Za nami kolejny weekend z rozgrywkami w Anglii. W tym tygodniu mecze były zdominowane przez spotkania pucharowe, które dostarczyły wiele emocji. Co ciekawego wydarzyło się w minionym tygodniu na Wyspach? O jakich rzeczach warto wiedzieć i wspomnieć w rozmowie z kolegami?

Najlepszy reprezentant Anglii

Jesse Lingard po odejściu z Manchesteru United nabrał wiatru w żagle. Z małego, dziurawego pontonu, z którego śmiali się kibice stał się piękną karawelą. Od momentu przenosin do West Hamu Anglik błyszczy na boisku niczym największe tuzy futbolu. Można się zastanawiać co przyczyniło się do tak znaczącej zmiany postawy Lingarda. Być może jest to mniejsza presja jaka spoczywa na zawodniku w nowym klubie. Wydawać się też może, że przyczyną zmiany postawy skrzydłowego jest regularna gra. Z tym aspektem miał problem w ostatnim czasie w Manchesterze. Jednak prawda leży zupełnie gdzie indziej i jest bardziej skomplikowana.

Lingard jako brakujący diament w koronie Królowej Elżbiety w końcu spotkał trenera z prawdziwego zdarzenia. Nie od dziś wiadomo, że David Moyes jest prawdziwym szlifierzem diamentów. Kiedy Anglik trafił pod skrzydła Szkota poczuł, że w końcu może współpracować z kimś kto dorównuje mu poziomem. Obaj panowie patrzą na futbol w nieszablonowy sposób, który kluby w Anglii zrozumieją dopiero za dwie lub trzy dekady.

Zarówno z Lingarda, jak i Moyesa śmiano się w Manchesterze. Kibice uważali, że pełnią oni funkcję, przysłowiowego, piątego koła u wozu. Wszystko wskazuje na to, że gdy to piąte koło połączyło siły na London Stadium to okazało się niezwykle przydatne. West Ham United, który co roku miał aspiracje walczyć o Ligę Europy nagle ma szansę zająć zaszczytne miejsce w TOP4. Śmiało można stwierdzić, że Młoty przy wsparciu tego duetu z trójkołowca, który nie nadążał za najlepszymi klubami w Anglii stały się pełnoprawnym pojazdem.

Czy Czerwonym Diabłom w końcu się coś uda?

Ostatni okres jest dla drużyny z Old Trafford niezwykle udany. Nie przegrywali oni swoich spotkań regularnie punktując w lidze. W czwartek zapewnili sobie awans do ćwierćfinału Ligi Europy po trudnym boju z AC Milanem. Natomiast dwa tygodnie temu odnieśli zwycięstwo nad lokalnym rywalem, które było wielkim triumfem. No właśnie… Było triumfem, ale w małej bitwie, która nie przekłada się w żaden sposób na rezultat całej wojny. Wywiezienie trzech punktów z Etihad Stadium może poprawić morale piłkarzy, ale nie daje żadnych miarodajnych efektów. Manchester United nie sięgnął po mistrzostwo Anglii od sezonu 2012/2013. Był to ostatni rok pracy Sir Alexa Fergusona i zarazem ostatnie miesiące z uśmiechem na twarzy kibiców Czerwonych Diabłów. Od tamtej pory nawet Leicester City zdobyło tytuł do, którego zawodnicy z Manchesteru nie mogą się zbliżyć.

Jak już jesteśmy przy Leicester to należy wspomnieć o ich niedzielnej potyczce w FA Cup właśnie z podopiecznymi Solskjæra. Aspirujące do tytułów United odniosło porażkę z Lisami i pożegnało się z nadziejami na sięgnięcie po puchar. O świetnej postawie piłkarzy Brendana Rogersa w ostatnim czasie możecie przeczytać tutaj. Jednak warto jeszcze raz pochwalić Leicester City za to jak prezentują się w tym sezonie. Jest to drużyna, której nie da się nie lubić  i pewnie każdy jej po cichu kibicuje licząc na to, że będą w dalszym ciągu podbijać angielskie boiska.

Ostatnią szansę Manchesteru United na sięgnięcie po puchar w tym sezonie jest zwycięstwo w Lidze Europy. Jednak nie wiadomo czy Czerwone Diabły w roli faworyta do zdobycia trofeum nie zaskoczą nas porażką w dwumeczu z Granadą. W ubiegłym sezonie nie poradzili sobie w półfinale z Sevillą to może i tym razem kolejna hiszpańska drużyna zniszczy ich marzenia.

Kogut pieje tylko w Anglii

Wydawać się mogło, że Tottenham Hotspur wraca na właściwą drogę i zaczyna odbudowywać swoją formę. Po fatalnej serii 6 meczów, w której piłkarze Mourinho zdobyli zaledwie trzy punkty wyszło Słońce. Udało się wygrać pięć kolejnych spotkań. Ale żeby nie było za dobrze to zawodnicy z północnego Londynu stwierdzili, że przewrócą się na swoim największym rywalu. Arsenal, który jest w tym sezonie w fatalnej dyspozycji dał radę wypunktować Koguty i wysłać je smutne po porażce do domu.

No ale nie ma tego złego co by nie wyszło na dobre. Zawodnicy Tottenhamu wybrali się na wycieczkę do Chorwacji. Mieli w Zagrzebiu przypieczętować awans do ćwierćfinału Ligi Europy. W pierwszym meczu uporali się z rywalem i wygrali spotkanie 2-0, co dla faworytów dwumeczu było korzystnym rezultatem. Jednak Harry Kane i jego koledzy chyba cały czas mieli w głowie przegrany mecz z Kanonierami. Po fatalnym spotkaniu pożegnali się z rozgrywkami i jedyne co im została to nadzieja. Nadzieja, że inne zespoły w Anglii będą jeszcze słabsze od nich i jakimś cudem uda się im awansować do europejskich pucharów w przyszłym sezonie.

Patrząc na to co reprezentuje sobą Tottenham w tym sezonie wydawać by się mogło, że posada Mourinho jest niepewna. Chciałoby się sparafrazować popularne kiedyś hasło i wykrzyczeć „Mourinho musi odejść!”. Jednak nic z tych rzeczy. Portugalczyk pięknie się zachował gratulując piłkarzom Dinama po awansie. Jak można zwolnić człowieka z takim sercem? A na domiar złego po powrocie do Londynu jego piłkarze wygrali z Aston Villą. Wszystkim kibicom Spurs należy życzyć cierpliwości i spokoju. Być może The Special One powróci w przyszłym sezonie i sięgnie po potrójną koronę jak za czasów świetności w Interze Mediolan.

Leeds, Klich i reprezentacja

Przyznam szczerze, że zanim Leeds United awansowało do Premier League to widziałem zaledwie jedno ich spotkanie. Był to mecz, który szczególnie nie różnił się poziomem od rozegranego na dobrych obrotach spotkania między Legią a Lechem. Piłkarze byli szybsi niż w Ekstraklasie, ale myśl taktyczna i wyszkolenie techniczne było wzięte z naszych boisk. Kiedy zespół Bielsy awansował do najwyższej klasy rozgrywkowej w Anglii kibice byli zachwyceni. Ja natomiast zaskoczony z czego wynika tak wielki entuzjazm i optymistyczne podejście do drużyny Mateusza Klicha.

Wszyscy mówili o wspaniałej grze Pawi i taktycznym geniuszu Bielsy, który jest podobno trendsetterem nowoczesnego futbolu. To co można zobaczyć w ich meczach to niewątpliwy pomysł na chaos. Jest to radosna piłka, która może porwać kibiców, jednak nie widać w postawie Leeds czegoś co byłoby unikatowe. Ich styl byłby dobry dla drużyn takich jak Bayern czy Manchester City. Zespoły naszpikowane gwiazdami mogą pozwolić sobie na radosny futbol, bo niemal zawsze są w stanie odrobić głupio straconą bramkę. Takich piłkarzy w Leeds nie ma i nie będzie. W ostatnich tygodniach nawet ta dziecięca bieganina za piłką przestała im wychodzić. Gdzie zatem jest wielki Bielsa i jego magiczne Pawie? Na początku byli tam, gdzie był chaos, a teraz są tam gdzie nastała nicość.

O Leeds należy mówić, dlatego że gra tam nasz reprezentant. A w zasadzie to grał. Klich w ostatnich trzech meczach nie wyszedł w podstawowym składzie. Może to dziwić i zaskakiwać, ponieważ był on dotychczas kluczowym elementem układanki Bielsy. Dawał on spokój w środku pola i pomysł na nieszablonowe rozegranie piłki. Mateusz był podstawowym piłkarzem Jerzego Brzęczka i w tamtej reprezentacji jednym z jaśniejszych punktów. Wypadnięcie z pierwszego składu jeszcze nie wpłynęło znacząco na jego formę. Jednak jeżeli ten stan utrzyma się do końca sezonu to Paulo Sousa będzie musiał poważnie się zastanowić jakim piłkarzem obsadzić jego pozycje.