nie wynik został najbardziej zapamiętany. Do kuriozalnej sytuacji doszło, gdy Tomasz Kuszczak pozwolił sobie wyjść zbyt daleko od własnej bramki. W wyniku czego, Luis Martinez, kolumbijski golkiper, tak dobrze rozpoczął grę od własnego pola karnego, że pokonał naszego reprezentanta i zdobył gola.

Poniżej przypomnienie tej sytuacji, która już zawsze będzie wzbudzać uśmiech na twarzy.

źródło: www.youtube.com, Maciek kowalsky

I jak zwykle na tego typu turniejach, do rozmów między kibicami wróciło słynne powiedzenie – „mecz otwarcia, mecz o wszystko, mecz o honor”. Jak się okazało, scenariusz z Korei powtórzył się również tym razem. Zaczęło się od porażki z Ekwadorem 0:2, później była przegrana z Niemcami 0:1, a mecz o pietruszkę udało się wygrać dzięki dwóm bramkom Bartosza Bosackiego. I ponownie, mimo nadziei na to, że Polska wyjdzie z grupy z 2. miejsca, nic z tego, po prostu, nie wyszło. Paweł Janas podał się do dymisji i zdecydowano o powołaniu zagranicznego selekcjonera…

Doświadczony trener, wielkie nadzieje

A był nim Leo Beenhakker, były trener, między innymi Realu Madryt. Zadanie postawione przed Holendrem było proste i jednoznaczne, awans na nieszczęsne mistrzostwa Europy. A zbliżały się one nieuchronnie, ponieważ już w 2008 roku miały się odbyć się w Austrii i Szwajcarii. I, o dziwo, w końcu zaczęło się coś dziać. Beenhakker odmienił oblicze zespołu, do którego powołał nawet Brazylijczyka – Rogera Guerreiro, czy, jak kto woli „Rokera Perejro”.

źródło: www.youtube.com, CameraCafeTV

Pod wodzą Holendra Polacy zwyciężali między innymi z Belgią, czy w słynnym meczu z Portugalią. Ten drugi, uważany jest za jeden z najlepszych spotkań pierwszej dekady XXI wieku w wykonaniu naszych reprezentantów. Potrafiliśmy też niespodziewanie przegrać, jak np. w eliminacyjnym spotkaniu z Armenią 0:1. Na szczęście takich sytuacji nie było za wiele. Puentą tych wszystkich meczów było to, że w końcu, po raz pierwszy w naszej historii, udało się awansować na mistrzostwa Europy!

Turniej, który podobnie jak poprzednie, okazał się być klęską… I jak zwykle, do kibicowskiego żargonu wróciło, powtarzane przeze mnie kilkakrotnie hasło… “mecz otwarcia…”. Mistrzostwa zaczęły się od porażki z Niemcami 0:2. Kolejnym spotkaniem była rywalizacja z jednymi z gospodarzy turnieju – Austriakami. Mecz zakończył się remisem 1:1, do którego doszło jednak w bardzo kontrowersyjnych okolicznościach. Anty-bohaterem w oczach Polaków został Howard Webb, angielski arbiter, który w doliczonym czasie gry podyktował rzut karny dla gospodarzy. I, mimo zwycięskiej gry Polaków przez niemal całe spotkanie, musieliśmy zadowolić się jedynie 1 punktem. Ostatni mecz to już porażka z Chorwacją 0:1 i pierwsze mistrzostwa Europy w historii polskiej piłki okazały się być beznadziejnymi.

Franciszku, ratuj!

PZPN stwierdził, że Beenhakker to odpowiedni człowiek na pozycji selekcjonera Biało Czerwonych i zdecydowanie najlepszy, jak dotychczas, trener w XXI wieku. Nieudany turniej w Austrii i Szwajcarii miał być lekcją w budowaniu i ulepszaniu drużyny narodowej. Kolejnym zadaniem Holendra był awans na mistrzostwa świata w RPA. Grupa eliminacyjna nie należała do najtrudniejszych, mierzyliśmy się wtedy z Czechami, Słowacją, Słowenią, San Marino i Irlandią Północną. To w tym czasie doszło do najwyższej wygranej Biało Czerwonych w historii. W meczu z San Marino 1 kwietnia (wczoraj mieliśmy kolejną rocznicę tego wydarzenia), Polacy zdobyli aż 10 bramek, nie tracąc przy tym ani jednej. Niestety, to jeden z niewielu pozytywów tych eliminacji, gdyż w pozostałych meczach Polacy nie dawali sobie rady z rywalami. Przegrywaliśmy ze Słowenią 0:3, Czechami 0:2, Słowacją 0:1, Irlandią Północną 2:3… Tym samym, Beenhakkerowi nie udało awansować się na mistrzostwa świata, a w 2009 roku reprezentacja powierzona została Franciszkowi Smudzie, który miał przygotować naszą kadrę do zbliżających się mistrzostw Europy w Polsce i na Ukrainie w 2012 roku.

Koniec cyklu, ale nie koniec historii

W ten oto sposób spotkaliśmy się na końcu naszej przygody z historią polskiej reprezentacji. Okres 2010-2020 to już historia, którą na pewno większość z nas bardzo dobrze pamięta. Przez tych kilka miesięcy przeszliśmy od początków piłki w naszym kraju, aż do czasów najnowszych. Jeśli miałbym podsumować w dużym skrócie całą naszą historię piłki reprezentacyjnej to zdecydowanie najbardziej w pamięci został mi okres reprezentacji z lat 70-tych i 80-tych. Oczywiście mówię tu o przekazach, filmach i artykułach, które miałem okazje przejrzeć przygotowując swój własny skrót tych wydarzeń.

Został jeszcze jeden artykuł z serii „Powrót do historii”, który ukaże się za tydzień, a będzie oczywiście o występach naszych klubów. Także nie będę się jeszcze żegnać, choć tym nielicznym, którzy byli tu przez tych kilkanaście „odcinków” historii polskiej reprezentacji, serdecznie dziękuję!