Kto nie liczył na festiwal bramek w meczu z Andorą, niech podniesie rękę do góry. Jednak trzech goli, które strzeliła Reprezentacja Polski, chyba jeszcze nie można nazwać festiwalem. Nie ukrywajmy, w takich meczach zwycięzca zazwyczaj jest jasny, a niewiadomą jest ilość strzelonych bramek (chociaż zawsze są wyjątki od reguły).

Chciałabym coś sensownego napisać o tym spotkaniu, ale już nie wiem co można dodać. Krytykować, że tak mało bramek? Narzekać, że nuda? Bronić, że nowy trener potrzebuje czasu? Cieszyć się, że zwycięstwo?

Mecze reprezentacji zawsze wzbudzają ogromne poruszenie. W mediach jest przepych równych informacji i opinii. Jedni obierają jedną stronę, inni drugą. Wybuchają kłótnie, spięcia, spory, dyskusje. Jakaś taka nasza polska natura, że ciągle jesteśmy niezadowoleni z wyniku.

“Nowa” Reprezentacja Polski

Paulo Sousa jest z drużyną od dwóch spotkań i kilku treningów. Szuka wariantu idealnego dla grupy, którą obecnie przyszło mu trenować. Jak mogliśmy zauważyć dużo kombinuje, żeby dojść do zadowalających efektów. Bardzo możliwe, że po prostu nie da się nie wiadomo jak poważnych zmian wprowadzić w kilku spotkaniach z drużyną. A na efekty wizji trenera musimy poczekać.

Uważam jednak, że nie tylko trener powinien być obarczany winą o wyniki. Reprezentacja Polski to przede wszystkim piłkarze, którzy też muszą prezentować jakiś poziom, żeby cokolwiek ruszyło. Niestety, sama fenomenalna taktyka trenera na niezbyt wiele się zda, jeżeli polscy piłkarze będą mieli problem z przyjęciem, utrzymaniem, czy podaniem piłki.

Pomówmy o Andorze

Najbardziej optymistyczną rzeczą tego spotkania jest oczywiście wynik, którzy niby lepiej wyglądałby wyższy. Jednak jest co jest i nie ma sensu już narzekać na niego, bo i tak nic nie zmienimy w tej kwestii.

Rzeczą, której najbardziej brakowało mi w grze Polaków, była kreatywność. Nasza drużyna nie próbowała się bawić piłką, nie szukała praktycznie żadnych nowych rozwiązań. Atak i akcje bramkowe z dużej mierze wyglądały identycznie. Piłka na skrzydło (najczęściej prawe do Jóźwiaka) i stamtąd próba dośrodkowania. Może fajna sprawa wyćwiczyć ten element, ale niestety zrobiliśmy się bardzo przewidywalni dla przeciwników.

Piłkarzy Andory w tym miejscu też trzeba pochwalić, bo zrobili ogromną pracę, aby się bronić przed naszymi napastnikami. Reprezentacji Polski było bardzo ciężko przedrzeć się przez ciasno stojących Andorczyków. To słabo świadczy o Polakach, ale na pewno można wyróżnić obrońców tego małego państewka. Tak jak wspomniałam wcześniej, z pewnością trochę im pomogliśmy w obronie brakiem różnorodności w ataku.

Kto zagrał najlepiej?

Szukając najlepszych zawodników nie można pominąć strzelców bramek tego spotkania. Robert Lewandowski kolejny raz pokazał, że potrafi strzelać dobre bramki. Jedynym czynnikiem, którego potrzebuje się dobre podania, a wtedy przeważnie piłka ląduje w siatce. Chociaż “Lewy” w tym meczu nie oczekiwał tylko na otrzymane podania w pole karne. Piłkarz Bayernu kilka razy wcielał się w funkcje rozgrywającego i próbował posłać piłkę do innych kolegów z drużyny. To też należy zanotować jako pozytyw, bo kapitan reprezentacji starał się jak mógł, żeby pomóc drużynie.

Trzeba też docenić Karola Świderskiego, który jednak tego gola strzelił. Udało mu się wślizgnąć między dwóch zawodników Andory i dostawił dobrze nogę. Takim sposobem, ten zawodnik może mówić o osiągnięciu jakim jest strzelenie bramki w debiutanckim spotkaniu.

A kto zwiódł?

Co trzeba przyznać, to nie widać było, że graliśmy trzema napastnikami. Milik i Piątek nie potrafili wykazać się jakąkolwiek efektywnością. Niestety nie włożyli oni za wiele do gry ofensywnej Reprezentacji Polski.

Wiele na boisku nie zmieniła też większość zmienników, których wprowadził Sousa w drugiej połowie spotkania. Większość z nich to byli przecież młodzi zawodnicy, którym dano po prostu możliwość debiutu. Lepiej, żeby debiutowali z Andorą przy stabilnym wyniku, niż z trudniejszymi przeciwnikami.

Natomiast większość piłkarzy zagrała po prostu przeciętnie lub nie miała nawet możliwości się wykazać. Tak wyglądała sytuacja naszych obrońców i Wojtka Szczęsnego. Nic dziwnego, bo piłkarze Andory nie spędzili dużo czasu na polskiej połowie boiska. Dlatego też za wiele o ich grze nie da się powiedzieć.

Reprezentacja Polski na plus czy na minus?

Ciężko jednoznacznie ocenić ten mecz. Z pewnością wszyscy oczekiwali, że tych goli będzie więcej, że gra będzie lepsza, i tak dalej… W grze tej drużyny można szybko znaleźć wiele mankamentów.

Jednak poczekajmy, dajmy szanse drużynie, która nie grała ze sobą przez pół roku. Musimy też pamiętać, że nowy trener nie ma czarodziejskiej różdżki, za sprawą której zrobi nagle wielkich mistrzów. Na każdą zmianę potrzeba czasu, oby tylko nie trzeba było czekać za długo.