Zwycięstwa Lille i PSG w połączeniu z porażką Monaco dość wyraźnie przetasowały karty. Wygląda na to, że tytuł mistrzowski zostanie rozstrzygnięty pomiędzy Lille a Paris Saint Germain. AS Monaco, złapane w niedzielę w pułapkę przez OL, czeka teraz jednak kolejny pojedynek z powracającym do gry Lyonem. Tym razem w ramach udziału w przyszłorocznej Lidze Mistrzów.

Nadal nie wiemy, kto zostanie mistrzem, ale teraz wiemy, kto nim nie zostanie. Ta walka o tytuł nabrała charakteru wyścigu do mety. Lyon jako pierwszy padł ofiarą pojedynków o dużej randze w zeszłym tygodniu po porażce z Lille. A w tę niedzielę to Monaco musiało porzucić swoje marzenia o zdobyciu tytułu. Zwycięstwo OL na stadionie Louis II ożywiło wyścig o podium, ale to przede wszystkim interes Lille i PSG, które już jako jedyne dwa kluby pozostały w wyścigu o tytuł mistrza Francji sezonu 2020/2021.

AS Monaco ma obecnie cztery punkty straty do LOSC i trzy do Paryża. To nie jest dużo. Ale do końca sezonu pozostały już tylko trzy kolejki. A tempo, jakie narzuca ten duet, jest absolutnie nie do zatrzymania i już nie pozostawia wiele wątpliwości. Już kilka tygodni temu pisałem, że każda wpadka będzie ciągnęła się za każdym z czterech zespołów jak kula u nogi. Lyon i Monaco były pierwszymi, które pękły. Ich porażki, mimo że byli już za LOSC, pozbawiły ich marzeń o tytule.

Los pograł z AS Monaco i Olympique Lyon w pokera

Francuski kwartet podzielił się na dwa duety. Siły i ambicje AS Monaco i Olympique Lyon będą teraz skoncentrowane na drugim, niemal równie ważnym pojedynku: o podium i Ligę Mistrzów. Monaco w niedzielę grało o wszystko i nikt nie będzie miał im tego za złe. Remis pozwoliłby zachować czteropunktową przewagę nad OL, ale już podważyłby ich marzenia o tytule. Aby być dobrym pokerzystą, trzeba być trochę szalonym. Trzeba wystrzegać się konwencjonalnych rozwiązań i wybierać te bardziej ryzykowane. Takiego rozwiązania podjął się Niko Kovac, postanawiając w końcówce spotkania zagrać na czterech napastników. Za to, że zaryzykował, grając prawie va banque, na stole już żetonów pozostało mu nie wiele. Tym sposobem już odebrał sobie niemalże wszelkie szanse na wygranie gry, do której zasiadł wraz z PSG, Lille oraz OL.

To był wieczór, w którym podopieczni Rudiego Garcii dali sobie prawo gry o coś więcej niż Ligę Europy. Rozgrywki, które od dłuższego czasu wisiały nad ich głowami. Wczorajszy wieczór przypomniał o tym, że OL jest ambitną drużyną i że nie należy ich przekreślać. Nawet jeśli walkę o tytuł już sobie przekreślili w ubiegłą niedzielę po przegranej z Lille 3-2. Byli wskazywani na porażkę w meczu z wyśmienitym Monaco, które było nazywane przeze mnie czarnym koniem rozgrywek. Jednak nie położyli się przed rywalem, i dzielnie walczyli do samego końca o trzy punkty, o co nie było łatwo. Po czerwonej kartce, którą obejrzał Maxence Caqueret, nie mieli nic do stracenia, i również postanowili pograć z losem. Krupier, który odebrał niemalże wszystkie żetony Niko Kovacowi, oddał je Rugiemu Garcii. Gra w pokera jest nieobliczalna,tak samo jak i obecny sezon Ligue 1.

Tytuł może być do zgarnięcia już w ten weekend

Jak wspomniałem wyżej, o tytuł mistrza Francji zawalczą ze sobą już jedynie Lille i Paryż. Pomimo iż w ten weekend obie drużyny odniosły zwycięstwa, to 36.kolejka może być tą, w której wszystko się rozstrzygnie. Dwaj wielcy faworyci rozegrają najtrudniejsze mecze w tej końcówce sezonu. Obie drużyny zmierzą się bowiem z dwoma drużynami walczącymi o europejskie puchary. Lille pojedzie do Lens na derby, gdzie nic nie będzie łatwe. Natomiast PSG uda się do Rennes, gdzie również łatwo im nie będzie. Eduardo Camavinga i spółka, mimo porażki w Bordeaux, będą chcieli za wszelką cenę zdobyć 3 punkty. Zwycięstwo w przypadku porażek Lens oraz OM, pozwoliłoby im wskoczyć na 5. pozycję, które daję prawo gry w Lidze Europy.

Prawdopodobnie wszystko się więc w ten weekend. Po tej kolejce w terminarzach PSG i Lille są obecne drużyny, które już nie mają już o co grać. Na podopiecznych Christophe’a Galtier będą czekać jeszcze Saint-Etienne i Angers. Natomiast zawodnikom Mauricio Pochettino pozostaną spotkania z Reims i Brest. Na chwilę obecną to dalej Lille trzyma rękę na pulsie, co jest dla nich bardzo korzystne. Tylko oni mają swój los w swoich rękach i wierząc, że szans na prześcignięcie dla paryżan pozostało już niewiele, mogą coraz mocniej wierzyć o tytule mistrza Francji. Pierwszym od 10 lat.