Betfan

Koniec sezonu zbliża się nieubłaganie. Gdyby nie przełożone Mistrzostwa Europy wszyscy powoli zaczynalibyśmy się ekscytować nadchodzącym oknem transferowym. Zmiany klubów przez zawodników są tym co wzbudza często większe emocje niż same spotkania piłkarskie. Jednak mało kto wie o tym, że pewien rodzaj transakcji został przez federacje piłkarskie zablokowany. Czym tak w zasadzie są zakazane umowy? Jakich kontraktów kluby nie mogą zawierać i dlaczego pewien rodzaj transferów jest niedozwolony?

Third-Party Ownership

Third-Party Ownership to zagadnienie niezwykle złożone. Można o nim mówić godzinami i dywagować czy jest to coś pożądanego czy szkodliwego. Tłumacząc na język polski należałoby powiedzieć, że jest to własność strony trzeciej. Jednak jest to niejasne określenie, które w zasadzie nic w zasadzie nie mówi o tym z czym mamy do czynienia.

TPO najprościej tłumacząc jest to sytuacja, w której ekonomiczne prawa do zawodnika posiada nie tylko klub, z którym ma on podpisany kontrakt. W przeszłości dochodziło do sytuacji, gdzie prywatni inwestorzy, fundusze hedgingowe czy agencje piłkarskie miały całość praw bądź ich dużą część w swoim posiadaniu. Taka sytuacja oznacza, że klub, który miał podpisaną umowę z inwestorami na takich warunkach nie mógł samodzielnie decydować o losie zawodników. Dochodziło do sytuacji, że drużyny nie zarabiały na sprzedaży piłkarzy, a czasami nawet musiały dopłacić inwestorom.

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że jest to sytuacja podobna do tej, kiedy klub sprzedający posiada część praw z kolejnego transferu. Jednak zasadnicza różnica jest taka, że umowy są zawierane pomiędzy klubami bez żadnego nacisku. Co prawda, dochodzi do twardych negocjacji i często wywierania presji na klubie kupujący. Jednak należy pamiętać o tym, że klub sprzedający otrzyma jedynie procent od kolejnej transakcji, ale nie będzie mógł wpływać na dalsze losy piłkarza. Third-Party Ownership dawało takie możliwości, co automatycznie naruszało suwerenność klubów i było dla nich szkodliwe.

Umowy TPO, czyli portugalska codzienność

Third-Party Ownership może wydawać się szczególnie interesująca dla małych klubów, których nie stać na sprowadzanie piłkarzy. Nie może zatem dziwić, że umowy na współwłasność praw do zawodników bardzo często zwierały zespoły z Ameryki Południowej. Futbol, mimo że stanowi tam religię to jest zdecydowanie niedofinansowany. Takie kraje jak Brazylia, Argentyna czy Kolumbia są „fabrykami” utalentowanych piłkarzy. Więc inwestorzy właśnie tam poszukiwali nieoszlifowanych diamentów, na których mogli zarobić wielkie sumy.

Nie jest tajemnicą, że FC Porto i Benfica są uznawane za kluby z najlepszym skautingiem na świecie. Nie może więc dziwić, że zdecydowana większość uzdolnionych piłkarzy z Ameryki przechodzi przez Primeira Ligę. Ściąganie najbardziej utalentowanych piłkarzy z trzeciego świata jest niezwykle korzystne, ponieważ daje możliwość dużego zarobku w niedługim okresie. Jednak należy pamiętać o tym, że zawodnicy Ci przez lata byli „obciążeni” inwestorami. Portugalczykom to nie przeszkadzało i podpisywali umowy z kolejnymi sportowcami. Do grona najbardziej znanych piłkarzy z Ameryki Południowej występujących w Portugalii, którzy byli zamieszani w sprawę TPO należą miedzy innymi: Falcao, Anderson, Cristian Rodriguez czy Ramires.

Natomiast zaskakujący może wydawać się fakt, że wielu portugalskich piłkarzy także nie stanowiło w pełni własności klubów. Tacy piłkarze jak Deco, Bosingwa czy João Moutinho także byli częścią funduszy inwestycyjnych. Ciężko zrozumieć dlaczego portugalskie kluby decydowały się odsprzedawać część praw do swoich zawodników. Być może wynikało to z problemów finansowych, bądź chęci szybkiego i łatwego zarobku. Ewentualnie tak przyzwyczaili się do standardów Ameryki Południowej, że stwierdzili, że tak należy po prostu robić.

Powszechność zjawiska może zaskakiwać. Tym bardziej, że dla klubów nie było to rozwiązanie szczególnie korzystne. FIFA i UEFA w obawie przed nadmierną ingerencją osób trzecich w funkcjonowanie drużyn zdecydowały się zakazać zawierania tego typu umów. Decyzja ta zabezpieczyła futbol przed niepożądaną wpływem z zewnątrz. Jednak tak twarda regulacja ograniczyła także napływ środków do piłkarskiego biznesu.

Skandal w Premier League

W sezonie 2006/2007 doszło w Premier League do prawdziwego skandalu. West Ham przed rozgrywkami zdecydował się wykupić z Corinthians dwóch niezwykle utalentowanych Argentyńczyków. Bohaterami tej transakcji byli oczywiście Carlos Tevez i Javier Mascherano. Obaj zawodnicy zapisali się w historii piłki nożnej jako wybitni piłkarze. Jednak ich początek w Europie nie był zbyt udany, a nawet wiele wskazywało na to, że pośrednio przyczynią się do spadku West Hamu.

Problemy z jakimi musiał się zmierzyć londyński klub wynikały z faktu, że część praw do zawodników posiadała spółka MSI. Było to przedsiębiorstwo działające na takich zasadach jak wcześniej wspomniane firmy. Różnica pomiędzy West Hamem, a portugalskimi zespołami była taka, że w Anglii TPO były prawnie zakazane. Władze ligi podejrzewały, że zespół specjalnie zataił informację przed nimi w celu uniknięcia kary. Zazwyczaj sytuacje takie jak ta kończyły się wysoki grzywnami, zawieszeniem piłkarzy oraz odejmowaniem punktów. Jednak w tym przypadku sprawa potoczyła się zupełnie inaczej.

FA nie zdecydowało się zawiesić Teveza na trzy ostatnie spotkania ligowe. Ponadto podjęto decyzję, że West Ham nie będzie miał odjętych punktów, a jedynie zapłaci 5,5 miliona funtów kary. Konsekwencje tych decyzji były tak nieoczekiwane, że nikt nie mógł spodziewać się takiego obrotu spraw.

Londyński zespół walczył do samego końca sezonu o utrzymanie, które zagwarantował mu nie kto inny jak bohater całego zamieszania – Carlos Tevez. Argentyńczyk strzelił dwa gole przeciwko Boltonowi, które zapewniły Młotom grę w kolejnym sezonie w Premier League. W całym zamieszaniu najbardziej ucierpiało Sheffield United, które było pewne, że West Ham zostanie ukarany odjęciem punktów i pożegna się z rozrywkami zamiast nich. Szable w wyniku poniesionych strat finansowych wynikających ze spadku domagały się odszkodowania od władz ligi i klubu z Londynu. Po trzech latach negocjacji zespoły doszły do porozumienia. West Ham w ramach zadośćuczynienia zobowiązał się do wypłacenie Sheffield 15 milionów funtów „odszkodowania”.

Doyen Sports – brudne interesy Kazachów

W 2015 roku osoby zainteresowane piłką nożną zainspirowały się WikiLeaks i postanowiły utworzyć swoją stronę z przeciekami ze świata futbolu. Football Leaks było stroną internetowej, na której czytelnicy mogli zapoznać się z różnymi tajnymi informacjami zza kulis w piłkarskim świecie. Osoby odpowiedzialne za publikowanie treści szczególnie skupiły się na działaniach przedsiębiorstwa Doyen.

Spółka założona przez rodzinę oligarchów z Kazachstanu dopuszczała się działań, które należy uznać za skrajnie nieetyczne. Arifowie to rodzina, która dorobiła się na układach z władzą, korupcji i wyzysku. W Kazachstanie są uznawani za jednych z najbardziej wpływowych ludzi w kraju. Ich dobre relacje z politykami zapewniły im wielki sukces finansowy i nietykalną pozycję u siebie w państwie. Brudną formę prowadzenia interesów zdecydowali się przenieść oni także na obszar futbolu.

Pieniędzy rodzina Arifów dorobiła się na wojnie i w szemranych interesach. Jeden z braci uciekł z kraju, ponieważ brał udział w przestępczości zorganizowanej. Część z jego byłych współpracowników znaleziono martwych z poderżniętymi gardłami lub rozstrzelanych. Nie przeszkodziło mu to w dalszym rozwijaniu biznesu w Turcji, którą wybrał na punkt swojej destynacji. Z czasem wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, gdzie zainwestował w biuro maklerski Bayrock. Dodatkowo będąc w USA zdecydował się na współpracę w branży budowlanej z Donaldem Trumpem. Patrząc na to jakimi ograniczenia intelektualnymi wykazał się Trump pełniąc rolę głowy państwa nie może nikogo dziwić, że nie przeszkadzała mu współpraca z Tevikiem Arifem. Jednak zaskakujące jest to, że Amerykanie zdecydowali się wybrać na swojego prezydenta człowieka, który robił interesy z oszustem i mordercą.

Arif Arif i Nelio Lucas

Władza w Doyen Sports trafiła w ręce Arifa Arifa, rozpieszczonego syna oligarchy, któremu wydawało się, że cały świat ma na wyciągnięcie ręki. To, że Kazachowie zajęli się sportem w celu robienia na tym biznesu nie może nikogo dziwić. Jednak należy spojrzeć na to jakimi ludźmi są Arif Arif i jego główny współpracownik Nelio Lucas. Można odnieść wrażenie, że nie prowadzą oni przedsiębiorstwa na skalę ogólnoświatową, a jedynie mały, nielegalny dom publiczny na peryferiach Kazachstanu. Ich prywatne rozmowy, które wyciekły do sieci oburzają. Natomiast inne działania przez nich prowadzone mogą wywołać obrzydzenie.

Pierwszy komentarz Arifa na nowo zakupione mieszkanie? „Jest ono stworzone do orgii”. Po świetnym występie jednego ze swoich piłkarzy Arif napisał do Lucasa: „Bitch. Murzyn zapewni nam kasę”. Nie brakuje także w ich słowach arogancji i samozachwytu: „Wyobraź sobie nas za dziesięć lat: inszallah, królowie!”. Wykazują się także wielką fantazją przy wyborze strojów na Halloween. Nelio rozważa przebranie Napoleona, papieża, bądź Króla Słońce. Arif Arif chce być “jedynie” dyktatorem. Na prawdę jest ciężko nazwać tych mężczyzn biznesmenami, którzy chcą wejść na salony. Czytając informacje na ich temat można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z ulicznymi raperami, którym sukces uderzył do głowy.

Nelio Lucas był współpracownikiem jednego z najwybitniejszych agentów piłkarskich. Pini Zahavi wziął go pod swoje skrzydła, ponieważ widział w tym młodym chłopaku wielki potencjał. Jednak kiedy zorientował się z jakim człowiekiem pracuje i jak młody agent go oszukał, powiedział:

„To był błąd Twojego życia, nie chcę mieć z tobą więcej do czynienia, a ty nie będziesz w stanie nic już zrobić.”

Zahavi miał rację, że jest to koniec Lucasa w branży. Żadna szanująca się agencja nie chciałaby wejść współpracę z Portugalczykiem. Jednak nie mógł spodziewać się tego, że dostanie on propozycję od takiej osoby, jak Arif Arif. Obu mężczyzn łączy brak kręgosłupa moralnego. Wydaje się im, że w biznesie wszystkie chwyty są dozwolone. Kazach nie mógł znaleźć lepszego kandydata na swojego asystenta niż Lucas. Natomiast Lucas nie miał szansy otrzymać pracy u kogoś innego niż Arif Arif.

Załatwianie umowy z Perezem

O tym jak wpływowym człowiekiem jest Florentino Perez mogliście już przeczytać na naszej stronie. Każdy zdaje sobie sprawę z tego, że jako wielki biznesmen jest twardym negocjatorem, który nie idzie na ustępstwa. Od strony czysto biznesowej potrafi on zarządzać klubem jak nikt inny na świecie. Ma talent do budowania relacji z ludźmi i robienia świetnych interesów. Prezes Realu Madryt jest poniekąd trendsetter jeśli chodzi o zarządzanie w sporcie. Cały świat zdaje sobie sprawę z tego jakim człowiekiem jest Perez, jednak o dziwo nie wiedzieli o tym młody Arif i Nelio Lucas.

„Potężni włodarze” Doyen Sports postanowili, że sprzedadzą do Realu Madryt Kondogbię, który był ówcześnie zawodnikiem Sevilli. Panowie szukali klubu, który będzie w stanie zapłacić za, wtedy jeszcze reprezentanta Francji, 20 milionów euro. Mieli nadzieję, że ich metody „negocjacji” się sprawdzą i pomocnik zostanie wykupiony przez Królewskich. Postanowili oni zapolować na Pereza w Miami, gdzie Real rozgrywał letni turniej przygotowawczy.

Wśród wiadomości jakie Lucas wysłał do Arifa znalazła się między innymi tak:

„Zabrałem ze sobą na spacer kilku prezesów klubu, był nawet Florentino. Wesoło było. Zdjął swój krawat i zaczął tańczyć.”

Lucas postanowił przejść do ofensywy. Tak jak przystało na człowieka bez żadnych zasad postanowił, że kartą przetargową w negocjacjach będą prostytutki. Liczył on na to, że „zmiękczą” one Pereza przez co będzie go łatwiej namówić na transfer Kondogbii. Na Whatsappie nasi dżentelmenowie wymienili się następującymi wiadomościami:

Mam zamiar przyprowadzić tu parę dziewczyn. […] To będzie pokój dla Florentio!”

Lucas

„Za 20 milionów euro. Dla Kondogbii”

Arfi Arif

„Właśnie dlatego musimy się o niego zatroszczyć. […] Ostatniej nocy wziąłem Florentino na chatę. Prawdopodobnie dzisiaj też.”

Lucas

Jednak te metody negocjacji nie przyniosły efektów. Perez się „nie złamał”, a wydane pieniądze na uszczęśliwienie prezesa Królewskich poszły w błoto.

„Real płaci tylko 15. […] Dam sobie jaja obciąć, ale znajdę kogoś, kto zapłaci za klauzulę Kondogbii”

Lucas

Jak się okazało Nelio Lucas miał rację. Trzy tygodnie później Kondogbię kupiło AS Monaco.

Florentino Perez zaprzeczał, że doszło do powyżej sytuacji. Mówił też o tym, że Real nigdy nie współpracował z grupą Doyen. Jednak jak twierdził Lucas: „Moje koneksje z nimi są mocniejsze od tytanu”.

Czy te umowy powinny być zakazane?

Z mojego punktu widzenia wszelkie umowy zawierane świadomie pomiędzy prywatnymi przedsiębiorstwami powinny być teoretycznie dozwolone. Nie widzę podstaw do tego, żeby ograniczyć swobodę działań inwestorów, jeżeli jest wszystko przeprowadzane zgodnie z prawem. Czy ja bym wprowadził zakaz zawierania umów na zasadach własności strony trzeciej? Szczerze mówiąc, to bardzo w to wątpię. Jeżeli miałbym podjąć się jakichś kroków to uregulowania przepisów odnośnie zasad ich konstruowania. Nie powinno dochodzić do sytuacji, że klub jest zmuszony dopłacić inwestorowi czy nie ma nic do powiedzenia w kwestii transferu zakontraktowanego zawodnika.

Jednak jeżeli popatrzy się na rodzinę Arifów to jedyne co widzimy to wszechobecną patologię. Działania Doyen Sports przyczyniły się niszczenia futbolu i federacje piłkarskie musiały podjąć jakieś kroki. Nie można było dopuścić kolejny raz do sytuacji, w której dwie tak zdegenerowane moralnie osoby jak Arif Arif i Nelio Lucas będą miały realny wpływ na świat piłki. Na ich postawach osobistych i działaniach biznesowych stracili uczciwi inwestorzy oraz małe kluby, dla których zewnętrzy inwestor mógłby być wielką pomocą w rozwoju.