Stało się! Coś co wisiało w powietrzu już od lat 90 XX wieku. Powoli spełnia się sen najbogatszych klubów świata i dochodzi do rewolucji w piłce nożnej jaką znamy. O czym mowa? O nocnym komunikacie dotyczącym powstania Superligi. Florentino Perez stanie na czele nowego tworu mającego zastąpić Ligę Mistrzów. Czy Superliga zmieni futbol jaki dotąd znaliśmy i jaki jest jej sens?

Czym ma być Superliga?

Powstanie Superligi nie powinno nikogo dziwić. Pierwsze pomysły założenia elitarnych rozgrywek przypadają na lata 90. W nocy jednak świat piłki nożnej zadrżał w posadach wraz z komunikatem 12 klubów europejskich. Manchester United, Manchester City, Chelsea, Arsenal, Tottenham, Liverpool, Real Madryt, FC Barcelona, Atletico Madryt, AC Milan, Inter, Juventus wydały komunikat o zawiązaniu Super League. 

Najprościej ujmując Superliga ma być tworem mającym zdetronizować Ligę Mistrzów. Plan zakłada rozgrywanie meczów w środku tygodnia, a kluby mają pozostać w swoich ligach, a wystąpić z Ligi Mistrzów. W skład oprócz wymienionych klubów mają wejść jeszcze 3 inne (PSG, Borussia, Bayern) jako stali członkowie oraz 5 niestałych członków wyłanianych w formie eliminacji. Tym samym w skład ligi wejdzie 20 zespołów podzielonych na dwie grupy. Mecze miałyby formę dwumeczu każdego z każdym w grupie, później ćwierćfinał, półfinał również dwumecz i na końcu finał.

Co na to UEFA?

Oczywiście projektu tak dużego formatu nie można było utrzymać w całkowitej tajemnicy. Również prezes powstającej Superligi Florentino Perez w swojej kampanii na prezydenta Realu określił powstanie Superligi, jako jedno z trzech głównych zadań swojej kadencji. Jak powiedział, tak zrobił. 

Reakcja UEFA była stanowcza i w wydanym komunikacie potępiony został pomysł czołowych klubów Europy. Również UEFA zagroziła wyrzuceniem zespołów chcących wziąć udział w tej lidze z rozgrywek krajowych. Jaki więc interes mają w tym najbogatsi?

Dlaczego? Kuuuu… dlaczego?

Odpowiedz jest prosta: jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Chociaż nie, tutaj wiadomo o co chodzi i chyba nikt nie ma co do tego wątpliwości. Tort jakim jest Liga Mistrzów trzeba podzielić pomiędzy 32 kluby i UEFA. Przychody z Superligi rozłożą się na 20 zespołów oraz nie obejmą hegemona w postaci federacji. Również zakładać można, że mimo 12 zespołów mniej niż w obecnej Lidzie Mistrzów, wzrośnie zainteresowanie poszczególnymi meczami, a co za tym idzie, zwiększą się wpływy. 

Super Liga, czy to koniec lig krajowych?

Będzie to koniec lig krajowych jakie dotąd znamy. Ściślej ujmując, koniec lig TOP 5 jakie znamy. Po wystąpieniu czołowych ekip z poszczególnych lig naturalną koleją rzeczy będzie spadek zainteresowania daną ligą. Każda liga, z której zespoły będą występować w Super Lidze straci na wartości. Ale to wie każdy. Co jednak z ligami spoza TOP 5 jak LigaNOS, liga ukraińska, rosyjska, czy holenderska?

Dla samej ligi oznacza to dewaluację tytułu mistrza. Jednak jeśli pozostaną w niezmienionej formie rozgrywki europejskie, to mniejsze kluby będą mogły rywalizować o wyższe cele w tychże rozgrywkach. Hipotetycznie im dalej zajdą, tym większe pieniądze zyskają. Jednak wraz z odejściem najmocniejszych, przychody w Lidze Mistrzów, czy Lidze Europy mogą stopnieć. Pieniądz pójdzie do konkurencji, czyli Superligi. Tym samym mniejsze kluby mogą zyskać na znaczeniu w europejskich pucharach, tylko zmniejszy się drastycznie prestiż rozgrywek, a przychody dla klubów mogą nie okazać się aż tak atrakcyjne. 

Super Liga- osąd bohatera

Z ferowaniem wyroków najlepiej wstrzymać się do pojawienia się struktury i kształtu całej organizacji ligi. Jednak ocenić można sam zamysł tego tworu. Czy to dobrze, że powstaną tak elitarne rozgrywki?

W każdej kolejce mecze największych drużyn na świecie, emocje, topowy futbol na najwyższym poziomie dostępny na wyciągnięcie ręki. Jednak co z tego? Emocje spowszednieją, poziom meczów spadnie, a na wielkie mecze nikt już nie będzie czekać. Dziś każdy emocjonuje się El Clasico, meczem PSG-Bayern, czy Juventus-Manchester United. To są mecze, które mogą zdarzyć się raz na 3 lata lub rzadziej. Każdy czeka na wielkie pojedynki pomiędzy meczem Real-Levante, czy Bayern-Augsburg. Wielkie mecze stanowią oderwanie od rzeczywistości ligowej. Wraz z Super Ligą staną się właśnie codziennością. 

Superliga zostanie odarta z emocji związanych z wyczekiwaniem na mecz. Studia meczowe przed wielkimi starciami, starannie przygotowywane przez tygodnie, a nawet miesiące również spowszednieją. Nikt nie będzie miał czasu tworzyć reportażu dotyczących meczów, ponieważ natłok wielkich spotkań to uniemożliwi. Na zainteresowaniu mediów i kibiców stracą mecze, które normalnie przyciągają przed telewizor fanów postronnych. Można zakładać, że kibic Milanu obejrzy starcie Chelsea-Tottenham w lidze angielskiej, a przy powstaniu Superligi w tym czasie będzie śledzić mecz swojej drużyny lub innej z Włoch. 

Co z mniejszymi?

Również zabetonuje się podział na możnych i wielkich oraz resztę klubów. Bogaci będą jeszcze bogatsi, a biedniejsi nie będą mogli pretendować do tego miana. Jednak nie będę teraz zniżać piłki nożnej do samej ekonomii. 

Jako kibic FC Porto żyłem emocjami w dwumeczu z Juventusem. Dawno mój portugalski klub nie dał mi tylu emocji w pucharach. Dwumecz z Chelsea również, mimo o wiele niższego poziomu, to jednak ekscytowałem się jak Tuchel rozpracował Smoki, albo decyzjami Conceição odnośnie do personaliów. Mniejsze kluby w Lidze Mistrzów piszą swoją piękną historię. Można przypomnieć Ajax z sezonu 18/19, czy właśnie FC Porto 03/04. Dla małych klubów elitarne rozgrywki to jest magia, coś co przyciąga do nich kibiców. Jednak teraz te kluby będą gotować się we własnym sosie i grać mecze z ligowymi rywalami, a w Europie z zespołami z podobnej półki. Zniknie ten czar pojedynku Dawida z Goliatem.

Jednak należy poczekać na ostateczny kształt Superligi i na rozwój sytuacji w ligowych rozgrywkach. Na ten moment natomiast klaruje się przed nami obraz rewolucji, która może pożreć własne dzieci. Po prostu ta rewolucja i nowa jakość może spowszednieć i nie okazać się aż tak atrakcyjna jak się zapowiada. Poza tym nagromadzenie w jednym miejscu tylu wielkich klubów przekonanych o swoich wartościach i swojej pozycji, dbających o swój interes, może rodzić konflikty wewnątrz samej ligi. Każdy będzie chciał być na równi, a nie szukać swego miejsca w szeregu. O ile w Lidze Mistrzów każdy musiał walczyć o grę i swoją pozycję, o tyle w Superlidze prawo do gry dane jest za zasługi. Tym samym każdy klub będzie chciał dla siebie jak najlepiej i będzie dbać o swoje interesy. Rodzić to może palące konflikty i nieporozumienia. Jednak zamiast emocji dla kibiców ważne są pieniądze dla klubów. Kurtyna wstydu.