Za nami kolejna seria spotkań w angielskiej Premier League. W sobotę czyli w dniu, w którym idziemy do kościoła na „święcenie koszyczków” prawdziwe jaja zafundowała nam Chelsea. Wielkanocne klimaty niestety nie podbiły pozostałych boisk i w reszcie spotkań nie byliśmy już świadkami cudów.

Wielkanocne mecze w Anglii nie są tak obudowane jak te rozgrywane przy okazji świąt Bożego Narodzenia. Należy jednak zwrócić uwagę, że powinny być one bardziej emocjonujące dla kibiców, ponieważ są rozgrywane w zasadniczej fazie sezonu. Jednak w wyniku tradycji rozgrywania spotkań w Boxing Day mecze wielkanocne wydają się mało interesujące w porównaniu do grudniowego odpowiednika.

Najważniejsze spotkania w wielkanocne dni

Pierwszym spotkaniem kolejki był pojedynek Chelsea, która pod wodzą Tuchela jest w wyśmienitej formie, a West Bromem, który gra fatalnie. I od razu na start otrzymaliśmy wielkanocne cuda. The Blues, którzy w spokojnym marszu wspinali się coraz wyżej w tabeli nagle postanowili się potknąć. Wpadka zawsze może się przydarzyć i w tak trudnym sezonie jak obecny nie jest to zaskoczeniem. Jednak przegrana 2-5 z zespołem, który zajmuje 19. miejsce w tabeli jest podwójnie bolesna.

Gdyby ktoś przed sezonem powiedział, że meczem na szczycie tabeli w Święta Wielkanocne będzie spotkanie Manchesteru City z Leicester to raczej bym podszedł do tego sceptycznie. Jednak Lisy grają rewelacyjny sezon i zdecydowanie zasługują na trzecie miejsce. Zespół Rogersa chwalimy za każdym razem, jednak musieli uznać wyższość Obywateli, którzy uciekli reszcie stawki. Peletonu nie widać i nic nie wskazuje, żeby się on zbliżył do klubu z Manchesteru.

W sobotę Arsenal podejmował u siebie Liverpool. Spotkanie można podpiąć pod „wielkanocne cuda”, ponieważ Liverpool słynący ze skuteczności w ofensywie po raz pierwszy od stycznia trzy razy pokonał bramkarza rywali. „Niemoc” strzelecka została przełamana przed kluczowymi spotkaniami jakie The Reds stoczą w Lidze Mistrzów z Realem Madryt. Dzisiaj wieczorem piłkarze Jurgena Kloppa będą mieli prawdziwy test formy. Natomiast Kanonierzy posłuchają sobie hymnu Champions League przed telewizorami.

Mourinho to ciągle The Special One?

Kolejne podsumowanie kolejki w Premier League, kolejny raz nie da się przejść obojętnie obok Tottenhamu. Posiadają oni bardzo dobrą kadrę, mają wyjątkowego trenera, a wyglądają jak dziecko, które dopiero nauczyło się chodzić. Kilka sprawnych kroczków, a później upadek na ziemię i długi płacz. Pisaliśmy już o tym, że ten sezon jest ciężki dla piłkarzy i grają oni po prostu słabo. Jednak Koguty wraz ze swoim wybitnym menedżerem stały się memem jak przed laty ich największy rywal z sąsiedztwa – Arsenal.

Jose Mourinho kolejny raz po straci punktów postanowił zrobić show. Jednak sytuacja jest zupełnie różna od tej, która miała miejsce przed laty. Dekadę temu The Special One mógł pozwolić sobie na każdy komentarz o odzywkę, ponieważ był wielki. Na obecny moment jego postać jest owiana legendą, a on sam stał się nieprzyjemnym staruszkiem z klatki obok, który mówi, że kiedyś to było. Portugalczyk prawdopodobnie zapomniał o tym, że od sezonu 2016/17 nie zdobył żadnego tytułu. Co więcej, drużyny przez niego prowadzone nie mają charakteru i nie przejawiają chęci wygrywania.

„Ten sam menedżer, ale inni piłkarze. Mamy tu błędy, które właściwie nawet trudno nazwać błędami, bo są po prostu związane z umiejętnościami poszczególnych zawodników.”

Jose Mourinho

W taki oto sposób Mourinho „skomplementował” swoich zawodników. Trener ten  przed laty słynął ze ściągania presji na siebie, żeby piłkarze mieli medialny spokój. Obecnie jedyne co ściąga to odpowiedzialność za wyniki ze swoich barków. Pamiętam jak jeszcze nie tak dawno zastanawiano się kto jest najlepszym trenerem świata. Pep Guardiola czy jednak Jose Mourinho? Odnoszę wrażenie, że Hiszpan przetrwał różne kryzysy i w dalszym ciągu jest wybitny w tym co robi. Natomiast The Special One stał się The Normal One. Z taktycznego geniusza zszedł do poziomu przyzwoitego trenera, który zawsze znajdzie zatrudnienie.

Polacy w ostatniej kolejce

Nasz kluczowy stoper, Jan Bednarek, zaliczył kolejne udane spotkanie w barwach Southampton. Polak przyzwyczaił nas do regularności i stabilnej pozycji w zespole Ralpha Hasenhüttla. Święci wygrali swój mecz z Burnley 3:2, a Bednarek został oceniany przez SkySports na 7 (skala 1-10). Dodatkowo Jankowi należy pogratulować sukcesów poza boiskowych. Wczoraj ogłosił on ze swoją narzeczoną, że spodziewają się dziecka.

Jakub Moder to wschodząca gwiazda polskiej piłki. Ze zgrupowania kadry wracał jako strzelec bramki na Wembley (dotychczas udała się to jedynie czterem Polakom). Po spotkaniu z Anglikami ponownie został rzucony na głęboką wodę. Jego klub podejmował Czerwone Diabły. Kuba rozegrał solidne spotkanie i został oceniony przez WhoSocred na 6,4. Był to  przyzwoity występ Polaka jednak jego ocena była najniższą w zespole. Michał Karbownik, drugi polski piłkarz Brighton, w dalszym ciągu nie zaliczył debiutu w Premier League.

Rezerwowy bramkarz reprezentacji, Łukasz Fabiański, zanotował kolejny dobry występ w barwach West Hamu. Londyński klub wygrał z Wilkami 3-2 dzięki czemu awansował do czołowej czwórki Premier League. Przy straconych golach Polak nie miał nic do powiedzenia, a portal Football London ocenił jego występ na 7. W obliczu spadku formy Szczęsnego Paulo Sousa będzie miał dylemat, kto powinien być pierwszym bramkarzem kadry.

Mateusz Klich w ostatnim czasie ma gorszy okres. Polak przez większość sezonu był chwalony przez Bielsę oraz dziennikarzy. Jednak w marcu utracił on miejsce w podstawowym składzie Leeds. Dodatkowo podczas zgrupowania kadry wyszło, że jest on zakażony wirusem SARS-CoV-2. Pierwszy mecz po powrocie do klubu rozpoczął ponownie na ławce i wszedł jedynie na ostatnie 10 minut spotkania.

Pomimo świetnego wyniku drużyny Kamila Grosickiego nie możemy być w pełni zadowoleni. Polak kolejny raz nie znalazł się w składzie meczowym West Bromu i jego sytuacja jest coraz gorsza. Jeżeli nic się nie zmieni to Grosika raczej na Euro oglądać nie będziemy.

Wielkanocne “jaja” w statystykach

Spotkanie Chelsea z West Bromem przytoczyłem już wcześniej.  Jednak należy się pochylić nad tym meczem i spojrzeć na szczegółowe statystyki. Ze wskaźnikiem xG (oczekiwane gole) mogliście zapoznać się już w naszych wcześniejszych podsumowaniach. Jednak pierwszy mecz minionej kolejki przyniósł nam prawdziwe wielkanocne cuda. Zawodnicy Tuchela wykreowali sobie największą liczbę korzystnych sytuacji bramkowych spośród wszystkich drużyn. Współczynnik xG wynosił dla nich 2.56, więc mieli szanse na zdobycie aż trzech goli. Natomiast West Brom powinien trafić do siatki The Blues zaledwie 1 raz, ponieważ wartość xG  wynosiła dla nich 1.38. Jednak piłkarze dzielnie „walczący o spadek” pokonali Mendyego aż 5-krotnie.

Taka skuteczność jest czymś na co warto zwrócić uwagę. W tym spotkaniu zawodnicy Sama Allardyce’a strzelili największą ilość bramek w stosunku do liczby oczekiwanych goli ze wszystkich klubów w tym sezonie. Być może to spotkanie pozwoli West Hamowi złapać wiatr w żagle. Jednak walka o utrzymanie będzie niezwykle ciężka, ponieważ do końca sezonu zostało zaledwie 8 kolejek.

Mówiąc o statystyka warto zatrzymać się także nad Evertonem, który ma wyraźny spadek formy. Oprócz słabej gry dochodzi także brak skuteczności, w spotkaniu z Crystal Palace liczba ich oczekiwanych goli wynosiła 2.53. Była to druga najwyższa wartość wskaźnika w tej kolejce Premier League.

Wielkanocne wyniki w Premier League

SOBOTA
Chelsea  2 : 5  West Brom
Leeds  2 : 1  Sheffield Utd
Leicester  0 : 2  Manchester City
Arsenal  0 : 3  Liverpool

NIEDZIELA
Southampton  3 : 2  Burnley
Newcastle  2 : 2  Tottenham
Aston Villa  3 : 1  Fulham
Manchester Utd  2 : 1  Brighton

PONIEDZIAŁEK
Everton  1 : 1  Crystal Palace
Wolverhampton  2 : 3  West Ham

Więcej informacji na temat meczów 30. kolejki Premier League znajdziecie w tym miejscu.